Oscary 2020. Allan Starski: Poprzez główną nagrodę dla "Parasite" Akademia stała się bardziej "nasza"

W rozmowie z Gazeta.pl Allan Starski, nagrodzony Oscarem scenograf i członek Amerykańskiej Akademii Filmowej, tuż po rozdaniu wyróżnień wyraził wielki optymizm. Laureat nagrody za scenografię do "Listy Schindlera" jest przekonany, że przyznając główne wyróżnienia południowokoreańskiemu "Parasite", Akademia otworzyła się na świat - i zbliżyła się również do Polski.
Zobacz wideo

Maja Piskadło: Jesteśmy tuż po wielkich wydarzeniach dzisiejszej nocy, emocje powoli opadają... Jak w Pana oczach wypada ostateczny werdykt Akademii?

Bardzo, bardzo się cieszę z wyboru Akademii za scenografię "Pewnego razu w... Hollywood", bo sam zresztą na ten film głosowałem. Podobnie zresztą też dotyczy to głównych aktorów. Myślę, że "Parasite" jest filmem wspaniałym, świetnym, interesującym i spodziewałem się, że - niestety, a właściwie w jakimś sensie dla nas, Polaków, niestety - wygra w kategorii najlepszy film zagraniczny.

Natomiast to, że wygrał jako najlepszy film, najlepszy scenariusz i zgarnął w zasadzie najważniejszą pulę Oscarów, jest niewątpliwie dla mnie dużym zaskoczeniem, chociaż przyjmuję to z olbrzymim optymizmem, ponieważ jako członek Akademii, który nie jest Amerykaninem, odnoszę wrażenie, że to jest dla nas olbrzymia zmiana samego znaczenia Amerykańskiej Akademii Filmowej. Stała się ona akademią nie tylko filmów amerykańskich, ale faktycznie wybiera od teraz najlepszy film globalny. Te filmy zagraniczne zawsze były troszkę na uboczu głównego konkursu, były zawsze pewnym dodatkiem. Najpierw znajdowały się w kategorii najlepszy film zagraniczny, potem nieangielskojęzyczny, a w momencie, kiedy "Parasite" zdobył głównego Oscara, ta Akademia stała się taka bardziej nasza. 

Czyli Akademia idzie dobrą drogą.

Takie właśnie mam poczucie. Muszę też powiedzieć, że, oczywiście w dużo mniejszym stopniu, ale kiedy ja dostałem Oscara za scenografię, moi koledzy - scenografowie amerykańscy - mówili mi, że jest to pewne przełamanie standardów Akademii. Na ogół nagrody dostawali właśnie scenografowie amerykańscy, bo pracowali w amerykańskich studiach, a ja robiłem scenografię w Polsce i dostałem za nią Oscara. Tymczasem tutaj mamy nagrodę główną, nagrodę za scenariusz... Akademia ewidentnie ewoluuje w dobrym kierunku.

Jakie wrażenia wyniósł Pan z samej gali? Brak prowadzącego służy Oscarom?

Było kilka naprawdę wspaniałych momentów podczas gali, wspaniałych przemówień... Gala nabrała naprawdę dużego wdzięku i oglądało się ją z sympatią, nawet pomimo braku prowadzącego. Oczywiście ta ceremonia każdorazowo jest bardzo długa i przez to jest niełatwa do odebrania w całości - na pewno ciekawsze są później fragmenty, które oglądamy. Ale to, że nie było prowadzącego, szczerze powiedziawszy, w pewnym sensie mi odpowiada. Zauważyłem to już na Złotych Globach, że prowadzący za wszelką cenę chcieli skupić uwagę na sobie. Naturalnie to byli na ogół wspaniali standuperzy, bardzo odważni i często kontrowersyjni, ale uważam, że to jest święto nas, filmowców i niech tak pozostanie.

W takim razie które przemówienie porwało pana najmocniej?

Na pewno Brada Pitta. Wspaniałe, optymistyczne przemówienie, z fajnym politycznym akcentem - wszystkiego po trochu, ale wszystko było dobre.

Jak na tle całego zamieszania wypada "Boże Ciało"? Mamy się z czego cieszyć?

Muszę to powiedzieć, żeby było jasne - "Boże Ciało" odniosło olbrzymi sukces. Zaistniało w tak silnej, tak mocnej konkurencji... Myślę, że ta cała kampania była udana, Los Angeles poznało naszych twórców - musimy na to patrzeć z dużą dozą optymizmu i z satysfakcją. 

A więc, mówiąc krotko, przyszłość maluje się dla nas kolorowo. 

Dokładnie tak. I niech polskie kino nadal będzie tak rozpoznawalne i dobrze oceniane na świecie, jak teraz.