"Koty". Krytycy równają film z ziemią. "Obrzydliwa porażka, przez którą czujesz się, jakby pasożyty żarły ci mózg"

"Koty" w reżyserii Toma Hoopera zadebiutowały w kinach na świecie 20 grudnia. Już reakcja internautów na zwiastun nie wróżyła niczego dobrego, ale książki nie należy oceniać po okładce. Zdaje się jednak, że to, co wydarzyło się w ekranizacji musicalu Andrew Lloyda Webbera, przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich. Pisząc o "Kotach", krytycy nie przebierają w słowach.
Zobacz wideo

Zagraniczni dziennikarze i krytycy urządzili filmowi Toma Hoopera z Jennifer Hudson, Taylor Swift, Judi Dench czy Ianem McKellenem istne piekło. Na pierwszy ogień Robbie Collin z "The Telegraph", który na Twitterze podsumował "Koty" w dwóch zdaniach:

Uprzejmie donoszę, że "Koty" są wszystkim, na co mieliście nadzieję, a nawet jeszcze więcej: to zdumiewająco obrzydliwa porażka, przez którą czujesz się, jakby na twoim mózgu żerowały pasożyty. Oglądanie tego filmu to doświadczenie na tyle stresujące, że dostałem od niego migreny.

Zobacz też: "Koty". Twórcy zdecydowali się poprawić film po ostrej reakcji na zwiastun >>

"Koty". Media miażdżą musical: "Zobaczyłam rzeczy, których nie powinien widzieć żaden człowiek"

Redakcyjny kolega Collina, Tim Robey, wystawił "Kotom" pierwszą od dziewięciu lat w "The Telegraph" ocenę zero na pięć gwiazdek w recenzji opatrzonej tytułem "Piekielna katastrofa, z której nikt nie ujdzie z życiem". Robey napisał:

To, co działało w teatrze przy Drury Lane w 1981 roku, czyli cała obsada wywijająca piruety w przebraniach kotów, zostało przekształcone we wspomagany komputerowo krajobraz z piekła rodem. Jest on tak zły, że istnieje ryzyko nabawienia się przy nim dysfunkcji oczu. "Koty" Hoopera stają przed niemożliwym do wykonania zadaniem ocalenia samych siebie od swojej strony wizualnej, całkowicie pozbawionej jakiegokolwiek uroku. Opcji wyboru było mnóstwo. Ani jednej dobrej.

Alex Cranz z portalu Gizmodo stwierdziła z kolei po seansie "Kotów", że film "przekracza wszelkie wyobrażenia dlatego, że istnieje, a przecież absolutnie nie powinien". "Staram się od 24 godzin przetrawić tę namacalną i przerażającą tragedię" - pisze Cranz i dodaje:

Musicie doświadczyć tego filmu, ponieważ inaczej nie zrozumiecie, o co nam chodzi. W sumie możecie spędzić z tymi postaciami godzinę i 50 minut i nadal go nie rozumieć. Ale będziecie świadkami rzeczy, których nie powinny widzieć oczy, i rzeczy, których nikt nie powinien robić, i wprawi was to w zdumienie. To więcej niż wystarczające.

"Koty". Judi Dench to "Yodopodobna kulka futra", a Jennifer Hudson "niestrudzenie przesadza z emocjami"

Główną rolę Gryzabelli w "Kotach" odegrała Jennifer Hudson. Oprócz Hudson w obsadzie znaleźli się: Taylor Swift, Idris Elba, Judi Dench, Ian McKellen, Rebel Wilson, jak również prowadzący popularny w USA program "Late Night" James Corden czy wokalista i tancerz Jason Derulo. Występujących w żadnym razie nie oszczędzono.

Manohla Dargis z "The New York Timesa" opisała Old Deuteromy, postać graną przed Judi Dench, jako "Yodopodobną kulkę futra, która przypomina Tchórzliwego Lwa [z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz" - red.] w drodze na bal w przebraniu królowej Elżbiety I". Scott Tobias z NPR punktuje, że reżyser położył za duży nacisk na próby komediowe Rebel Wilson i Jamesa Cordena, którzy absolutnie nie stają na wysokości zadania. Jennifer Hudson dostało się za wykonanie najbardziej znanej piosenki z musicalu, czyli "Memory" - John Anderson z "Wall Street Journal" stwierdził, że wokalistka "dodaje temu utworowi operowych, a wręcz agonalnych ozdobników, kompletnie w przypadku tego numeru nieuzasadnionych". Wtóruje mu David Rooney z The Hollywood Reporter:

Jennifer Hudson niestrudzenie przesadza z emocjami w tej roli; krąży tu i ówdzie, bez przerwy pociągając nosem, i wygląda albo na doszczętnie zmizerowaną, albo przerażoną, jakby ciągle oglądała wiadomości.

W sobotę w serwisie Metacritic "Koty" liczyły sobie 32/100 punktów od 47 krytyków. Na Rotten Tomatoes produkcja osiągnęła do tej pory dosyć niepokojący pułap 19% "świeżości" w ocenach dziennikarzy, ale za to widzowie wystawili o wiele bardziej pozytywne noty, bo aż 65% "świeżości", zatem jest jakaś szansa na "ujście z tej katastrofy z życiem". Polscy kinomani będą mogli się przekonać, czy im się to uda, od 3 stycznia.