Cate Blanchett zaczynała jako statystka w egipskim filmie o boksie. Dziś jest jedną z najjaśniejszych gwiazd Hollywood

Z dwoma Oscarami na koncie oraz siedmioma nominacjami do tej nagrody Cate Blanchett uchodzi za jedną z najlepszych współczesnych aktorek. Przez długi czas wcale nie brała w ogóle pod uwagę gry w filmach, a pierwszy angaż zaliczyła całkowicie przypadkiem, w trakcie wycieczki do Egiptu.

'Zaginione''Zaginione' materiały promocyjne

Nie jest jej straszna żadna rola. W swojej karierze wcielała się już w Elżbietę I, złą macochę z „Kopciuszka", a nawet Boba Dylana. Filmy niezależne miesza z superprodukcjami – była przecież Galadrielą w adaptacjach „Władcy pierścieni", a na przyszły rok planowana jest premiera nowego „Thora", w którym Blanchett pojawi się jako główny czarny charakter. Co ważne, w każdej z tych odsłon jest ona równie przekonująca. Mówi się, że jeśli ktoś ma kiedyś zastąpić na aktorskim tronie Meryl Streep, będzie to właśnie ona.

Przełom bez rycerzyka

W świadomości widzów zaistniała tak naprawdę dopiero w 1998 roku, gdy miała 29 lat. Wystąpiła wtedy w tytułowej roli w filmie „Elizabeth" Shekhara Kapura. Nikt nie spodziewał się, że ta szerzej nieznana Australijka będzie w stanie przekonująco wcielić się w tak ważną postać brytyjskiej historii. A jednak. To była wybitna kreacja. Złoty Glob i nagroda BAFTA potwierdziły to, co obwieścili krytycy filmowi całego świata – mamy do czynienia z narodzinami gwiazdy. Do pełni szczęścia zabrakło tylko Oscara. Statuetkę sprzątnęła Blanchett sprzed nosa Gwyneth Paltrow. Do dziś wynik ten uznawany jest za najbardziej niesprawiedliwy w całej historii nagród Akademii.

Kadr z filmu 'Władca pierścieni'Kadr z filmu 'Władca pierścieni' reż. Peter Jackson, prod. New Line Cinema

Jak się później okazało, złoty rycerzyk nie był aktorce do niczego potrzebny. Nawet bez niego jej kariera zaczęła rozwijać się w ultraszybkim tempie. Filmy „Utalentowany pan Ripley", „Kroniki portowe" czy „Dotyk przeznaczenia" potwierdziły jej wielki talent. Później przyjęła też rolę w słynnej trylogii Petera Jacksona. Żartowała, że zrobiła to głównie z powodu możliwości noszenia wielkich elfich uszu. Potrzebowała odmiany po bardzo wymagających kreacjach w „Niebie" na podstawie scenariusza Krzysztofa Kieślowskiego oraz Krzysztofa Piesiewicza, a także „Zaginionych" Rona Howarda. W drugim z tych filmów wcieliła się w kobietę, której córka zostaje porwana przez psychopatycznego zabójcę. Aby ją ratować, zwraca się o pomoc do dawno niewidzianego ojca.

Ten dramat, wykorzystujący konwencje westernu oraz thrillera, chwalony był przede wszystkim za rewelacyjną rolę Blanchett. Świetnie oddała ona emocjonalną, duchową drogę, którą musi pokonać jej bohaterka. Jak mówił reżyser: „Wybór Cate był kluczem do wykreowania na ekranie tak silnej i wielowymiarowej postaci. Niezwykle fascynujące było śledzenie okiem kamery w jaki sposób aktorka rozwinęła tę rolę i nadała jej niezwykły, mocny rys. Można powiedzieć, że przeniosła ją ona na zupełnie inny poziom. Zachwyciła mnie jej wewnętrzna uczciwość, zarówno jako człowieka, jak i artystki".

Egipska przygoda

W takich wcieleniach widzowie lubią ją chyba najbardziej. Blanchett świetnie potrafi pokazać różne odcienie granych postaci, jej role są pogłębione, złożone psychologicznie. Nawet w najtrudniejszych z nich jest niemal bezbłędna. Można by pomyśleć, że gra od zawsze, ale wcale nie jest to prawdą. Choć lubiła teatr i często chadzała do kina, nie wiązała swojej przyszłości z tym zawodem. „Chyba nigdy nie myślałam, aby robić to na poważnie. Nie miałam takich marzeń. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będąc aktorką, musiałabym siedzieć i czekać na telefon, a dla mnie, bardzo aktywnej osoby, była to rzecz nie do pomyślenia" – przyznawała.

Kadr z filmu 'Imagine Entertainment'Kadr z filmu 'Imagine Entertainment' Reż. Ron Howard, prod. Revolution Studios, Imagine Entertainment

 

Tak naprawdę nie do końca wiedziała, co chciałaby robić w życiu. Po liceum studiowała jednocześnie sztukę i ekonomię na uniwersytecie w Melbourne, ale szybko stwierdziła, że oba kierunki ją nudzą. Postanowiła przerwać naukę i wybrać się w podróż po świecie, dając sobie szansę na zebranie nowych doświadczeń.

Będąc w Egipcie niespodziewanie dostała angaż do filmu. „Kaboria" była lokalną produkcją o boksie, a twórcy szukali kogoś do epizodu amerykańskiej czirliderki. Blanchett zgodziła się na propozycję tylko i wyłącznie dlatego, że potrzebowała pieniędzy – chciała zostać jeszcze tydzień w Kairze, a nie stać jej było na czynsz. „To było bardzo dziwne doświadczenie. Nigdy nie widziałam tego filmu, ale scena z moim udziałem musiała być żenująca. Obiecali nam na planie darmowy falafel, nigdy go nie dostałam, więc po prostu sobie poszłam" – opowiadała w jednym z amerykańskich talk-shows. Mimo to, jakiegoś bakcyla musiała złapać, ponieważ po powrocie do Australii zapisała się do najlepszej szkoły aktorskiej w kraju, National Institute of Dramatic Art.

Kadr z filmu 'Imagine Entertainment'Kadr z filmu 'Imagine Entertainment' Reż. Ron Howard, prod. Revolution Studios, Imagine Entertainment

Jeszcze w trakcie nauki grała w teatrze, ale szybko przestało jej to wystarczać. Postanowiła spróbować reżyserii, a następnie zainteresowała się też filmem. Pokochała kino z wzajemnością i miłość ta trwa do dziś. Świetnych ról zaliczyła całe mnóstwo i trudno wybrać z nich najlepsze. Gremia przyznające branżowe nagrody zachwyciła chociażby w „Aviatorze", „Notatkach o skandalu" i „Blue Jasmine". Małą, ale niezwykle efektowna kreację, zaprezentowała też w „I'm Not There. Gdzie indziej jestem", w którym wcieliła się w alter ego Boba Dylana. Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy zagrała kogoś wbrew swojej płci. W teatrze była Ryszardem II, marzy jej się też Hamlet. W styczniu premierę na festiwalu w Sundance będzie miał zaś eksperymentalny projekt niemieckiego artysty Juliana Rosefeldta, w którym Blanchett wcieli się aż w 13 różnych ról. Prawdziwy aktorski kameleon.

Co dalej

Dziś, 18 lat od swojej przełomowej roli w „Elizabeth", Blanchett należy do najjaśniejszych gwiazd Hollywood. Aktorka podziwiana jest nie tylko za swoje role, ale też wizerunek prywatny. Nie widzimy jej na okładkach plotkarskich pism, obce są jej obyczajowe skandale. W 1997 roku wyszła za mąż za scenarzystę Andrew Uptona, mają trójkę własnych synów oraz adoptowaną niedawno Edith. Kiedy w zeszłym roku Blanchett była zajęta promocją filmu „Carol", wszędzie, nawet na przedoscarowe sesje zdjęciowe, zabierała ze sobą córeczkę. Po to, by mogła zagrać u boku Roberta Redforda w „Niewygodnej prawdzie", plan zdjęciowy przeniesiono z USA do Australii – aktorka nie chciała rozstawać się z niemowlęciem, które dopiero co znalazło dom. Choć na zdjęciach olśniewa i wygląda niczym współczesne odbicie gwiazd Złotej Ery, na co dzień preferuje raczej luźniejszy styl – często można ją spotkać bez makijażu, w klapkach lub męskich butach. Jak mówi: „Nie chcę stracić ani minuty, cały czas gdzieś się spieszę, a w takim obuwiu chodzi się zdecydowanie szybciej". Takimi właśnie małymi, „zwyczajnymi" gestami aktorka zyskuje jeszcze większą sympatię.