"Pan T.". Ciąg dalszy afery o prawa autorskie. Twórcy w oświadczeniu: Dziwią nas i bolą wszelkie oskarżenia

W związku z pojawiającymi się w mediach doniesieniami na temat kłopotów filmu "Pan T.", twórcy i producenci wystosowali oficjalne oświadczenie. Twierdzą w nim, że produkcja nie jest inspirowana życiem pisarza Leopolda Tyrmanda i nie czerpie wprost z jego twórczości. Powołują się na analizę prawną i szczegółowe badania przeprowadzone przez wybitnych specjalistów.
Zobacz wideo

Przypomnijmy, że 28 listopada Onet opublikował obszerny reportaż Kamila Tureckiego i Janusza Schwertnera pod tytułem "Bitwa o Pana T.(yrmanda)", który opisuje konflikt między Matthew Tyrmandem, synem pisarza, a twórcami "Pana T.". Młody Tyrmand oskarża filmowców o kradzież praw autorskich. Filmowcy bez jego zgody mieli wykorzystać motywy, bohaterów i konkretne sceny z książki ojca "Dziennik 1954". W oficjalnym oświadczeniu sami zainteresowani zdecydowanie odpierają zarzuty i przekonują, że mają ku temu wszelkie przesłanki.

Zobacz też: Onet: Awantura o film "Pan T.". Syn Tyrmanda chce pozwać twórców, oni twierdzą, że chce wymusić haracz >>

"Pan T.". "Autorzy filmu nie inspirowali się losami jednostki, lecz biografiami kilkunastu barwnych osób z lat 50. minionego wieku

Kluczowe w oświadczeniu podpisanym przez twórców i producentów są wyniki badań nad filmem, które miała przeprowadzić grupa ekspertów. Czytamy:

"Pan T." został poddany szczegółowemu badaniu i analizie prawnej przez wybitnych specjalistów z zakresu prawa autorskiego i ochrony dóbr osobistych – profesor dr hab. Elżbietę Traple, profesora dr. hab. Ryszarda Markiewicza, dr. Tomasza Targosza i dr. Michała Wyrwińskiego. Z ekspertyz przeprowadzonych przez niezależne, czołowe autorytety wynika, że:
1. Film nie zawiera elementów twórczych pochodzących z "Dziennika 1954" L. Tyrmanda i nie może być uznany za jego adaptację. Stanowi on bowiem integralne dzieło autorskie z wymyślonymi postaciami, dialogami, intrygą obyczajową i kryminalną.
2. Film nie narusza praw autorskich, majątkowych i osobistych do twórczości L. Tyrmanda. Podobnie jak jego rozpowszechnienie nie narusza prawa osobistego bliskich L. Tyrmanda do kultu pamięci o nim.
3. Nie istnieją żadne przesłanki prawne wymuszające konieczność zawarcia jakiejkolwiek umowy, w tym umowy licencyjnej, między twórcami filmu a spadkobiercami spuścizny L. Tyrmanda. W świetle prawa bowiem umowa taka byłaby bezprzedmiotowa.

Twórcy utrzymują, że diagnoza ekspertów zgadza się z zamysłem artystycznym, jakim było przedstawienie na ekranie "pisarza-everymana", "którego losy i charakter stanowią kompilację i zbiór najbardziej pożądanych cech zbuntowanego bohatera minionej epoki". Dalej dowiadujemy się, że choć sam główny bohater był inspirowany "biografiami kilkunastu barwnych osób z lat 50. minionego wieku", nie postawiono ciężkości i akcentu na wierność którejkolwiek z nich i "z żadną z nich bohater nie jest też tożsamy". 

"Pan T.". Twórcy: Nie zamykamy się na dialog

W oświadczeniu napisano również:

W świetle przytoczonej argumentacji prawnej i artystycznej, niezmiernie dziwią nas i bolą wszelkie oskarżenia wysuwane wobec autorów scenariusza "Pana T.". Szczególnie, że ich intensyfikacja przypada na okres poprzedzający szeroką dystrybucję filmu.

"Pan T.", w którym w tytułową postać wcielił się Paweł Wilczak, zadebiutuje w kinach 25 grudnia. Produkcja zaczęła już wcześniej odnosić sukcesy na licznych festiwalach, m.in. na FPFF w Gdyni, Energa Camerimage w Toruniu czy na Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce. Trudno jednak cieszyć się z sukcesów pod niemałym ciężarem oskarżeń. Autorzy wspomnianego wcześniej tekstu Onetu obejrzeli film i uważają, że "komunikat, według którego fabuła 'nie ma nic wspólnego z żadną biografią', nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością". Dziennikarze dopatrzyli się w "Panu T." prawie identycznych wydarzeń i tekstów, co w książce "Dziennik 1954".

Filmowcy upierają się jednak, że prawda jest po ich stronie. W zakończeniu wiadomości do mediów uderzają w poważny ton:

Walcząc o dobre imię "Pana T." jesteśmy zobligowani, by wyjść naprzeciw wszelkim nieuzasadnionym prawnie wypowiedziom spadkobierców L. Tyrmanda oraz krzywdzącym, merytorycznie niepełnym i przekłamanym materiałom prasowym niektórych dziennikarzy. Jednocześnie nie zamykamy się na dialog, wierząc głęboko, że w sporze o "Pana T." wygra to co najważniejsze – czyli prawda i czysta, niczym nie skażona sztuka.
Więcej o: