"Kieł" był objawieniem. Teraz reżyser wraca z doskonałym horrorem w gwiazdorskiej obsadzie

Yorgos Lanthimos udowadnia, że w horrorze tak naprawdę nic nie musi wyskakiwać zza rogu, żeby widz był przerażony. Takie jest "Zabicie świętego jelenia" - gęste, straszne i wciągające.

To nie jest film dla ludzi o słabych nerwach. Zaczyna się niewinnie, ale z każdą minutą gęstnieje tak, że pod koniec widz ma już tylko ochotę uciekać. Jednak ucieczka nie wchodzi w grę, bo przecież musisz zobaczyć, jak skończy się "Zabicie świętego jelenia" - film, w którym od początku wiadomo, że nie będzie happy-endu. W takiej historii o zemście nie może być dobrego zakończenia.

"Zabicie świętego jelenia" nie bez powodu otrzymało już Złotą Palmę w Cannes za najlepszy scenariusz. Do doskonale napisanej historii, która miesza greckie mity i Biblię z rzeczywistością, dochodzi aktorstwo na najwyższym poziomie. W rolach głównych zobaczymy "starych wyjadaczy" - Colina Farrella i Nicole Kidman, ale to nie oni kradną uwagę widzów. To bezkonkurencyjny Barry Keoghan - 25-latek z Dublina.

 

Zwykły chłopak czy wyrachowany sadysta?

Do tej pory mogliśmy zobaczyć Barry'ego Keoghana raczej w drugoplanowych rolach. Aż do 2017 roku, kiedy zagrał w "Dunkierce" Nolana i w "Zabiciu świętego jelenia" Lanthimosa. Swoją rolą skradł właściwie całą uwagę widzów, chociaż ostrze dramatu wymierzone jest w filmowego Stevena i jego rodzinę.

Barry Keoghan wcielił się w "Zabiciu świętego jelenia" w nastoletniego Martina - chłopca sympatycznego, ale odrobinę dziwnego. Za jego sprawą w rodzinie Stevena (w tej roli świetny Colin Farrell) zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Jedno po drugim, bliscy Stevena zapadają na niewytłumaczalną chorobę. Steven jako lekarz szuka realistycznej przyczyny, ale ta leży w zupełnie niespodziewanym miejscu - w Martinie. Nastolatek bowiem właśnie dokonuje wyrafinowanej zemsty.

O filmie opowiada sam Barry Keoghan:

"Zabicie świętego jelenia" - wywiad z Barrym Keoghanem

Najpierw "Kieł", potem "Lobster", teraz "Zabicie świętego jelenia"

Yorgos Lanthimos ma na swoim koncie zaledwie kilka filmów, ale wyrósł już na jednego z najważniejszych reżyserów nowego pokolenia Greków. Być może pamiętacie otwarcie i zamknięcie Olimpiady w Atenach w 2004 roku - Lanthimos był jednym z odpowiedzialnych za reżyserię i zaprojektowanie całego widowiska. W 2009 roku nakręcił nominowanego do Oscara "Kła", zdobył nim dwie specjalne nagrody w Cannes. Potem przyszedł czas "Lobstera" - melodramatu, o którym wspomina również Barry Keoghan. I po tych dwóch produkcjach nagle Hollywood go odkryło.

Kiedy Farrell i Kidman dowiedzieli się, że Lanthimos zaczyna prace nad nowym filmem i szuka wykonawców głównych ról, rzucili to, czym się zajmowali. Oboje znali już Lanthimosa - Farrel zagrał u niego w "Lobsterze", Kidman również miała tam zagrać pierwszoplanową rolę, ale nie doszła do porozumienia z reżyserem. Udało się przy "Zabiciu świętego jelenia" - filmie, który wyciska z aktorów maksimum ich umiejętności. Yorgos Lanthimos już zapowiedział, że w kolejnych produkcjach również chciałby współpracować z Nicole Kidman i Colinem Farrellem.

"Zabicie świętego jelenia", reż. Yorgos Lanthimos, scen. Yorgos Lanthimos, Efthymis Filippou; w rolach głównych: Colin Farrell, Nicole Kidman, Barry Keoghan, Raffey Cassidy, Sunny Suljic, Alicia Silverstone, Bill Camp.

Premiera w Polsce: 1 grudnia 2017