"7 uczuć" Koterskiego trafiło na ekrany tuż po "Klerze", ale radzą sobie całkiem nieźle. Obejrzało je blisko 370 000 widzów

"7 uczuć" miało tego pecha, że na ekrany trafiło po bijącym wszelkie rekordy "Klerze" Wojtka Smarzowskiego. Mimo to widzowie całkiem licznie stawili się w kinach, dzięki czemu film Marka Koterskiego znalazł się w TOP 20 polskiego box office - informuje dystrybutor.

"7 uczuć" Marka Koterskiego to produkcja, która mimo ostrej konkurencji na rynku miała całkiem porządne otwarcie. W premierowy weekend obejrzało ją 130 050 osób, a tym samym Adaś Miauczyński wyprzedził takie filmy jak "Zimna wojna", "Kamerdyner", "Serce nie sługa", "Plan B" czy "Atak Paniki". Tendencja wzrostowa wyraźnie się utrzymuje.

"7 uczuć" - dobry weekend dla Marka Koterskiego

Przez dwa pierwsze tygodnie wyświetlania film "7 uczuć" Marka Koterskiego zobaczyło 369 092 widzów. Oczywiście tego wyniku nie można w żaden sposób porównywać do największego przeboju tego roku, czyli "Kleru", bo ten obejrzało już około 4 milionów osób. Mimo to najnowsza opowieść o Adasiu Miauczyńskim radzi sobie nie najgorzej w polskim box office.

Dystrybutor Kino Świat z dumą informuje, że "7 uczuć" z widownią liczącą sobie 130 050 osób w pierwszym tygodniu wyświetlania znalazło się na liście 10 filmów z najlepszym otwarciem w tym roku.

Zainteresowanie filmem utrzymuje się na tyle mocne, że w drugim tygodniu obraz Koterskiego zanotował najmniejszy spadek w TOP 20 polskiego box office, bo ten wyniósł tylko 5 procent. Od 19 października to ciągle jeden z trzech najchętniej oglądanych filmów w Polsce.

Marek Koterski, mimo że jest twórcą filmów niejednoznacznych, często trudnych lub zwyczajnie gorzkich w odbiorze, może się poszczycić, że ściąga do kina widzów skutecznie. Przypomnijmy - "Dzień Świra" z 2002 roku miało 418 843 widzów. Następny rekordowy film reżysera to "Baby są jakieś inne" z 2011 roku - w 10 dni obejrzało go 544 960 osób.

Przy obecnej tendencji można szacować, że "7 uczuć" ma sporą szansę zdobyć pół miliona widzów. A przypominamy, film trafił do kin w chwili największego triumfu "Kleru". Produkcja Koterskiego niewątpliwie ma też swój udział w tworzeniu tegorocznego rekordu dla polskiego kina.

Rekordowy rok polskiego kina

2018 rok to świetny rok dla polskiego kina. Jeszcze nieoficjalne dane mówią, że na rodzime produkcje sprzedano do tej pory ponad 14 milionów biletów. Nie ma wątpliwości, że wielka w tym zasługa "Kleru", który obejrzało już blisko 4 mln osób. Nie ma co ukrywać, Smarzowski zgarnął palmę pierwszeństwa i wyprzedził nawet kasowe przeboje Patryka Vegi.

Tylko w tym roku sześciu naszym filmom udało się ściągnąć do kin ponad milion widzów. Miło zauważyć też, że lista liderów jest całkiem zróżnicowana. Mamy na niej filmy takie jak "Kler" Smarzowskiego, kryminalny hit Patryka Vegi "Pitbull. Ostatni pies" czy romantyczne komedie "Podatek od miłości" z Grzegorzem Damięckim i Aleksandrą Domańską w głównych rolach i "Narzeczony na niby" z Piotrem Stramowskim i Julią Kamińską. Dalej jest historyczny "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" i kolejny przebój Vegi "Kobiety mafii". Cieszy także fakt, że doskonale radzi sobie "Zimna wojna" Pawlikowskiego, polski kandydat do Oscara - produkcję obejrzało 839 tys. widzów.