''Nić widmo'' to dobrze skrojona historia [RECENZJA]

''Nić widmo'' Paula Thomasa Andersona otrzymała 6 nominacji do Oscarów 2018. Czym zachwyciła krytyków?

Paul Thomas Anderson to chyba najbardziej nieprzewidywalny współczesny reżyser amerykański. W ''Nici widmo'' maluje portret artysty, procesu twórczego i miłości, która jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Amerykanin do jednego kotła wrzuca komedię, kino kostiumowe, a zarazem zbliża je do melodramatu i baśni. Miesza konwencje i ściera charaktery. Wypieka całość w oparciu o masochistyczne pasje, zranione uczucia i zaburzenia psychiczne. Gotowe danie, które otrzymujemy w postaci 130 minutowego seansu, jest wyborne, doskonale doprawione i - by użyć słowa znienawidzonego przez głównego bohatera - po prostu szykowne

Film jest ósmym w dorobku Andersona i drugim z Danielem Day-Lewisem w obsadzie. Poprzednie spotkanie zaowocowało doskonałym "Aż poleje się krew" (2007).

"Nić Widmo'' to prawdopodobnie ostatni film wybitnego Daniela Day-Lewisa - zdobywcy trzech Oscarów za role pierwszoplanowe. W czerwcu 60-letni aktor ogłosił, że kończy karierę aktorską. W dziele Paula Thomasa Andersona odgrywa swoją ostatnią rolę - tym razem zamienia się w genialnego projektanta mody.

Najlepsza rola Day-Lewisa

Londyn, lata 50. Słynny krawiec Reynolds Woodcock, w tej roli przechodzący na filmową emeryturę Daniel Day-Lewis, oraz jego siostra Cyril, Lesley Manville, którą nazywa ''Moja-Sama-Wiesz-Kto'', dyktują warunki w londyńskim świecie mody. Do grona ich klientów należą gwiazdy filmowe, rodziny królewskie oraz przedstawiciele angielskiej śmietanki towarzyskiej. Wytworny styl The House of Woodcock jest ich znakiem rozpoznawczym, cechą poukładanie i podporządkowanie pracy. Reynolds jest podstarzałym kawalerem, przez którego życie przewinęło się wiele kobiet. Szuka w nich przede wszystkim inspiracji.

Wszystko ulega zmianie w momencie, w którym poznaje Almę (w tej roli Vicky Krieps), kelnerkę w przydrożnym Bed and Breakfast. Choć początkowo wszystko ich różni i niewiele wskazuje na stałość relacji, dziewczyna zostaje muzą i kochanką projektanta.

Daniel Day-Lewis i Vicky Krieps, czyli Reynolds Woodcock i Alma w filmie 'Nić widmo' Paula Thomasa AndersonaDaniel Day-Lewis i Vicky Krieps, czyli Reynolds Woodcock i Alma w filmie 'Nić widmo' Paula Thomasa Andersona fot. Laurie Sparham / Focus F

Day-Lewis w roli Woodcocka zachwyca formą. Tworzy kreację skupionego perfekcjonisty, targanego emocjami wrażliwca z problemami. To kolejna z palety jego wielkich ról. Postać Reynoldsa jest po prostu męcząca. Bohater jest zepsuty, humorzasty i odrzucający. Złożoność postaci jest wręcz niesamowita. To człowiek ulepiony ze sprzeczności, kapryśny i oschły, socjopatyczny, a zarazem łaknący opieki i czułości. Introwertyk zatopiony we własnych myślach, osobliwy masochista, niecierpiący jakichkolwiek spontaniczności. Innych traktuje przedmiotowo.

Reynolds wyniósł swoje problemy z dzieciństwa. Z trudnej relacji z matką, która nie okazała mu wystarczającej miłości. W jednej ze scen opowiada o sukni na jej ślub. W czasie choroby widzi matkę w tej właśnie kreacji. Jej obecność jest prawdopodobnie przywidzeniem sennym. Projektuje suknie w niesłabnącej nadziei, że ktoś kto ją przymierzy, zajmie miejsce matki.

Daniel Day-Lewis w 'Nić widmo'Daniel Day-Lewis w 'Nić widmo' Screen z Youtube.com/Focus Features

Moda to sztuka

''Nić widmo'' zanurza nas w olśniewającym świecie angielskiej mody lat 50-tych. Suknie urastają w nim do rangi sacrum. Potrafią zmieniać nastawienie, dodawać odwagi, wyznaczać pozycje społeczne. Kolejnym tematem jest więc sam proces powstawania dzieła, szycie i projektowanie, którego jeszcze nikt nie pokazał w ten sposób, co Anderson. Efekt pracy The House of Woodcock nie jest w zasięgu każdego. Klientki obowiązuje pewien kodeks etyczny. W jednej ze scen projektant
i jego partnerka zabierają ubranie pijanej kobiecie, która kładzie się w nim do łóżka.

Pokaz mody to kolejny etap pracy Reynoldsa. Obserwujemy dwie przestrzenie: wybieg dla modelek oraz kulisy. Nieustanną nerwową pracę i skupienie twórcy podglądającego całość przez wizjer w drzwiach. Pokaz filmowany jest z perspektywy pleców modelki, dzięki czemu sprawnie przemieszczamy się pomiędzy pomieszczeniami.

Warto wspomnieć, że za kostiumy do filmu odpowiada Mark Bridges, który przyniósł ''Nici widmo'' jedynego Oscara.

Przypominamy: Oscary 2018 - lista zwycięzców >>

Idealne, perfekcyjnie poukładane życie Reynoldsa zostaje zakłócone wraz z pojawieniem się Almy. Przeszkadza wszystko - głośne jedzenie, siorbanie, gryzienie, uderzenia sztućców, różnice kulturowe (Alma jest emigrantką o obcym akcencie) oraz każda inicjatywa dziewczyny. Co ważne, bohaterka, która początkowo poddaje się presji rodzeństwa, z czasem zaczyna dochodzić do głosu i przejmować inicjatywę. Potraktowana przez siostrę designera jak nowa zdobycz pachnąca drzewem sandałowym, wodą różaną, sherry i sokiem z cytryny nie ma zamiaru siedzieć cicho i jeszcze nieraz pokaże charakter.

Daniel Day-Lewis, 'Nić widmo'Daniel Day-Lewis, 'Nić widmo' fot. Laurie Sparham / Focus F

W pewnym sensie łamie zaklęcie ciążące na projektancie. Tylko ona potrafi rozbudzić w nim apetyt. Przemiana zachodzi stopniowo, a zauważamy ją, gdy oznajmia belgijskiej księżniczce, gdzie mieszka i jak ma na imię. Nie pozwala na bycie pomijaną w domu Woodcocków. Reynolds kwituje jej zachowania lakonicznym ''za dużo w tobie ruchu''. Czy uda jej się na trwałe odwrócić role? Czy choroba zmieni nastawienie Reynoldsa?

W kontekście filmu nie można zapomnieć o rewelacyjnej ścieżce dźwiękowej Jonny'ego Greenwooda z Radiohead, który wspina się na wyżyny talentu. Zachowuje równowagę pomiędzy zniszczeniem, kreacją i niepokojem charakterystycznym dla filmu Andersona. Świat "Nici widmo" z jednej strony czerpie od klasycznych twórców filmowych pokroju Hitchcocka, z drugiej od braci Grimm.

Przemierzamy ściany ociekających przepychem londyńskich salonów i dzikie, wiejskie zarośla pełne kuszących grzybów. W filmie Amerykanina każdy szczegół sukienki, każdy nawet najmniejszy niuans wzajemnych relacji, wypełnia złożoność. Wydaje się bardzo osobisty. Potęguje to fakt, że Anderson odpowiada nie tylko za reżyserię - jest też scenarzystą i autorem zdjęć. To również pierwszy obraz, który zrealizował poza Stanami Zjednoczonymi. Na ile jest to wariacja na temat spełnienia twórcy i jego dzieła, przenikania procesu twórczego z codziennością, musimy odpowiedzieć sobie sami. To przede wszystkim film o opętaniu sztuką, masochistycznej pasji, mrocznych, baśniowych i edypalnych tropach, który po prostu należy zobaczyć.

Przypominamy: Marzec 2018: Na co warto iść do kina? >>