Martin Scorsese twierdzi, że "Irlandczyk" może być jego ostatnim filmem. Wszystko nadal przez superbohaterów

Od premiery "Irlandczyka" w kinach i na Netfliksie minął prawie miesiąc. Film zdążył zebrać bardzo pochlebne recenzje, a wielu okrzyknęło go najlepszą produkcją tego roku czy nawet dekady. Tymczasem Martin Scorsese po cichu przebąkiwuje, że na "Irlandczyku" może się zakończyć jego kariera reżyserska i niejako obwinia o to filmy z superbohaterami.
Zobacz wideo

Przy okazji końcoworocznych podsumowań Martin Scorsese udzielił wywiadu dziennikowi "The Guardian". W rozmowie reżyser przyznał, że w jego wieku człowiek zaczyna myśleć o innych rzeczach niż kręcenie filmów. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego filmowiec rozważa koniec kariery. Scorsese po raz kolejny wyraził jasne przekonanie, że w kinach nie ma już miejsca na filmy w stylu "Aviatora" czy "Wyspy tajemnic", bo wszyscy zajmują się dziś produkcjami o superbohaterach.

Zobacz też: "Irlandczyk". Netflix udostępnił wideo zza kulis. Zobaczcie, jak Al Pacino wszedł w rolę Jimmy'ego Hoffy >>

Martin Scorsese: Trzeba zaakceptować ten nowy świat i jego sposób patrzenia na filmy

Zapytany o to, na ile wykalkulowana była burza, którą wywołał w tym roku swoimi wypowiedziami na temat Marvela, Scorsese odpowiedział:

Dużo rozmawialiśmy o tym, że kina zostały opanowane przez filmy o superbohaterach - wiesz, po prostu ludzie latają dookoła, uderzają w siebie nawzajem i się rozbijają. W porządku, jeśli chcesz coś takiego oglądać. Niestety jednak nie ma miejsca na inny rodzaj filmu. Nie wiem, ile jeszcze rzeczy mogę nakręcić - może ["Irlandczyk" - red.] to jest to. Ostatni. (...) Nie żartuję.

Reżyser kontynuował, mówiąc, że obecnie w filmach zdecydowanie przeważa komercja, która odbiera przestrzeń produkcjom z mniejszymi budżetami czy mniejszym rozmachem. - Nie uważam, że jeśli film jest komercyjny, nie może być sztuką. Chodzi o to, że kina pochłonął produkt - stwierdził Scorsese. - Produkt się konsumuje i wyrzuca. 

Scorsese uznał także, że takie filmy jak "Aviator" czy "Wyspa tajemnic", "nawet pomimo udziału jego i Leonardo DiCaprio", dziś "po prostu nie mogłyby zostać zrealizowane". - "Infiltrację" udało nam się zrobić, chociaż nic na to nie wskazywało, bo pomogły w tym gwiazdy. Zdaliśmy sobie sprawę, kiedy chcieliśmy sprzedać ten projekt, że drzwi się zamykają. A co się dzieje? Sprawdziłem, co grają w kinach. Ten sam film na 10 ekranach - powiedział filmowiec.

Zobacz też: Coppola: "Krytykując filmy Marvela Scorsese był zbyt miły. One są podłe". Odpowiedział mu reżyser "Strażników galaktyki" >>

Twórca "Irlandczyka" dostał również pytanie o to, czy spodziewał się, że jego najnowsze dzieło wywoła taką sensację w kontekście walki Netfliksa z resztą przemysłu filmowego o nagrody i szeroko pojęty prestiż w ogóle. Scorsese odparł:

Kiedy zgodziliśmy się zrobić film z Netfliksem, zrozumiałem, co to znaczy. Wiedzieliśmy, że będzie to przede wszystkim oglądane w streamingu, chociaż pojawi się i w kinach. Ale w tamtym momencie musieliśmy po prostu zrobić film i potrzebowaliśmy finansów. A także tego, co najważniejsze: wolności twórczej. Warunkiem było, że ["Irlandczyk"] może być pokazywany w kinach tylko przez tydzień. I zaakceptowałem ten warunek. Głównie martwiłem się o to, czy dla aktorów to będzie w porządku, czy Akademia to zaakceptuje. Nie dla mnie, nie dla filmu

Wywiad kończy słodko-gorzka refleksja 77-letniego Scorsesego:

Wiem, że jestem już na końcu długiej, długiej drogi. Najważniejsze jest teraz, aby filmy tworzyć, dokańczać, a potem zaakceptować ten nowy świat i jego sposób patrzenia na filmy.

Zobacz też: Scorsese wyszydził ekranizacje komiksów. Teraz okazało się, że to on miał tworzyć "Jokera" >>