Bartosz Prokopowicz: Chciałbym robić z kina broń masowego rażenia [WYWIAD]

Po głośnej "Chemii" reżyser postanowił nakręcić pierwszą komedię romantyczną. "Narzeczony na niby" opowie o miłości i wszystkich jej odmianach, w lekki, ale jednocześnie mądry sposób.

„Narzeczony na niby” to pierwsza komedia Bartosza Prokopowicza i drugi film, który wyreżyserował. W „Chemii” opowiedział o związku z chorą na nowotwór Magdaleną Prokopowicz, założycielką fundacji Rak'n'Roll (zmarła w czerwcu 2012 r.) Przypominamy: Bartosz Prokopowicz: Magda nie chciała umrzeć. Nie przygotowała na swoje odejście ani siebie, ani mnie, ani syna...

Po głośnym debiucie reżyser postanowił opowiedzieć o miłości w lekki sposób. Nam zdradził, dlaczego nakręcił akurat komedię i co dała mu praca jako operator filmowy.

Joanna Szaszewska: Skąd pomysł na komedię?

Bartosz Prokopowicz: Od samego początku miałem ochotę i potrzebę wyjścia z kinem do szerszej publiczności. Nie chcę robić filmów, które są zamknięte czy niezrozumiałe, chciałbym robić z kina broń masowego rażenia. Moim zdaniem filmy dzielą się na dwa gatunki - dobre i złe, a “popularne” wcale nie znaczy “gorsze”. Propozycja scenariuszowa Kasi Sarnowskiej, dziewczyny która napisała “Chemię”, była niesamowicie ciekawa. W tym filmie opowiadamy o miłości, która jest odmieniana przez wiele przypadków. Pojawia się wątek ojcostwa, który mnie bardzo interesuje, jest relacja dziadka z wnuczkiem, związek kobiety z mężczyzną, relacja matki z córką, siostry z siostrą. Opowiadamy także o narzeczeństwie, ślubie, zrywaniu - mamy pełen wachlarz zdarzeń.

Bartosz Prokopowicz opowiada o 'Narzeczonym na niby'Bartosz Prokopowicz opowiada o 'Narzeczonym na niby' fot. kultura.gazeta.pl

W filmie jest dużo muzyki - tłem wydarzeń jest dziecięce talent show, gdzie młody aktor - Tolek, w niezwykły sposób śpiewa “My way” Sinatry. Jak sobie to teraz przypominam, to wciąż chwyta mnie wzruszenie. Poza tym chciałbym, żeby wychodzący z kina widz poczuł się inaczej - lepiej, fajniej, wzruszony, ale nie zniszczony. Na świecie jest jest tyle smutku i złych rzeczy, że chciałbym, żeby w kinie widz mógł odpocząć. I jeśli te dobre emocje trafią w świat, to moje marzenie zostanie spełnione.

A który rodzaj miłości najbardziej chciał Pan wyeksponować?

Miłość kobiety do mężczyzny. Młodej, niezależnej dziewczyny, która na początku filmu ma problem z wyrażaniem emocji, nie umie mówić wprost rzeczy, które czuje. Karina, czyli Julka Kamińska, właśnie tak została wychowana. I spotyka Szymona, czyli Piotra Stramowskiego, który ma syna. Zajmuje się nim razem z dziadkiem. No i ten wątek dla mnie jest najważniejszy, bo dzięki ich relacji zmieniają się wszyscy dookoła. To pokazuje, że jak zmieni się jedną małą rzecz w swoim życiu, to cały świat też zaczyna się zmieniać. I nie należy się tego bać.

'Narzeczony na niby', zdjęcia z planu zdjęciowego'Narzeczony na niby', zdjęcia z planu zdjęciowego fot. gazeta.pl

À propos zmian: przez wiele lat pracował Pan jako operator ("Komornik", "Dług"), jak to wpłynęło pańską pracę w roli reżysera?

To jest 20 lat doświadczenia na różnych planach filmowych, praca z różnymi reżyserami i aktorami. Dzięki temu zyskałem umiejętność opowiadania kadrem, budowania inscenizacji, wyczulenie plastyczne na obraz, a przecież kino jest przede wszystkim obrazem. A pracy z aktorami uczę się z każdym dniem, na każdym planie zdjęciowym. Akurat tutaj są niesamowici aktorzy: Piotr Adamczyk, Piotr Stramowski, Krzysztof Stelmaszyk, Julka Kamińska, Dorota Kolak - to są wielcy aktorzy i oni mi zaufali i mnie słuchają - to jest niezwykłe. Codziennie przeglądam materiały i widzę, jakie stworzyli postacie. Piotrek odwala tutaj jakąś życiówkę i jest niesamowity. I to, że mogę się z nimi spotykać codziennie jest dla mnie najbardziej fascynujące.

'Narzeczony na niby''Narzeczony na niby' fot. gazeta.pl

Wie Pan dobrze, jaką opinię ma polska komedia romantyczna. Co Pan zrobił, by odczarować ten wizerunek?

Ten film nie jest slapstickowy, nie jest tani. Szanuje widza - widać to także w tekście. Dialogi są zabawne, inteligentne, każda postać mówi swoim własnym językiem, nie jest to grane grubo, tylko subtelnie. Ale przy okazji zabawnie - zabawny jest tekst, a nie postacie, które tworzą aktorzy. Jest w tym dużo prawdy, która dociera wprost do serca widza. Ja bardzo szanuję widza, nie mam go za idiotę, i wydaje mi się, że on to doceni. Każda z tych postaci, które państwo spotkają, jest inna od tych, które widzieliście do tej pory. Aktorzy zgodzili się na totalne przemiany, weszli w nowe formy, które są naprawdę niesamowite.

O "Narzeczonym na niby" opowiedzieli nam także aktorzy. Przeczytajcie, jak wyglądała praca na planie, jakie jest ich podejście do miłości i dlaczego “kolejna polska komedia” może być inna, niż wszystkie - Przypominamy: Kamińska, Karolak i Stramowski: "Narzeczony na niby" to nie jest kolejna polska komedia romantyczna.

"Narzeczony na niby" w kinach od 12 stycznia 2018.

"The Crown", sezon 2 teaser[HD], reż. Stephen Daldry, prod. Netflix