Podobno Danny Boyle chciał, żeby Bond zginął w nowym filmie. Nic dziwnego, że już nie jest jego reżyserem

Brytyjski dziennik Daily Mail donosi, że pierwszy reżyser najnowszego filmu o Bondzie, Danny Boyle, chciał zabić agenta 007 w nadchodzącej części serii. Boyle porzucił posadę reżysera na planie tej produkcji - podobno z powodu różnic artystycznych z odtwórcą roli głównej, Danielem Craigiem.
Zobacz wideo

Daily Mail pisze wprost, że Danny Boyle zrezygnował z reżyserowania 25. filmu o Jamsie Bondzie, bo szefowie z wytwórni nie pozwolili mu zabić głównego bohatera. Na fotelu reżysera zastąpił Cary Joji Fukunaga. Nakręcił choćby pierwszy sezon wychwalanego serialu kryminalnego "True Detective". 

Danny Boyle chciał zabić Jamesa Bonda

Zdaniem brytyjskiego reżysera uśmiercenie postaci miałoby być doskonałym wstępem do nowej ery i świeżego spojrzenia na Bonda. Tajemniczy informator przekazał z kolei stronie Daily Star:

Boyle uważał, że zabicie 007 byłoby wyśmienitym sposobem wprowadzenia nowego Bonda.

Jednakże ta wywrotowa koncepcja nie spotkała się z zachwytem producentki filmu Barbary Broccoli i Daniela Craiga, który w nadchodzącym filmie zagra najlepszego agenta Jej Królewskiej Mości po raz ostatni. O tym, że Boyle i Craig się nie dogadywali, było wiadomo już od dłuższego czasu - już w ubiegłym roku mówiło się, że dzieliły ich "różnice artystyczne". Znając prawdopodobny przedmiot sporu - wcale nas nie dziwi, że Boyle musiał odejść.

Plotki mówiły też, że Boyle nie chciał reżyserować nowego Bonda, bo Daniel Craig nie chciał się zgodzić, żeby jego przeciwnika zagrał Tomasz Kot. Nie wiadomo, na ile w tym prawdy, wiadomo jednak, że prawie na pewno rolę "tego złego" zagra Rami Malek. Aktor dopiero co dostał Oscara za główną rolę w "Bohemian Rhapsody".

Trwają ciągle poszukiwania nowej dziewczyny Bonda. Roboczy tytuł najnowszej części to "Shatterhand", zdjęcia mają ruszyć wiosną tego roku.

Premiera 25. filmu o Bondzie po raz kolejny została przesunięta i teraz zaplanowana została na 8 kwietnia 2020 roku.