Oscary 2020. Na gali nie zabrakło polityki. Reżyserka "American Factory" cytowała "Manifest komunistyczny"

Imprezy takie jak gala rozdania Oscarów są dla osób związanych ze światem filmu świetną okazją, by zaprezentować się od innej strony i zwrócić się do oglądających z politycznym przekazem. W tym roku wrzawę w prawicowych amerykańskich mediach spowodowała Julia Reichert, reżyserka dokumentu "American Factory", która odwołała się w swojej przemowie do "Manifestu komunistycznego" Marksa i Engelsa.
Zobacz wideo

Kiedy na styczniowych Złotych Globach Ricky Gervais domagał się, żeby "nikt nie politykował" przy odbieraniu nagród, spotkał się do pewnego (choć niedużego) stopnia z posłuchem. Podczas Oscarów prowadzącego po raz kolejny zabrakło - i nikt nie nałożył na przemawiających żadnych okołopolitycznych ograniczeń, z czego część zwycięzców ochoczo skorzystała. Na pierwszy ogień poszedł Brad Pitt, który poruszył wątek niedawnego impeachmentu Donalda Trumpa.

Zobacz też: Oscary 2020. "Irlandczyk" i "Joker" wielkimi przegranymi tegorocznej gali. A nominacji miały najwięcej >>

Brad Pitt o impeachmencie Trumpa: To był bardzo smutny dzień

Brad Pitt, zdobywca tytułu najlepszego aktora w roli drugoplanowej za występ w "Pewnego razu w... Hollywood" Quentina Tarantino, oznajmił ze sceny:

Powiedzieli mi, że mam tu tylko 45 sekund. To o 45 sekund więcej niż Senat dał Johnowi Boltonowi w tym tygodniu.

To odwołanie do wydarzeń, które wstrząsnęły amerykańską opinią publiczną pod koniec stycznia. Wtedy też "New York Times" dotarł do części nieopublikowanej książki byłego doradcy prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona. W książce miał opisać, że po telefonicznej rozmowie z Wołodymyrem Zełenskim prezydent USA powiedział, że zamierza wstrzymywać amerykańską pomoc wojskową dla Ukrainy, dopóki władze w Kijowie nie rozpoczną śledztwa w sprawie syna jego politycznego przeciwnika, Joe Bidena.

John Bolton odmówił złożenia zeznań przed Izbą Reprezentantów, jednak nie wykluczał, że będzie zeznawał przed Senatem. Izba ta jednak jest kontrolowana przez wspierających Trumpa Republikanów, dlatego też żadni świadkowie nie zeznawali w procesie prezydenta USA. W ubiegłą środę Senat uznał, że Donald Trump nie jest winien nadużycia władzy. Brad Pitt za kulisami gali oscarowej powiedział o tym:

Byłem w zeszłym tygodniu niesamowicie rozczarowany. [Środa] to był bardzo smutny dzień. Uważam, że nie powinniśmy pozwolić, by to uszło na sucho. Mówię o tym bardzo poważnie.

Joaquin Phoenix: Wydaje nam się, że mamy prawo sztucznie zapładniać krowy, a potem wykradać ich dzieci

Kolejnym aktorem, który wykorzystał do wyższych celów kilka chwil skupionej na sobie uwagi podczas ceremonii, był Joaquin Phoenix, zwycięzca w kategorii najlepszy aktor za główną rolę w "Jokerze" Todda Phillipsa. Aktor odwołał się do m.in. "walki o niesprawiedliwość", która oznacza "walkę z ideą, że jeden naród, jedna rasa, jedna płeć, jeden gatunek mają prawo bezkarnie dominować, wykorzystywać i kontrolować wszystkich innych". 

Phoenix, który jest weganinem, poświęcił sporą część przemowy środowisku naturalnemu. W ramach wojny wypowiedzianej "szybkiej modzie" i wpływowi branży odzieżowej na środowisko aktor zaprezentował się na gali w garniturze, który wybrał również na kilka wcześniejszych imprez. Ze sceny mówił m.in.:

Myślę, że bardzo się odłączyliśmy od świata przyrody. Wielu z nas ma na sumieniu przekonanie, że jesteśmy centrum wszechświata. Wchodzimy z butami w środowisko naturalne i plądrujemy jego zasoby. Wydaje nam się, że mamy prawo sztucznie zapładniać krowy, a potem wykradać ich dzieci, chociaż krzyków matki nie da się pomylić z czymkolwiek innym. Następnie zabieramy matkom mleko przeznaczone dla cieląt i dodajemy je do kawki czy płatków śniadaniowych.

Przemowę aktora pochwaliła m.in. PETA. Na twitterowym profilu organizacji pojawił się obrazek z podpisem:

Tak wygląda prawdziwy sojusznik zwierząt.

Zobacz więcej: Oscary 2020. Joaquin Phoenix w emocjonalnej przemowie o krowach, człowieczeństwie i zmarłym bracie >>

Julia Reichert: Ludziom pracującym z każdym dniem jest coraz trudniej

Nagrodę dla najlepszego filmu dokumentalnego otrzymała "American Factory", produkcja Netfliksa wyreżyserowana przez Julię Reichert i Stevena Bognara. Film jest pierwszym owocem połączenia sił streamingowego giganta z firmą Higher Ground Productions. Jej właścicielami są Michelle i Barack Obama. "American Factory" prezentuje historię chińskiej firmy, z wielkimi nadziejami ponownie otwierającej podupadłą fabrykę w USA. Na miejscu dochodzi do konfliktu kultur, który przerywa amerykański sen. 

Julia Reichert, która obecnie walczy ze śmiertelną chorobą nowotworową, przy odbiorze złotej statuetki powiedziała:

Ludziom pracującym z każdym dniem jest coraz trudniej. (...) Nasz film jest z Ohio i z Chin. Ale mógłby zostać zrobiony gdziekolwiek, gdzie ludzie zakładają kombinezony, odbijają się przy wejściu do pracy i walczą o lepszy byt. Głęboko wierzymy, że ta sytuacja zmieni się na lepsze, kiedy ludzie pracujący całego świata się połączą.

Portal The Washington Times jako pierwszy spośród amerykańskich prawicowych mediów dopatrzył się uderzającego podobieństwa słów reżyserki do fragmentu "Manifestu komunistycznego" Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. "Manifest" kończy bowiem zdanie:

Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Wypowiedź Reichert spotkała się z mieszanym przyjęciem - na Twitterze nie brakuje pochwał od wielu użytkowników, ale można przeczytać tam równie wiele krytycznych głosów. Michael Knowles z portalu DailyWire pytał:

Czy Obamom należą się brawa za to, że twórczyni ich filmu cytuje "Manifest komunistyczny"?

Dziennikarz Jordan Schachtel pisał z kolei:

100 milionów ofiar komunizmu chciałoby dodać coś od siebie.