Festiwal Filmowy w Cannes. Widzieliśmy "Once Upon a Time in Hollywood" Quentina Tarantino. Zachwyca formą [PROSTO Z CANNES]

Quentin Tarantino znowu bawi się kinem w najpiękniejszy sposób. w "Once Upon a Time" zabiera widza w podróż ze swoją pokręconą, chorą i niepowtarzalną wyobraźnią. Po przeciętnej "Nienawistnej Ósemce" mistrz wraca do formy. 25 lat po otrzymaniu Złotej Palmy za "Pulp Fiction", znowu zachwyca na najbardziej prestiżowym Festiwalu Filmowym w Cannes.
Zobacz wideo

Są reżyserzy o których mówi się, że przez całe życie robią ten sam film. Dla wielu z nich staje się to zawodowym ciężarem, bo tematy, język i sposób opowiadania, który kiedyś zachwycał, z czasem przestaje działać. Używając terminologii narkotykowej (co w przypadku filmów Tarantino nie jest znowu tak wcale nie na miejscu), można powiedzieć, że widz buduje sobie tolerancję. Geniusz Tarantino polega jednak na tym, że potrafi, używając wciąż tych samych składników, za każdym razem poruszać emocje widza w niepowtarzalny sposób. Jest jak LSD ( w filmie odgrywa istotną rolę) - nie da się na nie uodpornić, nie trzeba zwiększać dawek, każdy trip jest tak samo intensywny.

>>>> Brad Pitt, Leonardo Di Caprio i Quentin Tarantino w Cannes. Przed premierą wszyscy patrzyli właśnie na nich<<<<

Festiwal Filmowy w Cannes. Widzieliśmy "Once Upon a Time in Hollywood" Quentina Tarantino

Oglądając "Once Upon a Time in Hollywood" widz wchodzi do pokoju, w którym był już wiele razy. Cięte dialogi, ironia, zabawy popkulturą, przerysowana przemoc i postacie rodem z komiksów - to wszystko, co znamy z poprzednich filmów Quentina Tarantino, znowu się tu pojawia, ale wcale nie czyni filmowej podróży z reżyserem mniej atrakcyjnej.

"Once Upon a Time in Hollywood", nowy film Quentina Tarantino, który dziś wieczorem miał swoją światową premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes zachwyca formą - Tarantino pisząc scenariusz brutalnie odrzuca wszystkie książkowe porady tego, jak zbudować dobrą i wciągającą historię. Tworzy ją po swojemu i wychodzi mu to świetnie.

Margot Robbie, Leonardo DiCaprio i Brad PittMargot Robbie, Leonardo DiCaprio i Brad Pitt Fot. Petros Giannakouris / AP Photo

Wczoraj, w liście otwartym do dziennikarzy i krytyków, Tarantino prosił ( prośba ta została jeszcze raz powtórzona dziennikarzom w salach, gdzie puszczano film) o to, by nie ujawniać treści filmu ani szczegółów fabuły "Once Upon a Time".

"Kocham kino. Wy kochacie kino. To podróż, w której chodzi o to żeby odkrywać historię po raz pierwszy. Pracowaliśmy razem z całą ekipą żeby stworzyć coś oryginalnego i wyjątkowego, dlatego bardzo was proszę, żebyście nie ujawniali w swoich recenzjach niczego, co sprawi, że widzowie, którzy zobaczą film później nie zostaną zaskoczeni tak samo jak wy".

Tarantino ma rację - wyjątkowa konstrukcja tego filmu sprawdza się znacznie lepiej jeśli widz nie wie, co go czeka. Żeby więc nie psuć nikomu przyjemności, tylko krótki zarys fabuły: głównymi bohaterami filmu są przebrzmiała gwiazda westernów Rick Dalton (Leonardo DiCaprio) i jego wieloletni kaskader i przyjaciel Cliff Booth (Brad Bitt). Ta dwójka na ekranie razem zachwyca, sprawiają wrażenie jakby byli najlepszymi kumplami od czasów podstawówki i po prostu dobrze się bawili. Margot Robbie w roli Sharon Tate olśniewa łącząc seksapil z niewinnością. Oprócz niej świetne wypadają m.in. Al Pacino, Mickey Madison (znana z serialu "Lepsze Życie"). Rezydencja Ricka Daltona w Los Angeles sąsiaduje z tą, do której wprowadza się Roman Polański ze swoją świeżo poślubioną żoną, Sharon Tate.

Kilka miesięcy temu w internecie pojawiły się złośliwe komentarze donoszące o tym, że reżyser zdecydował się wyciąć z filmu wszystkie sceny z Rafałem Zawieruchą grającym Romana Polańskiego - to bzdura, Zawierucha pojawia się na ekranie już w pierwszej minucie filmu, potem możemy zobaczyć go jeszcze kilka razy. Nie ma wielu okazji do pokazania aktorskich umiejętności, na ekranie mówi raptem trzy zdania, ale postać Polańskiego, którego gra jest w filmie niezwykle istotna - to (często nieobecna) legenda, o której wszyscy rozmawiają (i z którą wszyscy chcieliby się kolegować).

"Once Upon a Time in Hollywood". Jest nowy zwiastun filmu Quentina Tarantino - z Rafałem Zawieruchą!>>

"Once Upon a Time" - jedna z najbardziej obleganych premier w całej historii festiwalu w Cannes

Długie kolejki już na kilka godzin przed otwarciem kin. Przekleństwa, szarpaniny i okrzyki radości tych, którym udało się przejść przez bramkę kontrolną i już wiedzą, że za chwilę zobaczą nowy film Quentina Tarantino. To, co działo się dziś w czasie premiery na festiwalu w Cannes potrafiło zdziwić nawet jego weteranów. Magazyn "Deadline" napisał, że była to jedna z najbardziej obleganych premier w całej historii festiwalu w Cannes.

Przed salami, w których zorganizowano projekcję dla dziennikarzy, tłum ustawiał się w kolejkach już na kilka godzin wcześniej. Kulturalni (przynajmniej w większości) krytycy filmowi z całego świata, którzy w przypadku innych filmów czas oczekiwania w kolejce zabijają rozmowami o kinie, tym razem byli wyjątkowo nerwowi. Niektórzy nie wytrzymywali napięcia na tyle, że próbowali siłą wedrzeć się do sal kinowych, zatrzymywali ich dopiero festiwalowi ochroniarze.

Do kilku tysięcy akredytowanych dziennikarzy i przedstawicieli branży filmowej należy dołożyć drugie tyle miłośników kina, którzy od rana wystawali pod Pałacem Festiwalowym z kartkami, na których błagalnie prosili o wejściówkę na "Once Upon a Time in Hollywood". Do tego dziesiątki gwiazd w najlepszych kreacjach na czerwonym dywanie i absolutnie największe zainteresowanie w czasie całego festiwalu.

Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Quentin Tarantino i Margot Robbie na czerwonym dywanie (Festiwal Filmowy w Cannes)Brad Pitt, Leonardo DiCaprio, Quentin Tarantino i Margot Robbie na czerwonym dywanie (Festiwal Filmowy w Cannes) Fot. Petros Giannakouris / AP Photo

**
Tarantino w Cannes przebywa już od kilku dni. Pojawił się nawet na czerwonym dywanie przy okazji premiery chińskiego filmu "The Wild Goose Lake" (także bierze udział w konkursie głównym) razem z żoną, izraelską piosenkarką Danielą Pick, z którą ożenił się kilka miesięcy temu. Wraca tu po raz kolejny, bo Cannes to jego europejska świątynia. To tu tu wypłynął na szerokie wody - w 1994 roku odbierał Złotą Palmę za "Pulp Fiction" i był to dla wielu filmowych krytyków wybór szokujący - dość powiedzieć, że werdykt na sali wywołał zarówno owacje na stojąco, jak i głośne buczenie.

Przez kolejnych kilkanaście lat i kilka filmów Tarantino zaprzyjaźnił się z Cannes jeszcze bardziej. W 2014 roku, 20 lat po premierze "Pulp Fiction" reżyser przyleciał na festiwal w roli największej gwiazdy i specjalnego gościa. Festiwal zorganizował projekcję jego najsłynniejszego filmu na wielkim ekranie na plaży przy bulwarze Le Croisette, a przed seansem Tarantino przemawiał do fanów i krytyków:

Widziałem "Pulp Fiction" we wszystkich możliwych konfiguracjach, ale po raz pierwszy będę oglądał go na plaży. Korzystając z okazji, bardzo proszę was wszystkich żebyście skręcili swoje jointy i je odpalili.

A "Once Upon a Time" to była najbardziej wyczekiwana z premier tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes, mimo że w konkursie pokazywane są także m.in. nowe filmy Pedro Almodovara, Jima Jarmusha czy Xaviera Dolana. Równo ćwierć wieku po premierze "Pulp Fiction" Tarantino wrócił do Cannes z filmem o dawnym Hollywood, któremu reżyser chciał złożyć hołd. Przy okazji, udało mu się złożyć wielki hołd dla całego kina.