Był na Księżycu, ma charyzmę gwiazdy rocka. Ludzie szturmowali salę, by go posłuchać [Z SXSW]

- Ludzkość albo wyruszy na inne planety, albo wyginie na Ziemi - ostrzegał Buzz Aldrin w Austin. I promował program lotów na Marsa.

Festiwal SXSW to impreza, na której poruszane są najróżniejsze tematy i zagadnienia. Wśród tych związanych z nowoczesnymi technologiami, które są bardzo ważną częścią festiwalowego programu, nie może oczywiście zabraknąć sporego modułu poświęconego podbojowi kosmosu.

Organizatorzy od dawna współpracują w tym celu zarówno z NASA, jak i z firmami prywatnymi, zajmującymi się eksploracją przestrzeni kosmicznej. W programie imprezy znaleźć więc można mnóstwo paneli, prezentacji i warsztatów, poświęconych najróżniejszym aspektom współczesnych badań nad kosmosem: od spraw czysto technicznych przez psychologiczne problemy związane z długotrwałym przebywaniem w odosobnieniu na statku kosmicznym, aż do prawnych kwestii dotyczących przyszłej eksploracji innych planet i odkrytych tam zasobów naturalnych.

Nazwała dziecko na cześć astronauty

Jednak największym przebojem tegorocznej „kosmicznej” części festiwalu było spotkanie z jedną z najważniejszych postaci związanych z eksploracją kosmosu. Był to Buzz Aldrin, jeden z nielicznych ludzi, którzy spacerowali po powierzchni Księżyca, członek pierwszej z kilku misji Apollo, które wylądowały na naturalnym satelicie Ziemi.

Buzz Aldrin na Księżycu, 21 lipca 1969Buzz Aldrin na Księżycu, 21 lipca 1969 NASA /domena publiczna

Spotkanie, choć miało mocną konkurencję w postaci kilku innych odbywających się w tym czasie paneli i debat, okazało się prawdziwym przebojem festiwalu: spora sala, w której się odbywało, zapełniła się błyskawicznie.

Pod drzwiami odbywały się dantejskie sceny - ci, którzy nie dostali się do środka, próbowali najróżniejszych sposobów przekonywania pilnujących drzwi ochroniarzy, żeby ich wpuścili. Do sali nie dostali się więc fani podróży kosmicznych z różnych krajów, twierdzący, że przyjechali do Austin specjalnie na spotkanie z Aldrinem, a nawet kobieta z niemowlęciem na ręku, przekonująca, że malec ma na imię Aldrin na cześć astronauty, a jego dziadek projektował dla NASA materiały promujące misje księżycowe.

Ostatecznie organizatorzy zdecydowali się wystawić na korytarz monitor, na którym można było zobaczyć spotkanie. Bardzo szybko zgromadziła się pod nim grupa fanów Aldrina, zasłuchanych w każde jego słowo.

Jak nie zamknąć włazu na zawsze

I nic dziwnego. Widzieli to ci, którzy oglądali spotkanie na ekranie, ale jeszcze bardziej ci, którzy byli w środku - Aldrin okazał się jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci na tegorocznym festiwalu. Dobiegający 90-tki astronauta co i rusz udowadniał, jak bardzo jest żywotny, sprawny i energiczny. Był w znakomitej formie intelektualnej - było to widać, kiedy ze swadą opowiadał w ciekawy i zrozumiały sposób o bardzo skomplikowanych technologicznych kwestiach związanych z lotami kosmicznymi. Było to widać jeszcze lepiej, kiedy sypał dowcipami.

- Pamiętam, że tuż przed startem naszego lotu powiedziałem do kolegów z załogi, głosem pilota, który usłyszał informację od kontrolera z wieży na lotnisku, że jesteśmy pierwsi w kolejce do startu - mówił.

Edwin Eugene Buzz Aldrin, Jr.Edwin Eugene Buzz Aldrin, Jr. NASA /domena publiczna

Aldrin zaskoczył też wszystkich swoim nieoczywistym wyglądem: pod mankietami oficjalnej kurtki astronautów NASA widać było mnóstwo błyszczącej, kolorowej biżuterii. Nadawała mu ona wygląd raczej gwiazdora rocka sprzed lat, niż byłego wojskowego i astronauty.

Aldrin chętnie wspominał swoją historyczną podróż na Księżyc. Opowiadał ze szczegółami, jak wyglądała - skupił się choćby na sprawie włazu do lądownika, który sprawiał astronautom kłopoty, ale wreszcie wymyślili jak go skutecznie użyć.

- Rzecz była dość poważna - opowiadał z uśmiechem - bo gdyby właz się zatrzasnął, nie moglibyśmy wrócić i zostalibyśmy na zawsze na Księżycu. To mnie na zawsze nauczyło, że trzeba myśleć w nieschematyczny sposób. Tylko tak może się dokonywać jakikolwiek postęp.

Lot to nie wszystko

Duża część spotkania była poświęcona prowadzonemu właśnie przez NASA programowi załogowego lotu na Marsa. To przedsięwzięcie, które będzie kosztować krocie, więc wymaga ogromnej promocji i wsparcia. Prowadzący spotkanie wspomniał o tym, że w latach 60-tych budżet NASA wynosił 4 proc. budżetu państwa, dziś jest to zaledwie 0,4 proc. Aldrin ze swoim doświadczeniem, autorytetem i ogromnym poczuciem humoru zdaje się być idealnym ambasadorem tego projektu. A koszulka z napisem „Rusz dupę na Marsa”, w której wystąpił na festiwalowym spotkaniu, znakomicie podsumowuje jego podejście do tej sprawy.

Buzz Aldrin na South by Southwest Music FestivalBuzz Aldrin na South by Southwest Music Festival Daulton Venglar / AP / AP

- Nasze doświadczenia z podróży na Księżyc można z wielkim powodzeniem wykorzystać podczas podróży na Marsa. Mamy przetestowanych w praktyce wiele technologii, które będą potrzebne do tego, żeby eksplorować inne planety: lądowniki, pojazdy do poruszania się po powierzchni i mnóstwo innych - opowiadał astronauta.

-Trochę się martwię, że dziś na pierwszy plan wysunęła się kwestia samego dotarcia na Marsa. A przecież tak naprawdę o wiele ważniejsze od samego lotu jest to, co się wydarzy, kiedy lot się zakończy i dotrzemy na Marsa. I o tym trzeba rozmawiać już dziś, bo przecież już dziś żyje gdzieś człowiek, który jako pierwszy stanie na powierzchni tej planety. Wy nie, wy - niestety - jesteście za starzy, myślę, że to będzie raczej ktoś, kto urodził się na samym początku wieku - mówił Aldrin.

Na koniec spotkania Aldrin zdradził niezbyt znany fakt ze swego życia, czym do reszty rozkochał w sobie słuchaczy.

- Nazwisko panieńskie mojej matki brzmi Moon - mówił. - Kobiety w jej rodzinie zawsze nazywano Mama Moon. Mając takich przodków po prostu nie mogłem nie polecieć na Księżyc.

A teraz zobacz: Mięśnie Hugh Jackmana, piękna Emma Watson i hollywodzka gwiazda w roli Polki. W marcu w kinach

Mięśnie Hugh Jackmana, piękna Emma Watson i hollywodzka gwiazda w roli Polki. W marcu w kinach