Warner Bros. musi udowodnić, że duchy istnieją. Inaczej zapłaci 900 mln dolarów

Nie, to nie jest Prima Aprilis. Sprawa jest całkiem poważna, bo chodzi o możliwe złamanie praw autorskich przez hollywoodzką wytwórnię.

O serii horrorów "Obecność" i jej spin-offach z udziałem lalki Annabelle słyszeli pewnie nie tylko miłośnicy grozy. Historia badaczy zjawisk paranormalnych, Eda i Lorraine Warrenów, fascynuje i straszy od dawna, a nowe filmy na podstawie ich przeżyć cieszą się wysokimi ocenami w rankingach najlepszych horrorów ostatnich lat. Od 2013 roku seria zarobiła na całym świecie łącznie niemal miliard dolarów, reklamując kolejne filmy hasłami "Na podstawie prawdziwej historii Warrenów". 

 

Tylko na papierze

Sukces franczyzy "Obecność" (ang. The Conjuring) nie podoba się jednak Geraldowi Brittle'owi, autorowi książki "Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren". W 1978 roku podpisał on bowiem z małżeństwem Warrenów umowę dającą mu wyłączne prawa do adaptacji ich historii. Tymczasem w 1997 roku Warner Brothers postanowiło zignorować dawne ustalenia i podpisało z Warrenami drugą umowę, która pozwoliła wytwórni na produkcję filmów na podstawie ich spraw.

Dwa lata temu Brittle, zirytowany tupetem wytwórni i zapewne skuszony kasowym sukcesem filmów, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Wystosował do producenta list, w którym prosił o natychmiastowe zaprzestanie produkcji horroru "Obecność 2". Warner Bros. odpowiedziało jednak, że ich filmy powstają nie na podstawie książki Brittle’a, a że są oparte na "historycznych faktach", których nie można zastrzec prawem autorskim.

Czyli duchy istnieją?

W tym momencie przelała się czara goryczy – ostatnio autor pozwał wytwórnię Warner Brothers, domagając się od nich albo zadośćuczynienia w formie 900 milionów dolarów, albo przedstawienia sądowi dowodów na to, że filmy rzeczywiście powstały w oparciu o prawdziwe wydarzenia. A więc, słowem – Brittle chce, żeby studio udowodniło, że duchy, wiedźmy i nawiedzone lalki z filmów naprawdę istnieją.

– Jeżeli filmy pozwanych nie powstały na podstawie faktycznych wydarzeń, nie mogą oni twierdzić, że są chronieni i zwolnieni z przestrzegania prawa autorskiego – przyznał prawnik Brittle’a.

Sprawa jest o tyle ciekawsza, że Brittle, od czasu publikacji książki, zmienił zdanie na temat małżeństwa Warrenów i obecnie uważa, że ich historie zostały przez nich sfabrykowanie i przez lata oszukali miliony ludzi. Co go skłoniło do takiego stanowiska? Cóż, na pewno może mu to pomóc w wygraniu sprawy.

AnnabelleAnnabelle COURTESY OF WARNER BROS. PICTURES

 Prawne problemy wytwórni 

Nie wiemy jeszcze, jak do pozwu pisarza odniesie się Warner Brothers. Nie jest to jednak pierwszy przypadek, kiedy wytwórnia została oskarżona o kradzież własności intelektualnej – w ostatnich latach pozwano ją z powodu domniemanego plagiatu pomysłu filmu "Grawitacja", a w zeszłym roku za "King Kong: Wyspa czaszki". Z wielu spraw udało się studiu wybronić, ale zdarzało się też, że przegrywało. Jak w przypadku ekranizacji kultowych komiksów "Watchmen", kiedy to wytwórnia 20th Century Fox udowodniła, że Warner Bros. i Legendary Pictures nakręciły film, nie posiadając licencji na adaptację. Ostatecznie producenci musieli zrzec się praw do dystrybucji produkcji.

Pojawia się więc pytanie – czy tym razem Warner Bros. uda się przekonać sąd? Nawet do istnienia nadprzyrodzonych mocy? Może pozwani znajdą luki w pozwie Brittle’a? Z pewnością minie jeszcze trochę czasu, zanim usłyszymy wyrok i raczej wcześniej obejrzymy kolejny film wytwórni oparty na "historycznych faktach", czyli "Annabelle: Narodziny zła", którego premiera zapowiedziana jest na 11 sierpnia tego roku.

A teraz zobacz: Nowa część "Szybkich i wściekłych" i oscarowy "Klient". Oto najważniejsze premiery kwietnia

Nowa część "Szybkich i wściekłych" i oscarowy "Klient". Oto najważniejsze premiery kwietnia