"Once Upon a Time in Hollywood" - uczeń Bruce'a Lee zarzuca Tarantino rasizm

"Once Upon a Time in Hollywood" po raz kolejny jest krytykowany za rasistowskie i niezgodne z rzeczywistością przedstawienie Bruce'a Lee w filmie. Do córki legendy kina, Shannon Lee, która już wcześniej krytykowała Tarantino, dołącza uczeń Bruce'a. Według niego reżyser nie okazał szacunku mistrzowi sztuk walki.
Zobacz wideo

"Once Upon a Time in Hollywood" to najnowszy film Quentina Tarantino. Akcja osadzona jest w 1969 roku w Fabryce Snów. Jedną z postaci występujących w filmie jest Bruce Lee grany przez Mika Moh'a. Najwięcej kontrowersji wzbudziła scena, w której ukazano mistrza sztuk walki wyzywającego na pojedynek jednego z głównych bohaterów.
Na temat filmu i przedstawienia postaci Bruce'a Lee wypowiadała się już jego córka, Shannon Lee. Uznała, że film pokazuje jej ojca w stereotypowy i rasistowski sposób. Była obrzucona, że z Lee zrobiono "aroganckiego buca", którym w prawdziwym życiu nie był.

Były uczeń Bruce'a Lee krytykuje Tarantino


Teraz scenę krytykuje również Kareem Abdul-Jabbar, znany koszykarz i były uczeń Bruce'a Lee. W Hollywood Reporter pojawił się jego felieton, w którym napisał:

Oczywiście Tarantino ma artystyczne prawo pokazywać Bruce'a w taki sposób, w jaki chce. Jednak pokazując go w tak niechlujny i rasistowski sposób, poniósł klęskę jako artysta i jako człowiek. Sceny Bruce'a Lee są rozczarowujące nie przez brak zgodności z faktami, ale przez złą ocenę kulturowej świadomości.

Dalej w swoim tekście koszykarz wspomina jak bardzo Lee był sfrustrowany tym, jak stereotypowo pokazywani są w filmach Azjaci. Tak jak wcześniej córka Bruce'a, podkreślił, że mistrz sztuk walki całe życie poświęcił przełamywaniu rasistowskich stereotypów królujących w ówczesnym Hollywood. Zatem kreacja Bruce'a Lee w filmie Tarantino  zaprzepaszcza cały dorobek ikony kina pokazując, że postrzeganie azjatyckich aktorów w Fabryce Snów wcale się nie zmieniło mimo jego wysiłków.

Według Kareema, to jak jego nauczyciel został pokazany, to nie tylko objaw braku szacunku, ale też kłamstwo. Jak wspomina w felietonie, Bruce Lee, którego znał, był całkowicie inny niż ten z filmu Tarantino:

 Byłem z Bruce'em kilka razy w miejscu publicznym, gdzie jakiś losowym głąb na głos wyzywał go do walki. Zawsze grzecznie odmawiał i wracał do swoich spraw. Pierwszą zasadą klubu walki Bruce'a było: nie walczyć, jeśli są inne opcje. Nie miał żadnej potrzeby, by udowadniać umiejętności. Wiedział, kim jest i wiedział, że prawdziwa walka nie rozgrywa się na macie, ale na ekranie poprzez tworzenie szans dla Azjatów, aby byli postrzegani jako ktoś więcej niż tylko stereotypy. Niestety, "Pewnego razu w Hollywood" wraca do starych, dobrych sposobów...

Reżyser Quentin Tarantino podkreśla jednak, że w filmie nic nie jest fikcją czy przekłamaniem i w odtworzeniu postaci Bruce'a Lee inspirował się biografią jego żony.