"Operacja Overlord" to rozrywka prosto od J.J. Abramsa. Mieszanka gatunków, która zaskakuje

Słynny producent J.J. Abrams i reżyser stworzyli razem film o nazistach - zombie. "Operacja Overlord" zatem to połączenie horroru, filmu wojennego, przy okazji trochę kina akcji. Każdy wielbiciel gatunku będzie zadowolony - jest krwisto, dynamicznie i mrocznie. Film wchodzi do kin 30 listopada 2018 roku.

Zacznijmy od tego, że "Operacja Overload" to film o specyficznych założeniach gatunkowych. Mamy oto oddział amerykańskich żołnierzy, który ląduje na francuskim wybrzeżu dzień przed słynnym "D Day".

Przeżywa ich garstka, a ci którzy przetrwali, będą musieli zmierzyć się ze śmiertelnie niebezpiecznymi mutantami, powstałymi w wyniku szalonych eksperymentów medycznych przeprowadzanych przez niemniej szalonego i okrutnego naukowca. Takie streszczenie może podpowiadać, jak interpretować film, ale zapewniamy, że można się także porządnie zdziwić. I to bardziej na plus!

 

Wbrew temu, co mówi streszczenie film jest bardzo dopieszczony, naszpikowany spektakularnymi sekwencjami i niezłymi popisami aktorskich możliwości członków obsady.

Widzowie pierwszych pokazów nie mieli najmniejszych wątpliwości, że są zachwyceni tym, co im zaserwowano. Pierwsze opinie były niemal ekstatyczne:

A niech mnie! "Overload" zaczyna się z niezwykle kozacką sceną walki w powietrzu, a potem wszystko robi się jeszcze bardziej szalone, krwawe, paskudniejsze i mroczne. Zachwyca mnie to połączenie bohaterskiego filmu wojennego z szalonym filmem o potworach. To takie pomysłowe, takie szalone.
"Overload" to solidne połączenie spełnionej fantazji "zabijania złych nazistów" z wojennym filmem starej szkoły z dodatkowym dreszczykiem emocji. Wątki są świetne, ale Jovan Adepo jako wrażliwy główny bohater, który musi przełamać własne opory, naprawdę mnie przekonał do tego filmu.

Oparty na pomyśle Billy'ego Raya i J.J. Abramsa film definitywnie spełnia wszystkie wymogi gatunkowe horroru i filmów gore. Ale robi to też w dość elegancki sposób, nikt tu nie epatuje na siłę sztuczną krwią.

Na uwagę zasługuje tutaj praca operatora, który od samego początku prowadzi obraz tak, że łatwo się wczuć w atmosferę wojennej zawieruchy, dezorientację bohaterów i pozwala wyczuć zdecydowanie mroczny klimat. Trup ściele się gęsto, przez chwilę można nawet uwierzyć, że nie ma sensu przywiązywać się do żadnej postaci, bo zupełnie jak w 'Grze i tron' wszyscy zginą.

Można powiedzieć, że reżyser nawet za długo budował napięcie, ale faktycznie finał jest odpowiednio dynamiczny, wręcz spektakularny. Nawet ciut ocierający się o zbytny realizm w zastosowanych efektach specjalnych. Jeśli widz wie, że idzie na film o nazistach-mutantach, na pewno nie będzie zawiedziony.