Jak Netflix poradził sobie z bohaterkami "Wiedźmina"? "Według stereotypu w fantasy musi być 'goła baba'" [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]

Co w konstrukcji bohaterek "Wiedźmina" Netfliksa wyszło, a co nie? Jak twórcy serialu wykorzystali potencjał postaci Yennefer i Ciri? Co chciałybyśmy zobaczyć w kolejnych sezonach adaptacji powieści Sapkowskiego? O postaciach kobiecych w "Wiedźminie" Netfliksa rozmawiają cztery redaktorki - Marta Korycka, Justyna Bryczkowska i Maja Piskadło z serwisu Kultura.gazeta.pl oraz Magdalena Rudnik, wydawczyni strony głównej Gazeta.pl.

Czytasz artykuł związany z cyklem "Ósmy dzień miesiąca". Począwszy od Dnia Kobiet 2019, co miesiąc publikujemy teksty dotyczące równouprawnienia płci i walki ze stereotypami. Wszystkie "Ósme dni miesiąca" znajdziesz tutaj.

Zobacz wideo

Marta: Henry Cavill to wielka gwiazda, przy której kobiety grające w "Wiedźminie" mogły po prostu zginąć w tle. Odpowiedzialna za fabułę producentka Lauren Schmidt Hissrich dała odtwórczyniom ról Ciri i Yennefer trudne zadanie, bo to ma być serial z trojgiem głównych pełnoprawnych bohaterów, z których dwójka to kobiety, a to się w świecie fantasy - tym najbardziej stereotypowo rozumianym - często nie zdarza.  

Justyna: Wielu zagranicznych recenzentów było wręcz zaskoczonych tym, że jak na fantasy w "Wiedźminie" kobiety i ich wątki są dobrze rozwinięte, a ich znaczenie nie wynika tylko z połączenia z głównym bohaterem. Każda z nich ma własną historię i ważną rolę do odegrania. Mnie to w ogóle nie dziwi, bo na książkach Sapkowskiego się niemal wychowałam, a pan Andrzej tak je właśnie napisał. Są ważne, mają misję, "robią rzeczy", a nie tylko ładnie wyglądają i poddają się mocno płynącemu nurtowi. One o siebie walczą, walczą też o swoich bliskich. Dla mnie zupełnie naturalne jest to, że i Yennefer, i Ciri mają wyraźne osobowości i to nie jest dziwne, że akcja wokół nich się nie tylko toczy, lecz także że one na nią znacząco wpływają. Ale też bym nie powiedziała, że przez to dominują historię.  

Marta: Moim zdaniem w świecie serialu od dawna mamy silne bohaterki. Pierwszy przykład z brzegu - licząca już 20 lat "Rodzina Soprano". Czołowym przykładem była też choćby "Xena", która może i niedomagała na wielu polach, ale nie da się zaprzeczyć, że to silna osobowość i umiejętności głównej bohaterki są najważniejsze - choć oczywiście nie można zapomnieć, że miała atuty stereotypowo uznawane za męskie. Ale na pewno "Gra o tron" w jakiś sposób znormalizowała fakt, że w fantasy występują ważne i skuteczne kobiece postaci. Z drugiej strony mamy "Gotowe na wszystko", "Seks w wielkim mieście" czy "Dziewczyny".  

Justyna: Uważam, że konstrukcja postaci Yennefer była raczej irytująca, ale to raczej kwestia słabo obsadzonej roli niż samego scenariusza. Przez Anyę Chalotrę, która mi tam zupełnie nie pasuje - brakuje jej jakiejś iskry i zaczepności - zaczęłam serialową Yennefer trochę lubić dopiero jakoś pod koniec sezonu. Wtedy ze zblazowanej i skupionej na sobie zrobiła się bardziej aktywna w ogólnym polu. Ale być może taki był właśnie zamysł - żeby pokazać trudne początki bohaterki i tego, jak szukała na siebie najlepszego pomysłu tudzież jakiegoś spełnienia, bo tego nie dała jej dosłownie magiczna przemiana wyglądu, który to był dla niej źródłem traumatycznych przeżyć od samego początku. Fajnie, że to pokazano - lepszy wygląd wcale nie jest receptą na wieczne szczęście. W wypadku Yennefer oznacza, że musi się zmierzyć z innymi problemami i wyzwaniami. A sama scena transformacji była naprawdę mocna i dużo mówiła o motywacji bohaterki, która była gotowa poddać się torturom, by osiągnąć upragniony cel. To był też moment, w którym stało się jasne, że Yennefer wychodzi z roli wystraszonej i zahukanej adeptki, by przejąć kontrolę nad swoim życiem. Pech, że Chalotra gra to już dość płasko.   

Yennefer przed przemianąYennefer przed przemianą Netfliks

Magda: Postać Yennefer miała duży potencjał scenariuszowy, stanowiła naprawdę niezłą szansę na stworzenie złożonej postaci kobiecej. Moim zdaniem jednak ta szansa została w dużej części zmarnowana; mechanizmy emocjonalne przedstawione są w jej przypadku schematycznie, skrótowo; o ile w pierwszych odcinkach z nią związanych historię opisywano w miarę szczegółowo i ciekawie, o tyle w dalszych po prostu twórcy poszli na łatwiznę. W jednej chwili widzimy zagubioną dziewczynę, a w drugiej potężną magiczkę. To się nie trzyma kupy.

Marta: Dla mnie dużo więcej ikry niż Yennefer miała Renfri, którą zagrała Emma Appleton. Zgadzam się z tym, co gdzieś tam przeczytałam, że to właśnie ona powinna była grać Yennefer. W kilku swoich scenach stworzyła dużo wiarygodniejszą i bardziej przekonującą kreację niż Anya Chalotra przez blisko siedem odcinków.  

Magda: Mnie z kolei postać Renfri bardzo zawiodła... Została przedstawiona jako doczepka do Geralta, jej perypetie zajęły w serialu maksymalnie dwadzieścia minut. A zaczęło się naprawdę ciekawie - wojowniczka twardą ręką zarządzająca męską ekipą, ze skomplikowaną przeszłością i niesprecyzowanym statusem, cóż, gatunkowym. Potem szybko obiekt pożądania wiedźmina i tyle. Kiepsko.

Emma Appleton i Henry Cavill jako Renfri i Geralt w serialu 'Wiedźmin'. Wbrew pozorom całkiem się polubiliEmma Appleton i Henry Cavill jako Renfri i Geralt w serialu 'Wiedźmin'. Wbrew pozorom całkiem się polubili Fot. Materiały prasowe Netflix

Maja: Jak dla mnie Anya Chalotra jest za młoda. Bardziej podobała mi się w tej roli Grażyna Wolszczak w polskim "Wiedźminie", bo miała w sobie jakąś dojrzałość, której naszej netfliksowej Yennefer brakuje. Anya stara się, jak może, ale wychodzi różnie. Na pewno dużo bardziej wierzę Yenn doświadczającej ciągłych trudności z każdej strony jeszcze przed przemianą niż tej Yennefer, która pomimo wiecznie młodego wyglądu ma w rzeczywistości ponad 70 lat i zdążyła już naprawdę sporo przeżyć. Rozumiem przy tym Chalotrę, która jest przecież dwa lata starsza ode mnie. Daleko mi do bycia aktorką, ale z poziomu czysto ludzkiego domyślam się, że postawionemu przed nią zadaniu było naprawdę ciężko sprostać. Może w kolejnych sezonach pokaże jakiś pazur?

Anya Chalotra jako czarodziejka Yennefer na planie serialu 'Wiedźmin'Anya Chalotra jako czarodziejka Yennefer na planie serialu 'Wiedźmin' Netflix

Justyna: No i nie zapominajmy o wątku damskiej golizny. Często czytałam o tym, że recenzentom przeszkadzają "gołe baby", które pojawiają się już w pierwszych scenach pierwszego odcinka. Geralt trafia do wieży maga Stregobora i faktycznie, pełno tam nagich pań. Niemniej ich golizna jest tutaj konieczna choćby ze względu zachowania wierności literackiemu pierwowzorowi. Tak było w opowiadaniu. A co do Stregobora, to trzeba dodać, że przecież on chowa się w tej wieży przed szukającą zemsty księżniczką Renfri, której faktycznie zrujnował życie, bo się urodziła w kiepskim momencie. Ale uczciwie przypomnijmy, że podobną orgię - tym razem z udziałem prawdziwych, lecz omamionych zaklęciem ludzi, robi sobie sama Yennefer - bo może i nikt jej nie powstrzyma. Takiej orgii w opowiadaniach nie było. Chalotra może niepotrzebnie była naga w scenie, w której próbowała uwięzić dżina w swoim ciele. Idąc tym samym tropem mogłabym stwierdzić, że w takim razie Henry Cavill za rzadko pojawia się tam bez koszulki. Z drugiej strony - wieść niesie, że do takich sekwencji musiał się odwodnić i nie pił nawet cztery dni. To czyste szaleństwo!

Geralt w trakcie kąpieli, do której dołączyła YenneferGeralt w trakcie kąpieli, do której dołączyła Yennefer Netflix

Marta: Stereotyp jest taki, że w powieściach fantasy oprócz smoków musi być "goła baba", bo czytają je głównie młodzi mężczyźni. Więc nikt nie powinien być zaskoczony tym, że w serialu takie "gołe baby" są - pytanie, jak Hissrich udaje się to uzasadnić, bo nagość miała być pokazana tylko wtedy, kiedy będzie to potrzebne. Tymczasem, jak mi się wydaje, tak całkowicie uzasadniona nagość jest w scenach seksu głównych bohaterów i tyle.

Magda: Ja do nagości w "Wiedźminie" nie mam szczególnych uwag - myślę, że to w jakiś sposób pokazuje wyzwolenie, bo jeśli kobieta chce z jakiegokolwiek powodu być naga, to się rozbiera i tyle. Nie dlatego, że musi, ale ma na to ochotę.

Justyna: Być może Hissrich próbowała dorównać "Grze o tron", która golizną płynęła. 

Maja: Ale jak dla mnie "Wiedźmin" jednak wcale tą golizną nie płynie i nie ma tego aż tak dużo, żeby się nad tym jakoś szczególnie rozwodzić. Zaskoczyła mnie właśnie dlatego opinia recenzentki z Atlantica, która stwierdziła, że "Wiedźmin" stoi "cyckami i smokami" i jeszcze się z tego cieszy. Ja tego kompletnie tam nie widzę - ten serial na ogół jest według mnie naprawdę daleki od "Gry o tron" pod wieloma względami, i to bardzo dobrze. 

Justyna: Jedną z silniejszych bohaterek w tym serialu jest też królowa Calanthe. To postać jeszcze bardziej uparta i przekonana o swojej racji niż wielu mężczyzn w jej pozycji, ale to właśnie dlatego, że musi tej pozycji bronić. A jest w tym całym świecie wyjątkiem, bo oprócz królowej Eithne z niedostępnego dla mężczyzn Brokilonu są sami królowie. W "Wiedźminie" ważniejsze są właśnie takie wyjątki - i one faktycznie w jakiś sposób potwierdzają regułę.

Magda: Calanthe też została pokazano skrótowo, ale rozumiem, że w zaledwie ośmiu odcinkach nie było czasu na rozwodzenie się nad każdą postacią. Podobało mi się, że w tym, że Calanthe walczyła i rządziła, nie było żadnego zdziwienia. Królowa, która nie boi się ubrudzić rąk? Normalne.

Jodhi May jako królowa Calanthe i Henry Cavill jako Geralt z Rivii w serialu 'Wiedźmin'Jodhi May jako królowa Calanthe i Henry Cavill jako Geralt z Rivii w serialu 'Wiedźmin' Netflix / Katalin Vermes

Marta: Nawiązanie do prawdziwego świata widać było w scenie z Yennefer w karocy. Tam towarzysząca jej królowa mówi, że jest dla swojego męża tylko łonem; to jest mimo wszystko bliskie postrzeganiu kobiet dominującemu w średniowieczu (w którym NIE rozgrywa się akcja "Wiedźmina, jak uważali niektórzy) czy w wielu innych pozycjach fantasy. 

Justyna: Mechanizm instrumentalnego traktowania kobiet jest w tym świecie tym bardziej realny, że chwilę po tej kwestii okazuje się, że król faktycznie zlecił morderstwo żony, która zamiast synów rodzi mu tylko córki. Więcej o tym, jak "słabo" być kobietą w tym uniwersum, mówi Yennefer nad zwłokami zamordowanej także córeczki pary królewskiej. Nawet czarodziejka ma tam pod górkę - tylko z innych powodów niż reszta pań.

Magda: To rzeczywiście był mocny wątek i dobrze zrobione sceny.

Maja: Z tym serialem jest tak, że z męskich postaci z marszu pamiętam dwie: Geralta i Jaskra; a z kobiet oprócz Yennefer i Ciri od razu przychodzą mi do głowy Calanthe, Fringilla, Renfri, Tissaia... Nawet Visenna, matka Geralta, która jest na ekranie przecież przez minutę czy dwie, a i tak zdecydowanie zapada w pamięć. Jest też Triss, która według wielu osób służy w tej ekranizacji pojawia się ze względu na miłośników gier. Całkiem bawi mnie wielki spór wokół jej wyglądu - Sapkowski sam przecież napisał, że Triss miała kasztanowe włosy etc., tymczasem wszyscy się oburzyli, że nie jest ruda, bo tak ją zapamiętali z gier. Mamy tutaj ze strony Hissrich i reszty twórców pewien pokaz wierności opisom samego mistrza. Co prawda Triss jako postać w tym serialu piorunującego wrażenia nie robi - i tu przychylę się chyba do teorii o fan service, bo odnoszę wrażenie, że Triss jest tam tylko po to, żeby być.

Magda: Z pewnością wiele postaci kobiecych jest wartych rozbudowania. Tissaia czy Visenna - aż chce się poznać ich przeszłość, doświadczenia, motywy.

Marta: Trzeba też powiedzieć o Ciri, bo dla mnie na przykład to jest problematyczna postać. Freya Allan gra ją bardzo dobrze - zadziwiająco dojrzale, ale w sumie nie ma za wiele do grania, tylko idzie i krzyczy, idzie i krzyczy. 

Freya Allan jako księżniczka Ciri na planie serialu 'Wiedźmin'Freya Allan jako księżniczka Ciri na planie serialu 'Wiedźmin' Netflix

Justyna: Ale ona musi "iść i krzyczeć", bo jest jeszcze dzieckiem, które nie zna prawdziwego życia, a ono ją już niedługo dopadnie. To dopiero zaczątek tej zadziornej Ciri, która o siebie walczy i o której wiedzą czytelnicy, a o której pewnie nie wiedzą ci, którzy nie czytali sagi czy nie grali w gry.

Magda: Mnie się podoba, że pokazano wielką moc drzemiącą w Ciri, z której ona sobie jeszcze nie zdaje sprawy. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie nie będzie tylko, jak to powiedziała Marta, iść i krzyczeć.

Marta: Freya odwaliła kawał dobrej roboty, bo w tych scenach, w których jednak ma coś do powiedzenia, genialnie oddaje trudne emocje, z którymi młodziutka Ciri musi się nagle zmierzyć. Pomimo tego, że aktorka ma 18 lat, świetnie gra dziecko i jest w tym przekonująca.

Justyna: Podobał mi się ten moment, w którym dochodzi do wniosku, że od tej pory przestaje przepraszać za to, co robiła jej babka Calanthe i beszta swojego kompana za to, że ciągle wytyka jej politykę i wydarzenia, z którymi nie miała nic wspólnego. Fajna, definiująca rodzącą się pewność siebie scena.

Marta: Dodajmy, że do tego momentu doprowadziło ją spotkanie z pewną kobietą w obozie dla uchodźców z Cintry, w którym wszyscy na jej babkę psioczyli. Wdowa po kuśnierzu zaopiekowała się Ciri z matczynym uczuciem, ale sama nie była kryształową postacią - okazała się rasistką, fatalnie traktowała swojego służącego tylko dlatego, że nie był człowiekiem.  

Justyna: Przy okazji chciałam też wspomnieć o jeszcze jednej kobiecej postaci, która pojawia się dopiero na sam koniec. Zola, którą gra Anna-Louise Plowman, wypełnia w życiu Ciri brakującą jej figurę matki. To opiekuńcza i ciepła kobieta, która oferuje jej pomoc, bo widzi, że dziewczynka błąka się sama po niebezpiecznej okolicy. To silna kobieta, która decyduje się przygarnąć obcą dziewczynkę - bo zawsze chciała mieć córkę. Spełnia się w tej roli i to dobrze tam widać. To dzięki niej dochodzi do najważniejszego spotkania w całym pierwszym sezonie, to też symboliczne. Pokazuje, że każda forma kobiecości jest ważna i potrzebna.  

Zobacz: Freya Allan: Życie moje i Ciri w pewnym momencie zbiegło się w jedno [WYWIAD]