"Avengers: Wojna bez granic" już w kinach. Pierwsze reakcje? Rewelacja

"Avengers: Wojna bez granic" od dzisiaj w kinach w całej Polsce, ale najwięcej widzów wybierze się na film w najbliższy weekend. To oznacza, że zostało jeszcze kilkadziesiąt godzin do zrobienia sobie szybkiej przypominajki.

Czy "Avengers: Wojna bez granic" będzie hitem? Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. To film, na który czekają nie tylko najbardziej zaangażowani fani, ale również ci, którym zdarza się co jakiś czas iść do kina na film akcji. Pierwsze recenzje są nad wyraz zachęcające - na stronie recenzującej filmy z całego świata Rotten Tomatoes nowi Avengersi mają 86 proc. "świeżości" - czyli całkiem nieźle. Polskie recenzje również mogą nastrajać optymistycznie, dlatego można założyć śmiało, że niezależnie od pięknej pogody zapowiedzianej na weekend Polacy jednak udadzą się do kina na najnowszych "mścicieli".

No dobrze, ale "Avengers: Wojna bez granic" to kontynuacja właściwie wszystkich poprzednich filmów ze świata Marvela. Wszystkich - a było ich niemalże 20. Jeśli chcecie iść w ten weekend do kina z powtórzonymi wszystkimi filmami, to musielibyście w tym momencie rzucić to, co robicie, i zacząć oglądać jeden film za drugim, a i tak w sobotę już nie bylibyście w stanie usiąść na sali kinowej ze zmęczenia. Dlatego proponujemy optymalne rozwiązanie - szybki przewodnik po tym, co wydarzyło się do tej pory i czego możecie się spodziewać po najnowszym filmie.

"Avengers: Wojna bez granic": w jakim momencie historii jesteśmy

Każdy film Marvela o superbohaterach doczekał się swojej kontynuacji, większość z nich wprowadziła nowe postaci. Wszystkie, o ile nie spotkała ich brutalna śmierć w poprzednich filmach, spotkają się w "Avengers: Wojna bez granic". I nie ma znaczenia, że niektórzy z nich do tej pory nawet nie byli na Ziemi. Dla Marvela w tym przypadku naprawdę nie ma granic.

'Avengers: Wojna bez granic''Avengers: Wojna bez granic' mat. prasowe

Co wydarzyło się w poprzednich Avengersach - to jest podstawowa kwestia, którą powinniście poznać lub przypomnieć sobie, zanim pójdziecie do kina. Filmy o Avengersach w poprzednich latach wyprodukowano "zaledwie" dwa, ale do nich trzeba doliczyć osobne produkcje o każdym z członków grupy - czyli trzy filmy o Iron Manie, milion filmów o Spider-Manie, osobne filmy o Ant-Manie, Czarnej Panterze, Hulku... Dość powiedzieć, że historia ta trwa od 2006 roku, więc musicie teraz szybko nadrobić 12 lat - zwłaszcza, że wszystkich bohaterów zobaczycie w "Avengers: Wojna bez granic". Ale nie przesadzajmy - nie musisz wiedzieć, skąd Hulk nagle otrzymał swoje moce, żeby szybko zorientować się w filmie. Ważniejsza jest sama historia. A w jakim momencie historii jesteśmy?

Avengersi, czyli grupa ziemskich superbohaterów (plus Thor, bóg piorunów), zdążyli się już raz rozpaść. Każdy z nich ma jakieś supermoce albo wyjątkowe wyszkolenie, dzięki któremu jest prawie-superbohaterem. Wszystkich łączy jeden cel - chronić Ziemię przed inwazją z kosmosu. Tymczasem we wszechświecie rozsiane są tzw. Kamienie Nieskończoności - potężne obiekty, które swojemu posiadaczowi dają nieprawdopodobną moc. Pech chciał, że niektóre z nich znajdują się (a jakże) na Ziemi. Z ich mocy korzystają nasi superbohaterowie, ale są też siły, które chciałyby je zgromadzić i wykorzystać na swoją korzyść. Do takich sił należy Thanos. Łatwo się domyślić, że skoro na Ziemi są Kamienie Nieskończoności a Thanos chce zebrać je wszystkie, to prędzej czy później trafi na naszą planetę. Tak też się (oczywiście) dzieje.

Na pomoc rozproszonym Avengersom ruszają niezrzeszeni superbohaterowie, którzy do tej pory nie założyli żadnego "związku zawodowego superbohaterów" (Spider-Man, Doctor Strange), cała grupka wojowników z Wakandy (ojczyzna Czarnej Pantery, afrykański raj przyszłości) oraz Strażnicy Galaktyki pod wodzą Petera Quilla (Star Lord). Brzmi jak szaleństwo? Przecież to trochę tak jakby w jednym filmie pokazać Bilba Bagginsa, King Konga i hordę zombie, bo za wszystkimi filmami stoi jeden reżyser Peter Jackson. A jednak zrobiono to, pomimo wielkich obaw fanów.

Wszyscy superbohaterowie w jednym filmie

To nie miało prawa się udać, ale... recenzje są jednoznaczne. Film jest naszpikowany efektami specjalnymi jak szynka świąteczna goździkami. Daje zaskakujące zakończenie, dostarcza emocji, nie dłuży się i obfituje w nagłe zwroty akcji. Widzowie wychodzą z kina usatysfakcjonowani, choć zrobienie filmu z taką liczbą bohaterów mogło skończyć się spektakularną klapą. Zapanowanie nad tyloma silnymi postaciami jest trudne, ale w "Avengers: Wojna bez granic" udało się to zrobić bez większych strat. Reżyser zostawia też odpowiednie poczucie niedosytu, żeby czekać na kolejne filmy ze świata Marvela. A te już niebawem: przed nami w tym roku kontynuacja historii Ant-Mana (premiera w sierpniu), za rok do kin wejdzie "Capitan Marvel". Na 2019 r. zapowiedziano też już kolejnych Avengersów - jeszcze bez tytułu, ale ten zapewne poznamy już wkrótce.

'Avengers: Wojna bez granic''Avengers: Wojna bez granic' mat. prasowe

Dlatego idźcie do kin i bawcie się dobrze. Będzie na co popatrzeć, będzie też czym się zasmucić, bo "Avengers: Wojna bez granic" pokazuje w sumie ponad 60 bohaterów, część z nich musi dokonać żywota w filmie.