Świetny film, Greta, ale tobie podziękujemy. Dlaczego kobiety nie mogą się przebić w Akademii Filmowej? [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]

W tym roku Amerykańska Akademia Filmowa poczyniła pewien postęp, jeśli chodzi o dywersyfikację grona wyróżnionych: w kategoriach nieaktorskich nominowała do Oscarów łącznie 56 kobiet, co daje rezultat o pięć punktów procentowych wyższy niż rok temu. To jednak zaledwie kropla w ogromnym morzu.
Zobacz wideo

Czytasz artykuł związany z cyklem "Ósmy dzień miesiąca". Począwszy od Dnia Kobiet 2019, co miesiąc publikujemy teksty dotyczące równouprawnienia płci i walki ze stereotypami. Wszystkie "Ósme dni miesiąca" znajdziesz tutaj.

Kiedy ogłoszono nominacje do Oscarów 2020, w sieci zawrzało. Trzeci rok z rzędu kandydatami w kategorii najlepsza reżyseria zostali wyłącznie mężczyźni. Internauci byli szczególnie zawiedzeni zignorowaniem Grety Gerwig. Jej film "Małe kobietki" otrzymał cztery nominacje (w tym dla najlepszego filmu), a jednak sama reżyserka nie zasłużyła według członków Akademii na wyróżnienie. Inni wypominali komisji oscarowej spuszczenie zasłony milczenia nad takimi docenionymi przez publiczność produkcjami jak m.in. "Ślicznotki" Lorene Scafarii, "Kłamstewko" Lulu Wang, "Portret kobiety w ogniu" Celine Sciammy i "Kraina lodu 2", którego współreżyserką była Jennifer Lee.

To nie pierwszy, i z pewnością nie ostatni raz, gdy oscarowe kino tworzone przez kobiety w oczach jury przegrywa już na starcie - albo w ogóle się z tymi oczami nie spotyka. A do ostatniego razu jeszcze długa droga...

Prawie sto lat, tylko jedna kobieta

Od 1929 roku i pierwszej gali rozdania Oscarów nominację do nagrody w kategorii najlepsza reżyseria zdobyło jedynie pięć kobiet. Po raz pierwszy wydarzyło się to w 1976 roku - przełomu dokonała wtedy Lina Wertmüller, która wyreżyserowała film "Seven Beauties". Przegrała jednak z reżyserem "Rocky'ego", Johnem G. Avildsenem. 

Musiało minąć 17 lat, zanim kolejna reżyserka dostąpiła zaszczytu bycia nominowaną. W 1993 roku nominację zdobyła Jane Campion za "Fortepian", ale Oscara wygrał Steven Spielberg dzięki "Liście Schindlera". A potem kolejna, tym razem dziesięcioletnia przerwa. Ukróciła ją Sofia Coppola z doskonałym "Między słowami". Zwyciężył jednak Peter Jackson za trzecią część "Władcy Pierścieni", czyli "Powrót króla". 

Szerokim echem odbiły się Oscary w 2009 roku. Wtedy Kathryn Bigelow, reżyserka "The Hurt Locker", nie tylko została nominowana za najlepszą reżyserię, lecz także otrzymała nagrodę w tej kategorii. Pokonała wtedy Jamesa Camerona nominowanego za "Avatara", najbardziej kasowy film w historii aż do 2019 roku, Lee Danielsa ("Precious"), Jasona Reitmana ("Up in the Air") i Quentina Tarantino ("Bękarty wojny"). Od tamtej pory kobietę nominowano jeszcze tylko raz, w 2017 roku - była to Greta Gerwig, reżyserka "Lady Bird". W blisko stuletniej historii Akademii Bigelow jest zatem jedyną kobietą z Oscarem za najlepszą reżyserię.

"Hollywood zdaje się mieć tego po uszy. W tej kwestii nic się nie zmieniło"

Yola Czaderska-Hayek, członkini Hollywood Foreign Press Association, która przyznaje Złote Globy, w rozmowie z Gazeta.pl zgodziła się z opinią, że Gerwig powinna otrzymać nominację za reżyserię "Małych kobietek". Dodała przy tym:

W biznesie filmowym walczy się o różnorodność etniczną, ale też o kobiety - są demonstracje, wiece… Tymczasem wyszło na zero. Hollywood zdaje się mieć tego po uszy. Akurat pod tym względem jest tak, jak było

Propozycji i wizji co do tego, co musiałoby się wydarzyć w Akademii, żeby osiągnąć zadowalającą ogół różnorodność, jest wiele. Cytowana przez Deadline Julie Burton, prezeska Women's Media Center, podkreśla, że dopóki w liczbie głosujących członków Akademii nie będzie uwzględniona "masa krytyczna kobiet i osób kolorowych we wszystkich kategoriach nieaktorskich", trudno wyobrazić sobie równość reprezentacji w nominacjach do Oscara.

Zobacz też: Oscary 2020. Yola Czaderska-Hayek o nagrodzie dla "Bożego Ciała": Trzeba mieć nadzieję [WYWIAD] >>

Tymczasem dostanie się do Akademii nie należy do łatwych zadań. "Time" punktuje, że zgodnie z informacjami podawanymi na stronie organizacji, członkowie muszą mieć na swoim koncie co najmniej dwa filmy, z których minimum jeden miał premierę w kinach w ciągu ostatnich 10 lat. Ich produkcjom musi też być przypisany "kaliber, który w opinii komitetu wykonawczego odzwierciedla wysokie standardy Akademii".

Reżyser, który w swoim dorobku ma tylko jeden film, również może się kwalifikować, jeżeli jego film otrzymał nominacje do Oscara w kategoriach: najlepszy film, najlepsza reżyseria lub najlepszy film międzynarodowy. Komitet wykonawczy może też zdecydować się na zrobienie wyjątku na podstawie "szczególnych zasług" - nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie przebiega taki proces. 

Jak najbardziej zrozumiałe jest, że do Akademii nie może ot tak wskoczyć każdy filmowiec - prestiż to w końcu podstawa całej instytucji Oscarów. Jednocześnie trudno nie podkreślić, że niektórym i tak jest łatwiej o miejsce niż innym. "Time" powołuje się na raport Annenberg Institute, z którego możemy się dowiedzieć, że kobiety wyreżyserowały zaledwie cztery procent spośród 1200 najlepszych filmów w latach 2007-2018. Spośród tych reżyserek tylko 17,4 procent miało możliwość wyreżyserowania innego filmu poza debiutem fabularnym (13 procent wyreżyserowało drugi, 2,2 procent trzeci i 2,2 procent czwarty). Dla kontrastu: spośród mężczyzn, którzy nakręcili najlepszy film w ostatnim dziesięcioleciu, aż 45,7 procent nakręciło więcej filmów po debiucie fabularnym (21 procent drugi film, 13,1 procent - trzeci, 6,2 procent - czwarty i 5,5 procent - piąty i więcej).

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź należy do kategorii zwięzłych: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.

"Błędne koło, z którego wyrwać udaje się tylko nielicznym reżyserkom"

Maja Szydłowska, jedna z organizatorek wydarzenia HER Docs, pierwszego polskiego festiwalu filmów dokumentalnych reżyserowanych przez kobiety, wspomina w rozmowie z Gazeta.pl, że robienie filmów, szczególnie oscarowych, to bardzo drogi sport. Duże produkcje wymagają ogromnych nakładów finansowych choćby na nowe technologie. Szydłowska podkreśla:

Kobiety mają po prostu nieporównywalnie mniejszy dostęp do takich budżetów. Duże domy produkcyjne nie chcą podjąć ryzyka i oddać budżetu w wysokości przykładowo 159 mln dolarów (tyle kosztował "Irlandczyk") w ręce “niedoświadczonej” osoby. Dlaczego nie chcą jej zaufać? Bo jeszcze nigdy nie zarządzała takim budżetem. A dlaczego nie zarządzała? Bo nie miała odpowiedniego doświadczenia i nikt jej nie zaufał. Tak tworzy się błędne koło, z którego wyrwać udaje się tylko nielicznym reżyserkom

Zwraca przy tym uwagę, że dobrą, ale i jednocześnie gorzką ilustrację tego stanu rzeczy stanowi sytuacja kobiet w ich polu ekspertyzy, czyli w kinie dokumentalnym. - Statystyki teoretycznie wyglądają dużo lepiej. Niestety jednak nie do końca jest tu się czym chwalić - mówi Szydłowska. - Większy odsetek kobiet stających za kamerą nie wynika bowiem z faktu, jakoby branża dokumentalna była bardziej otwarta, świadoma nierówności i gotowa z nimi walczyć.

Powód jest bardzo prosty - budżety filmów dokumentalnych są nieporównywalnie mniejsze niż budżety filmów akcji czy, tak nadal uwielbianych przez publiczność, filmów wojennych. Efektem tego zjawiska jest dużo większa obecność kobiet wśród twórców filmów nominowanych w kategorii najlepszy film dokumentalny.

Zobacz też: HER Docs Film Festival już w marcu w Warszawie. "Czas skończyć ze stereotypem, że branża filmowa jest domeną mężczyzn" >>

Na kobiecym rewirze nie jest hiperkolorowo

Kolorowo nie ma zatem nikt - ani reżyserki, ani kobiety działające w innych dziedzinach filmu. Yola Czaderska-Hayek powiedziała Gazeta.pl, że jeśli chodzi np. o zdjęcia, zna "popularną opinię, dlaczego kobiety-operatorki filmowe nie są pożądane". Wynika to z kolejnej odmiany stereotypu, że kobieta po prostu sobie nie poradzi, bo "operatorzy mają bowiem dosyć specyficzny, wulgarny język i sposób bycia, którego u większości z nas trudno szukać". Czaderska-Hayek sama dodaje, że "to oczywiście stereotyp, ale jest w tym ziarno prawdy".

Jasne, że należy się cieszyć, że Akademia w tym roku zdecydowała się nominować do Oscarów 56 kobiet w kategoriach nieaktorskich, czyli o pięć punktów procentowych więcej niż rok temu. Jasne, że należy się cieszyć, że w przypadku ośmiu z dziewięciu filmów nominowanych w kategorii najlepszy film pracowała przy nich co najmniej jedna producentka. Jasne, że - jak przypomina w rozmowie z Gazeta.pl Maja Szydłowska z HER Docs - wpływ inicjatyw takich, jak Time's Up i #MeToo na nastroje w Hollywood i nie tylko jest widoczny gołym okiem. 

To wszystko jednak krople w morzu, jeśli idzie o procentowy podział zwycięzców i zwyciężczyń nagrody dla najlepszego reżysera czy skład głosujących członków Akademii. Pamiętajmy niemniej, że to znaczące krople. Kto wie, może w nowej dekadzie doczekamy się konkretnego przetasowania?

92. gala rozdania Oscarów - kiedy i gdzie oglądać?

Przypominamy, że gala rozdania Oscarów odbędzie się w nocy z 9 na 10 lutego o godz. 2 w nocy czasu polskiego. Będzie transmitowana w telewizji w 225 krajach całego świata, w Polsce - wyłącznie na antenie Canal Plus. Na Gazeta.pl będziemy prowadzić specjalną relację na żywo z Oscarów. Zapraszamy!