Historia nieprawdopodobna, ale prawdziwa! Nowy film twórcy "Kac Vegas" ogląda się świetnie

Najnowszy film twórcy "Kac Vegas" to opowieść o dwóch młodych "biznesmenach", którzy wygrali przetarg Pentagonu na uzbrojenie afgańskiej armii. Brzmi jak kolejna głupkowata komedia, prawda? A to naprawdę świetna historia, która... wydarzyła się naprawdę!

Dwóch dwudziestoparolatków z Miami Beach - masażysta i drobny diler - znalazło sobie niecodzienne źródło zarobku. Niektórzy handlują na Allegro, inni wypatrują niesamowitych promocji w internetowych sklepach, a Efraim Diveroli (Jonah Hill) i David Packouz (Miles Teller) wiedzieli o istnieniu jeszcze lepszego rynku. O istnieniu strony, na której znajdowały się naprawdę niezwykłe okazje - zamówienia na broń, składane przez Pentagon. Publiczne i dostępne dla wszystkich.

Naprawdę, przetarg wygrać mógł właściwie każdy. Właśnie w taki sposób młode chłopaki stały się dostarczycielami broni dla Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych. Jeśli to nie jest amerykański sen, to co nim jest?

Zbyt nieprawdopodobne, żeby było nieprawdziwe

A jednak: nowy komediodramat Todda Philipsa oparty jest na prawdziwej historii. Co prawda, odstępstw od faktów jest sporo - w „Rekinach wojny” oglądamy przygody dwóch bohaterów, podczas gdy przez sporą część ich biznesowej przygody towarzyszył im jeszcze jeden kumpel, a najbardziej brawurowa akcja dostarczenia broni przedstawiona w filmie wydarzyła się naprawdę, tyle że... dokonały jej zupełnie inne osoby. Jeden ze scenarzystów znał tę historię i uznał, że to zbyt dobra anegdota, aby można było sobie pozwolić na jej niewykorzystanie. Większość fabuły jest jednak zgodna z prawdą. To jeden z przypadków, w które trudno byłoby uwierzyć... gdyby tylko nie było prawdziwe.

Rekiny wojnyRekiny wojny reż. Todd Phillips, Warner Bros. Entertainment

Jeżeli chcecie uniknąć jakichkolwiek spoilerów, lepiej przeskoczcie do akapitu pod kolejnym zdjęciem, bo tutaj padnie jeszcze parę słów o karierze Diveroliego i Packouza.

W jaki sposób otworzyły się dla nich wielkie możliwości? Amerykanie rozpętali konflikty w Iraku i Afganistanie i armia potrzebowały ogromnych dostaw sprzętu. Ale dlaczego właściwie każdy obywatel miał prawo handlować z armią? Otóż, gdy okazało się, że najgrubsze umowy trafiają się firmom powiązanym w jakiś sposób z wiceprezydentem Dickiem Cheneyem, George W. Bush musiał zareagować na skandal. Przetargi otwarto więc dla wszystkich.

„Rekiny” założyły firmę i udając profesjonalistów, wybierały na początku skromniejsze zamówienia. Kilkaset, parę tysięcy sztuk krótkiej broni - w taką skalę mogli mierzyć. I tak zarabiali na tym więcej, niż byli w stanie wydać. Pewnego dnia objawił się jednak „afgański deal” - zamówienie na dozbrojenie tamtejszej armii na kilkadziesiąt nadchodzących lat.

Diveroli i Packouz długo myśleli, że są na taki kontrakt zbyt mali. Potem poznali potężnego, niezbyt sympatycznego handlarza bronią, który mógł pomóc im w przeprowadzeniu transakcji na taką skalę. Czy młodzi, zachłyśnięci sukcesem biznesmeni mogli nie skorzystać z takiej okazji? To był ich błąd. Może gdyby mierzyli siły na zamiary, spokojnie uprawialiby swój proceder do dzisiaj. Los w końcu się jednak od nich odwrócił...

Rekiny wojnyRekiny wojny reż. Todd Phillips, Warner Bros. Entertainment

Panicze życia i śmierci

Ponieważ twórcą „Rekinów wojny” jest autor trylogii „Kac Vegas” i innych komedii w podobnym stylu („Ostra jazda”, „Old School”), a cała historia wydaje się nieco niedorzeczna, nie ma co się dziwić, że film mocno uderza w komediowe tony. Zresztą, Amerykanie ostatnio znowu lubią opowiadać o wojnie nie do końca na poważnie, jakby szukając wybaczenia za wywołane konflikty i udając, że wojna nie jest aż tak straszna, jak mogłoby się wydawać. Takiemu „Rock the Kasbah” daleko jednak do najlepszych wojennych komedii sprzed lat.

Być może to dobrze, że „Rekiny” więcej wspólnego mają jednak z klasycznym filmowym schematem od zera do milionera. Nie tylko obecność Hilla sprawia, że film może się mocno kojarzyć z „Wilkiem z Wall Street”. Bohaterowie "Rekinów..." znaleźli po prostu dziurę w systemie i postanowili ją wykorzystać do wzbogacenia się. Nieważne czy sprzedają polisy dla naiwnych, warzywa dla farmerów czy broń dla największych armii. Nietrudno traktować firmę Diveroliego i Packouza jak kolejny start-up, który wyewoluował w dość niespodziewanym kierunku. Panowie równie dobrze mogli znaleźć się w Dolinie Krzemowej. Swoją niszę znaleźli jednak gdzie indziej. Tylko czy handel bronią to faktycznie biznes jak każdy inny?

Rekiny wojnyRekiny wojny reż. Todd Phillips, Warner Bros. Entertainment

Chłopaki z bliznami

Chociaż produkcja Phillipsa podchodzi do tematu zupełnie inaczej - luźniej - niż znakomity „Pan życia i śmierci”, to nie znaczy, że brakuje w niej warstwy refleksji, ukrytej pod płaszczykiem zabawy. Nie jest to gorzka lekcja na miarę „Big Short” (nie jest to też film takiej klasy), ale kwestie bezsensu i prawdziwych powodów prowadzenia wojen zostają odhaczone, a myśl o nich zaszczepiona widzowi. Im poważniejsze robią się interesy głównych bohaterów, tym mroczniej robi się na ekranie. I chociaż Phillips nie pozwala sobie na przeciąganie widza i cały czas zależy mu na pokazaniu, że to przede wszystkim klawa przygoda, to „szatańska Ameryka” także dostaje tutaj po uszach.

Film ogląda się świetnie i duża w tym zasługa aktorów. Może Teller ma mniejsze pole do popisu, ale Hill chyba i tak ukradłby mu show. Były komik jest specjalistą od wspierania wielkich graczy - Leonarda DiCaprio w „Wilku z Wall Street”, Brada Pitta w „Moneyball” czy Channinga Tatuma w „21 Jump Street” - ale powoli zaczyna wyrywać się do grania pierwszych skrzypiec. Jego pomysły na ogranie postaci - wielkiego fana „Człowieka z blizną” - są naprawdę niezłe. Ciekawostka: chociaż prawdziwy Diveroli nie ma widocznej nadwagi, to Hill zdecydował się sporo przytyć do roli (chyba że aktor nie przyznaje się do prywatnego efektu jo-jo). Najlepszą cechą, jaką przyjął, jest jednak charakterystyczny rechot, w jaki często popada jego bohater.

Świetnie sprawdza się także drugi plan. Nie sposób oderwać oczu od zjawiskowej Hiszpanki Any de Armas, której kariera w Hollywood zaczyna nabierać tempa.

Rekiny wojnyRekiny wojny reż. Todd Phillips, Warner Bros. Entertainment

Mimo wszystko, nie da jednak ukryć, że największą siłą „Rekinów wojny” jest historia. Prawdziwa historia, którą trudno byłoby wymyślić, gdyby tylko nie zdarzyła się naprawdę. A co jest w niej być może najzabawniejsze? Morał, którego... nie ma. Amerykański system zamówień zbrojeniowych wygląda dzisiaj niemal tak samo, jak w chwili chwały Rekinów Wojny.

Ocena: 4/6

Więcej o: