Brakuje biletów na "Kler" Smarzowskiego w Gdyni. Ludzie oglądają na stojąco. Organizator planuje dodatkowe pokazy

"Kler" Wojciecha Smarzowskiego zawładnął kinami w Gdyni. Brakuje biletów w sprzedaży, ludzie siadają na schodach albo oglądają go na stojąco. Reżyser zdradza, co motywowało go do nakręcenia filmu o polskim Kościele.

Gdyńskie kina podczas tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych pękają w szwach. Wszystko za sprawą nowego dzieła Wojciecha Smarzowskiego. Wejściówki na "Kler" znikają w mgnieniu oka, ludzie zajmują miejsca na schodach, siadają na podłodze albo oglądają go na stojąco. Wszystko po to, by zobaczyć, co dzieli Polaków jeszcze przed oficjalną premierą, która zaplanowana jest na 28 września. 

Reżyser w wywiadzie dla TVN24 przyznaje, że nad dziełem zaczął myśleć dzięki swoim dzieciom:

Intensywniej zacząłem myśleć o zrobieniu filmu o Kościele, gdy moje dzieci poszły do szkoły. Wtedy zobaczyłem pozycję księdza, ilość lekcji religii, to że te lekcje są umiejscowione w środku zajęć.

Produkcja kojarzona jest głównie z tematem pedofilii wśród księży. Choć ta problematyka jest w filmie głównym motywem, reżyser podkreśla, że "Kler" opowiada nie tylko o pedofilii, ale co wyraźne zauważalne w zwiastunie, również o powiększaniu majątków kościelnych:

Na początku ten film miał się nazywać "Głęboka taca", bo uwiera mnie to, że finanse Kościoła są nieprzezroczyste (...)

Całemu filmowi mógłby przyświecać cytat z jego zwiastuna:

Kościół jest święty... Ale tworzą go ludzie grzeszni.

Według recenzentów właśnie o tym jest "Kler", który nie próbuje pokazać księży tylko w negatywnym świetle, ale przedstawia ich po prostu jako ludzi. W role tytułowego kleru wcielili się tacy aktorzy jak Janusz Gajos, Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz czy Jacek Braciak.

Produkcja zyskała swoich wrogów jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Polscy księża masowo odmawiali zgody na nagrywanie we wnętrzach kościołów, dlatego większość scen została nagrana na terenie Czech. 

KJ