Łukasz Muszyński: Najbardziej zaskakujące jest to, że Olivia Coleman wygrała, a "Roma" i Glen Close nie

Krytyk filmowy, Łukasz Muszyński, specjalnie dla Gazeta.pl podsumował tegoroczną oscarową galę. Jego zdaniem najbardziej zaskakujące jest to, kto dostał Oscara dla najlepszej aktorki oraz to, że najlepszym filmem okazało się "Green Book" a nie "Roma".
Zobacz wideo

Oscary 2019 za nami. Wiemy, że "Zimna wojna" nie wygrała żadnego z trzech możliwych Oscarów, bo zgarnęła je "Roma" Alfonso Cuarona. Mimo to zaskakujące jest, że w głównej kategorii - najlepszy film - "Roma" przegrała z "Green Bookiem".

Największe zaskoczenia wieczoru 

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów było chyba to, że Oscara dla najlepszej aktorki wygrała Olivia Coleman za rolę w brytyjskim filmie "Faworyta". Wszyscy spodziewali się, że wygra raczej Glenn Close, która nawet zjawiła się na gali w złotej sukni. 

Pewną niespodzianką była także wygrana obrazu "Green Book" w kategorii najlepszego filmu. To taki typowy obraz, który ma widzowi poprawić humor. 

Spodziewano się raczej statuetki dla "Romy" Alfonso Cuarona. Meksykański filmowiec jednak wygrał nagrody dla najlepszego zagranicznego filmu, dla najlepszego reżysera i za najlepsze zdjęcia.

Co ciekawe, to on je kręcił, bo nie znalazł żadnego odpowiedniego operatora. Ponoć proponował pracę przy "Romie" Łukaszowi Żalowi, ale ten już był zaangażowany w pracę na planie "Zimnej wojny". Propozycji nie przyjął, czym "podpisał na siebie oscarowy wyrok śmierci".

Co nie było zaskakujące?

Wyniki w większości były dość przewidywalne, główni faworyci - "Roma", "Bohemian Rhapsody", "Czarna pantera" i "Green Book" - podzielili się nagrodami mniej więcej równo. Przy czym warto podkreślić, że choć "Bohemian Rhapsody" cieszyło się mieszanymi recenzjami, to jednak wyniki oglądalności mówią same za siebie. Najważniejszy oczywiście jest tu Oscar dla Ramiego Maleka za rolę Freddiego Mercury'ego - pozostałe nagrody przyznano w kategoriach technicznych, raczej nie do zauważenia dla zwykłych widzów. 

Oscary zawsze są nudne

Tegoroczna gala miała być krótsza i bardziej dynamiczna niż poprzednie edycje - w ubiegłym roku Oscary zaliczyły największy spadek oglądalności od lat. Receptą na to miało być skrócenie czasu gali i zrezygnowanie z głównego prowadzącego. To jednak nie pomogło, ceremonia i tak trwała około 3 godzin i 50 minut, a przemówienia laureatów były przydługie.

Zdaniem Łukasza Muszyńskiego jednak Oscary 2019 po prostu wpisały się w tradycję - trudno powiedzieć, żeby to show kiedykolwiek było szczególnie emocjonujące. Najciekawsze faktycznie były te fragmenty, kiedy ktoś na scenie śpiewał. Najbardziej emocjonujący był zatem występ Lady Gagi i Bradleya Coopera, jednakże nikogo nie powinny dziwić techniczne niedociągnięcia ich wokalu - na Oscarach tradycyjnie też takie wejścia wychodzą średnio. 

 

Zobacz wideo