Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem... Które filmy mają największe szanse na Złote Lwy?

44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, który potrwa od 16 do 21 września w Gdyni, zakończy się wręczeniem Złotych Lwów dla najlepszego filmu. Jeszcze przed pierwszymi pokazami można typować, które produkcje mogą liczyć się najbardziej w rozgrywce, o której było w tym roku głośno wyjątkowo wcześnie.

W lipcu, tuż po ogłoszeniu wyników selekcji przez Komitet Organizacyjny, na na liście było 16 produkcji. Chwilę później pojawiły się pierwsze doniesienia o kontrowersjach związanych z decyzją komitetu, który pominął kilka filmów mimo rekomendacji Zespołu Selekcyjnego. "Ofiarami" padły "Interior" (reż. Marek Lechki), "Mowa ptaków" (reż. Xawery Żuławski), "Supernova" (reż. Bartosz Kruhlik) i "Żużel" (reż. Kędzierzawska).

Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni - burza jeszcze przed otwarciem

Agnieszka Smoczyńska Konopka, reżyserka "Córek Dancingu" i "Fugi", pisała o kompromitacji, Karolina Korwin-Piotrowska użyła jeszcze ostrzejszych słów:

To jest skandal, żenada, wstyd. To jest hańba.

W liście otwartym zaprotestowała Gildia Reżyserów Polskich, pojawiły się sugestie o bojkocie Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych przez artystów, a wszyscy członkowie Zespołu Selekcyjnego zrezygnowali. W końcu jednak ogłoszona została decyzja: pominięte filmy wracają na listę konkursową. A ponieważ "Żużel" wycofali producenci, zostało 19 filmów, które walczą o gdyńskie Złote Lwy.

Po tych perturbacjach trzeba mieć nadzieję, że ludzie związani z festiwalem filmowym w Gdyni po prostu wcielają w tym roku w życie słowa legendarnego reżysera Alfreda Hitchcocka:

Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.

O tym, w czyje ręce trafią nagrody m.in. dla najlepszego filmu, reżysera i aktorów, decyduje w tym roku jury pod przewodnictwem reżysera Macieja Wojtyszki. Znalazły się w nim m.in. scenografka Ewa Braun, aktorka Bożena Dykiel i reżyserka Maria Sadowska.

"Mowa ptaków" i bez kontrowersji jest mocnym kandydatem

Zobacz wideo

W trakcie całego zamieszania związanego z listą filmów Konkursu Głównego najwięcej mówiło się o "Mowie ptaków" Xawerego Żuławskiego. Wtedy jeszcze niewiele osób widziało film z Sebastianem Fabijańskim i Andrzejem Chyrą, ale choćby Karolina Korwin-Piotrowska pisała o nim, że to "najważniejsze wydarzenie w polskim kinie od lat". Scenariusz "Mowy ptaków" dał Żuławskiemu jego ojciec, Andrzej, wraz ze słowami: "Zrób z nim, co chcesz".

"To kino na wskroś współczesne. Dziejące się tu i teraz w Polsce, w której bandy nazioli i kiboli chodzą po ulicach, a wściekła, upośledzona emocjonalnie młodzież wkłada nauczycielowi historii kosz ze śmieciami na głowę. Historyk (Sebastian Pawlak) z 'ojcem w odstawce za strzelanie do robotników' to jeden z najbardziej wstrząsających wątków tej układanki" - pisze o produkcji Artur Burchacki dla "Vogue'a". Z kolei Andrzej Wróblewski w "Polityce" ocenia: "To szalone, dzikie, nasycone anarchią i autoironią odreagowanie rodzinnej paranoi z głupiejącą ojczyzną w tle. Tym lepiej się ten eksperyment ogląda i rozumie, im głębiej się zna perypetie rodu Żuławskich", by na koniec zapytać: 

Pytanie, czy ten osobliwy testament pokazujący język wszystkim purystom dbającym o nieskazitelną wizję polskości, wypinający się na wszelkie reguły mainstreamowego kina, zanurzony po szyję w biografiach Żuławskich, ktoś zechce jeszcze obejrzeć?  

"Mowa ptaków" to na pewno nie jest film dla każdego. Pytanie, czy jury doceni tę artystyczną wizję Żuławskich i zdecyduje się docenić ją statuetkami. Na pewno ma bardzo silnego konkurenta w postaci najnowszego filmu Jana Komasy.

"Boże ciało" - już nagradzany, dołączą Złote Lwy?

"Boże ciało" zaledwie kilka dni temu zostało ogłoszone polskim kandydatem do Oscarów. O tym, czy dostanie nominację, będziemy mogli przekonać się na początku przyszłego roku.

Wiemy jednak, że za granicą film się podoba. Po premierowym pokazie w Wenecji twórcy dostali owacje na stojąco, a z najstarszego festiwalu filmowego świata wyjechali z dobrymi recenzjami, umowami na zagraniczną dystrybucję na wielu rynkach i dwiema nagrodami: otrzymał nagrodę Europa Cinemas Label, organizacji zrzeszającej ponad tysiąc europejskich kin, a także Inclusion Award Edipo Re, która jest przyznawana tytułowi promującemu najwyższe wartości humanistyczne. Bardzo chwalony był odtwórca głównej roli Bartosz Bielenia. Allan Hunter ze "Screen Daily" pisał:

Bielenia oddaje żywe emocje, których doświadcza Daniel, od wyczulenia zwierzęcia uwięzionego w zakładzie dla przestępców, po euforię, która zdaje się przepływać przez niego po wygłoszeniu porywającego kazania. Jego wierna gra i niezawodny sposób opowiadania historii przez Komasę przekonują nas, że niezbadane są ścieżki boże.

Na pewno Bielenia jest jednym z faworytów w kategorii aktorskiej.

Ewa Szponar z Onetu zauważa, że to produkcja skromniejsza niż "Sala samobójców" i 'Miasto 44" - poprzednie filmy Komasy - ale ma "podobną intensywność i energię". "'Boże ciało' to, jak sugeruje tytuł, film bardzo cielesny, fizyczny. Z szeroką rozpiętością doznań: od tańca, przez erotykę, po przemoc. 'Fanatyk' przegląda się w 'Taksówkarzu'. - pisze. Z kolei Radek Folta z Mooviesroom.pl podsumowuje swój tekst słowami: 

Tak właśnie wygląda ambitne, angażujące i zmuszające do przemyśleń kino.

"Ikar. Legenda Mietka Kosza" cichym faworytem? A może "Słodki koniec dnia"?

Z Bielenią prawdopodobnie zmierzy się Dawid Ogrodnik, który prawie każdą aktorską kreację zamienia w jakąś statuetkę. Z Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych do tej pory wywiózł ich kilka, m.in. za "Obietnicę" i "Cichą noc". Z pewnością tytułowa rola w filmie "Ikar. Legenda Mietka Kosza" Macieja Pieprzycy wymagała wiele wysiłku i zaangażowania. Jego bohaterem jest polski niewidomy jazzman, bardzo utalentowany. Niestety, z tragicznym życiorysem.

Zobacz wideo

Z kolei reżyser Maciej Pieprzyca to dwukrotny zdobywca Srebrnych Lwów w Gdyni, laureat Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Montrealu i wielu innych nagród na prestiżowych zagranicznych festiwalach za filmy "Chce się żyć" i "Jestem mordercą". Czy na półce postawi trzecie Srebrne Lwy za reżyserię, a może Złote dla najlepszego filmu?

Festiwal filmowy w Gdyni to nie tylko produkcje, które czekają na dystrybucję w polskich kinach, ale także te, które premierę miały kilka miesięcy temu. Być może nowości w wyścigu o nagrody pokona "Słodki koniec dnia" Jacka Borcucha? Jest najlepszym filmem 12. Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard Off Camera, był także pokazywany - i bardzo ciepło przyjęty - na jednym z najlepszych festiwali kina niezależnego, jakim jest FF w Sundance. Recenzent "Screen Daily" pisał:

Borcuch rozumie, jak prowadzić historię, razem z wciągającym i magnetyczny popisem Krystyny Jandy tworzy to wdzięczny film, który nieustannie widza angażuje i jest dla niego niezwykle poruszającym przeżyciem.

Janda, która wcieliła się w noblistkę mieszkającą na stałe we Włoszech, została wybrana najlepszą aktorką w Sundance. Czy teraz czas na wyróżnienie w Gdyni? Przekonamy się 21 września.

Więcej o:
Komentarze (2)
FPFF w Gdyni. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem... Które filmy mają największe szanse na Złote Lwy?
Zaloguj się
  • lol76

    Oceniono 2 razy 0

    A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.

  • alicjads

    Oceniono 2 razy 0

    Kolejny bardzo dobry rok dla polskiego kina, brawo!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX