Gwiazdor "Gwiezdnych wojen" właśnie zagrał swoją największa rolę. W "Patersonie" jest... kierowcą autobusu

To jeden z najbardziej rozchwytywanych amerykańskich aktorów. Choć daleko mu do uroku Ryana Goslinga, choć nie jest nawet po części tak przystojny jak Michael Fassbender, to właśnie ten wysoki brzydal dostaje dziś najwięcej znaczących ról w Hollywood.

W "Patersonie" jest z pozoru zwykłym kierowcą miejskiego autobusu. Ale przecież u tego reżysera nic nie jest do końca zwykłe. Adam Driver, jeden z najpopularniejszych amerykańskich aktorów młodego pokolenia, gra główną rolę w najnowszym filmie mistrza kina niezależnego Jima Jarmuscha, który miał właśnie premierę na New York Film Festivalu.

Driver - aktor o wielu twarzach

Potrzeba "złego" do nowej części kultowych "Gwiezdnych wojen"? Proszę bardzo: Driver zostaje Kylo Renem, czarnym charakterem, który w "Przebudzeniu mocy" z całą pewnością nie pokazał jeszcze swego całego mrocznego potencjału. Potrzeba agenta służb specjalnych, eleganckiego, ale zarazem bezwzględnego? Proszę bardzo: Driver gra agenta Seviera w "Midnight Special", nietypowym filmie science fiction specjalisty od nietypowych filmów science fiction, Jeffa Nicholsa. Potrzeba chłopaka z sąsiedztwa, trochę niezdarnego, ale nie na tyle, żeby bohaterki kochały się w nim po uszy? Proszę bardzo: Driver gra Lva Shapiro w kameralnym filmie obyczajowym "Frances Ha". 

"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy", kadr z filmu Mat. prasowe

A wszystko tak na dobre zaczęło się od popularnego serialu "Dziewczyny”, w którym Driver zagrał Adama Sacklera, niedopasowanego do świata artystę, w którym zakochuje się serialowa Hannah, kreowana na ekranie przez pomysłodawczynię całego serialu, Lenę Dunham. Dziś Driver dostaje role u największych reżyserów, umiejętnie balansując między wielkimi produkcjami ("Gwiezdne wojny"), a niszowymi projektami niezależnymi ("Paterson").

W najbliższym czasie jego grafik wypełnią m.in. praca nad filmem Martina Scorsese - Driver będzie jednym z jezuitów uczestniczących w straceńczej misji w Japonii w filmie "Milczenie boga" - czy u Terry’ego Gilliama, gdzie będzie skakał w czasie między współczesnym Londynem a XVII-wieczną La Manchą w nietypowej, uwspółcześnionej adaptacji klasycznego "Don Kichote’a", zatytułowanej przewrotnie "Człowiek, który zabił Don Kichote’a”.

"Dziewczyny", kadr z serialu Mat. prasowe

Prosta historia zwykłego tygodnia

Na New York Festival miał premierę najnowszy film z udziałem aktora "Paterson". To grana właśnie przez Drivera postać jest niewątpliwie pierwszoplanowym bohaterem najnowszego filmu Jima Jarmuscha - reżysera, który cieszy się dziś ogromną, niemal kultową sławą wśród wielbicieli kina alternatywnego. Adam Driver jest na ekranie niemal w każdej scenie "Patersona”, filmu który nawet w tytule ma nazwisko postaci, którą gra.

To bardzo drobiazgowy zapis całego tygodnia z jego życia, podzielony na rozdziały, odpowiadające kolejnym dniom. Z pozoru każdy dzień jest dokładnie taki sam: Paterson budzi się wcześnie rano, idzie do pracy - jest kierowcą miejskiego autobusu w prowincjonalnym miasteczku w stanie New Jersey, które nazywa się tak samo jak on, Paterson, mimowolnie i mimochodem słucha fragmentów rozmów pasażerów, wraca do domu, rozmawia z nieco ekstrawagancką żoną, wychodzi na spacer z psem, zakończony jednym piwem w lokalnym barze i idzie spać.

"Paterson", kadr z filmu Mat. prasowe

Z pozoru w jego życiu nie dzieje się nic ciekawego, z pozoru niewiele dzieje się w tym filmie, wyjątkowo prostym i pozbawionym charakterystycznych dla tego reżysera motywów i pomysłów, dlatego chętnie porównywanym do "Prostej historii” Davida Lyncha. W tamtym filmie z 1999 roku reżyser, znany z filmów tętniących mocnymi obrazami, pełnych niedopowiedzeń i niesamowitości, pokazał podróż starszego człowieka, poruszającego się ogrodową kosiarką po autostradzie. Lynch odszedł zupełnie od swojej dawnej stylistyki, zachowując klimat swoich dawnych filmów może tylko w jednej czy dwóch scenach.

Z "Patersonem” sprawa ma się podobnie, choć nie do końca - przecież Jarmusch nie byłby sobą, gdyby film nie miał drugiego dna, pełnego symboli czy zaskakujących połączeń między różnymi elementami rzeczywistości. W pozornie banalnym życiu kierowcy miejskiego autobusu co rusz pojawiają się więc wydarzenia co najmniej zaskakujące - kiedy żona wspomina mu w porannej rozmowie o bliźniakach, nagle zaczyna wszędzie dostrzegać pary bliźniaków. Kiedy wydaje mu się, że nie ma z kim rozmawiać o swoim ulubionym poecie, pochodzącym oczywiście z Paterson, spotyka zakochanego w nim japońskiego turystę, który przyjeżdża do miasta tylko z jego powodu. W filmie nie brakuje też charakterystycznego dla tego reżysera poczucia humoru - choćby wtedy, kiedy okazuje się, dlaczego kiedy Paterson wraca z pracy, skrzynka na listy jest zawsze nieco przechylona.

"Paterson" - zobacz fragment filmu:

 

Twórz, a będziesz szczęśliwy

Jest jeszcze jedna warstwa tego filmu, powtarzający się motyw, który bardzo mocno daje do myślenia i stawia najnowsze dzieło Jarmuscha zdecydowanie wyżej niż większość obyczajowych filmów o życiu w małych miasteczkach. To pytanie o wartość sztuki i twórczości artystycznej w życiu człowieka - powtarzającym się rysem tego filmu są ludzie, którzy - choć pozbawieni talentu - starają się realizować na płaszczyźnie różnych dziedzin twórczości artystycznej: najbardziej jaskrawym przykładem jest żona głównego bohatera, która praktycznie przez cały czas maluje: obrazy, ściany w domu czy nawet zasłonę do prysznica, a w pewnym momencie kupuje gitarę, żeby zostać gwiazdą muzyki country.

Ale nie tylko ona w Paterson szuka realizacji poprzez sztukę. Oto przypadkowo spotkany przez bohatera w pralni czarnoskóry chłopak szlifuje swój autorski utwór hip hopowy. Oto przypadkowo spotkana przez bohatera nastoletnia dziewczynka pisze wiersze. Wiersze pisze zresztą także sam Paterson - za swój sekretny poetycki notes chwyta codziennie w tym krótkim momencie, kiedy siedzi już na stanowisku pracy, czyli za kierownicą autobusu, ale jeszcze nie przyszedł dyspozytor, który wysyła go na trasę.

"Paterson", kadr z filmu Mat. prasowe

Dyspozytor jest zresztą w filmie postacią wyjątkową: to największy malkontent w mieście, nie mówi o niczym innym, tylko o problemach, które przydarzają mu się w życiu. Jest też zarazem jedyną postacią, która nie uprawia żadnej sztuki. I to jest jeden z kluczy do nowego filmu Jarmuscha - tak jakby reżyser chciał powiedzieć: możesz nie mieć za grosz talentu, twoje dzieła mogą być kulawe i pozbawione wartości na rynku sztuki, ale jeśli ich tworzenie sprawia ci przyjemność, nie przestawaj się realizować.

Film "Paterson” po raz pierwszy w Polsce będzie można zobaczyć we Wrocławiu - będzie filmem otwarcia tegorocznej edycji American Film Festivalu, która odbędzie się w dniach 25-29 października. Nie wiadomo jeszcze kiedy będzie miał oficjalną polską premierę i wejdzie do kin w całym kraju.

Komentarze (4)
To największa rola gwiazdora "Gwiezdnych wojen". Zagrał... kierowcę autobusu
Zaloguj się
  • szest

    Oceniono 3 razy 3

    "Kultową sławą"? Czyżby Przemek zaczął pisać o filmach? Sprawdzam autora - bingo!

  • welocypedant

    Oceniono 2 razy 2

    Gwiazdor?

    Przykro mi, gwiazdorem to on się może dopiero stać. Co więcej, śmiem twierdzić, że nie dzięki roli w "Gwiezdnych wojnach".

  • seboc

    Oceniono 1 raz 1

    Pojde na to do kina ze wzgledu na Farahani. Cudna.

  • fraulein

    0

    Jarmusch był kultowy już dwadzieścia lat temu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX