"Ad Astra". Entuzjastyczne recenzje po debiucie w Wenecji: "Najlepszy w karierze występ Brada Pitta"

Wygląda na to, że 2019 to rok Brada Pitta. W maju w Cannes premierę miał film "Once Upon a Time... in Hollywood", a ostatnio na festiwalu w Wenecji zadebiutowała "Ad Astra". Choć nie zabrakło krytycznych uwag, pierwsze recenzje wskazują, że wielka kosmiczna wyprawa Brada Pitta to niemały sukces.

Już od kilku lat fani science-fiction czekali na umiejscowioną w kosmosie produkcję, która przyciągnie ich do kina, zatrzyma w nim na dobre i pozostawi świetne wrażenie. Po premierze na festiwalu w Wenecji taki potencjał zdaje się przejawiać "Ad Astra" w reżyserii Jamesa Graya. Opinie obecnych w Lido krytyków pozwalają sądzić, że film nie zawiedzie - i to nie tylko pod względem wizualnym.

Zobacz też: "Boże Ciało" Jana Komasy zadebiutowało w Wenecji. Owacja na stojąco i umowy na światową dystrybucję >>

"Ad Astra". "Tak śmiertelnie poważna, że graniczy ze śmiesznością; tak nieskazitelnie ustawiona, że wciąga nas na swoją orbitę"

Astronauta Roy McBride (Brad Pitt) wyrusza na granice Układu Słonecznego, by odnaleźć swojego zaginionego ojca (Tommy Lee Jones) i poznać tajemnicę, która zagraża przetrwaniu ludzi na Ziemi. Jego wyprawa odkryje sekrety podważające naturę ludzkiej egzystencji i jej miejsce w kosmosie. To z jednej strony kosmiczny spektakl dla oka a z drugiej - rodzinna historia wymagająca zakończenia, by gwiazdy i planety mogły stać w jednym porządku.

James Mottram z portalu GamesRadar wystawił "Ad Astra" pięć na pięć gwiazdek: 

Wzniosła i oszałamiająca. Piękne, odważne i niezwykle wykonane arcydzieło Graya, napędzane najlepszym w karierze występem Pitta.

Xan Brooks z "Guardiana" jest zdania, że reżyser James Gray "nigdy nie zrobił czegoś tak ambitnego jak ta psychologiczna opera kosmiczna. "Ad Astra" jest tak śmiertelnie poważna, że graniczy ze śmiesznością; tak nieskazitelnie ustawiona, że wciąga nas na swoją orbitę". David Ehrlich z IndieWire porównał "Ad Astra" do "Solaris" Stevena Soderbergha:

"Ad Astra" jest jedną z najbardziej wciągających i dziwnie optymistycznych kosmicznych odysei z gatunku "Solaris". I jest przy tym jednym z najlepszych takich filmów.

Jak zauważa portal CinemaBlend, krytycy, którzy byli mniej przychylni filmowi, wypunktowali przede wszystkim szablonowość "Ad Astry". Część z nich, jak Owen Gleiberman z Variety, odnosi wrażenie, że zamiast stać się nowym filarem gatunku filmów kosmicznych obok "Interstellar" czy "2001: Space Odyssey", film Greya nie robi wystarczająco dużo, aby się od nich odróżnić. Gleiberman napisał:

Mam nadzieję, że James Gray jako reżyser będzie kontynuował odkrywanie niezbadanych światów. Ale nawet jego zdeklarowani wyznawcy mogą mieć trudności, by nadmiernie ekscytować się filmem, który pod warstwą miłych dla oczu kosmicznych błyskotek jest aż tak konwencjonalny.

"Ad Astra". "Pytanie, czy Pitt powalczy z Pittem podczas Oscarów w 2020 roku wcale nie jest głupie"

Recenzenci wychwalają szczególnie Brada Pitta. Łukasz Muszyński z Filmwebu stwierdził, że to właśnie on "niesie film na barkach w pojedynkę", pomimo imponującej listy nazwisk w obsadzie (Tommy Lee Jones, Donald Sutherland, Ruth Negga czy Liv Tyler). Aktor świetnie oddał emocje towarzyszące kosmicznemu podróżnikowi, który dźwiga na barkach traumę związaną z rozłąką z rodzicem:

Gwiazdor praktycznie nie znika z ekranu przez dwie godziny seansu, tworząc pozornie nieefektowną postać twardziela, który słynie z tego, że potrafi zachować zimną krew w najbardziej stresujących sytuacjach. O tym, iż pod wyhodowanym na potrzeby pracy pancerzem drzemie wrażliwiec, przekonujemy się dzięki płynącym z offu monologom bohatera. Ray jest wybitnym fachowcem, a przy tym osobą głęboko samotną, psychicznie pokaleczoną, darzącą McBride'a seniora sprzecznymi uczuciami.

Phil De Semlyen z TimeOut napisał o "świetnej robocie Pitta, jeżeli chodzi o przemycanie chłopięcego poczucia krzywdy pod osłonę zdystansowania dorosłego już mężczyzny". David Jenkins z Little White Lies zastanawia się nad tym, jakie szanse ma Brad Pitt podczas nadchodzącego sezonu nagrodowego:

Facet w tej chwili jest na fali. Zmienia łagodny urok swojego Cliffa Bootha z "Once Upon a Time... in Hollywood" tak, aby zamaskować tutaj głęboki, czekający na wybuch smutek. Pytanie, czy Pitt powalczy z Pittem podczas Oscarów w 2020 roku wcale nie jest głupie.

Premiera "Ad Astra" w polskich kinach odbędzie się 20 września.

Więcej o:
Komentarze (52)
"Ad Astra". Entuzjastyczne recenzje po debiucie w Wenecji: "Najlepszy w karierze występ Brada Pitta"
Zaloguj się
  • realworld

    Oceniono 59 razy -57

    Wielkie Kosmiczne Gó... - najlepsze co mają to rysunki, animacje i puste słowa, to są ich dowody na rzekomy kosmos, nakręcą w studiu Pitta który będzie wyglądał jakby był w kosmosie, a wy to łykniecie, pomimo tego że niczym jego ujęcia nie będą się różniły od tych pokazujacych np ISS, czyli kawałek metalowej puszki która podobno jest już tam w kosmosie.
    Tylko, pyt jest, co jest barierą oddzielającą próżnię od ciśnienia ziemskiego powietrza? Nauka nie wie, nikt nie wie, a ludzie ślepą wierzą i kupują bajki.

    Youtube: Real World

  • gr_ub_y

    Oceniono 18 razy -14

    Wszyscy oczekiwaliśmy wojny na lasery, a tu jakieś egzystencjalne męczydło w kosmosie.

    Wiadomo, że jak się jest w kosmosie, to nie ma tlenu i w głowie może wszystko się pomieszać. Nie można takich rzeczy brać na poważnie.

    Gdyby Pit miał chociaż Gazetę, która by stabilizowała i mówiła mu co ma myśleć, to jeszcze, ale przecież nie miał.

  • 1234pablo

    Oceniono 25 razy -9

    Jeżeli porównania są do gniota Interstelar i nudnego jednak Solaris to chyba nie jest aż tak dobrze.

  • veni.vici

    Oceniono 12 razy -6

    to w końcu o co chodzi w tym filmie - o wrażliwe wnętrze kosmonauty czy o ekscytujący problem kosmiczny? czyżby stary numer z policjantem, którego rzuciła żona więc ten wrażliwy twardziel pije? tęsknota za ojcem jakoś w pewnym wieku nie przystoi... a już na pewno ma się do kosmosu jak piernik do wiatraka

  • zmiescisz_sie

    Oceniono 10 razy 0

    Krytycy są przekrytykowani cały czas tropią oryginalność i pomstują na szablonowość. Na film się raczej nie idzie dla warsztatu ale dla emocji, opowiedzianej i zagrane historii itp. Nudzą mnie krytycy na cholerę ta oryginalność czy sama jest w stanie unieść film?

  • dziubdziusie

    Oceniono 10 razy 0

    Ale Johnny Bravo hairstyle musi być, i nie ma ch...a w czarnej dziurze na naszego słodkiego kosmicznego czupurka... Antycypowawszy...

  • k.soze

    Oceniono 9 razy 1

    "opera kosmiczna" ???
    Naprawdę ?
    Sformułowania "space opera" się nie tłumaczy ignoranci. Tak się nazywa gatunek SF.
    To tak jakby tłumaczyć "hejter" na "nienawistnik" (co nb. słyszałem wczoraj przypadkiem w TVPIS takiego potworka) lub "Internet" na "Międzysieć".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX