Rany Julek! "W lesie dziś nie zaśnie nikt" to naprawdę spoko film [RECENZJA]

Pierwszy polski slasher - tak był zapowiadany film "W lesie dziś nie zaśnie nikt". Moja redakcyjna koleżanka odmówiła pójścia na pokaz przedpremierowy, bo boi się horrorów. Niech żałuje, bo ja świetnie bawiłam się na tej produkcji z Julią Wieniawą. A od dziś można ją zobaczyć w serwisie Netflix.
Zobacz wideo „W lesie dziś nie zaśnie nikt” z Julią Wieniawą - zwiastun

"W lesie dziś nie zaśnie nikt" to film Bartosza M. Kowalskiego, który ma na koncie kontrowersyjny "Plac zabaw". Tym razem wyreżyserował nie dramat, a horror, w którym nie brakuje krwi i flaków. Tak, slashery mają to do siebie, że od początku wszyscy wiemy o tym, że prawie wszyscy bohaterowie zginą. Zagadką jest tylko to, w jaki sposób i czy komuś uda się przeżyć do ostatniej minuty.

"W lesie dziś nie zaśnie nikt" jest pełen schematów. I dobrze!

Kowalski przyznaje, że jest fanem slasherów i wychował się na tym gatunku filmowym, i to widać. Pełno w tej produkcji schematów: jest tu grupka młodych atrakcyjnych ludzi, którzy trafiają do lasu i po kolei giną. Reżyser i współscenarzysta w jednej osobie bawi się jednak tymi motywami i od razu można wyczuć, że wie, po co po nie sięga, dodając do tego humor. Rewelacyjny jest choćby monolog jednego z bohaterów, który próbując przekonać resztę, by wracać z głuszy do obozu, wylicza, jakie są podstawowe błędy popełniane przez bohaterów horrorów. "Po pierwsze, jeśli uprawiasz seks, zginiesz. Po drugie, jeśli jesteś nieatrakcyjny, zginiesz" itp.

We "W lesie dziś nie zaśnie nikt" kilkoro nastolatków trafia na obóz offline, gdzie bez tabletów i komórek muszą przetrwać kilka dni w lesie, będąc pod opieką dorosłej osoby. Wśród nich jest wycofana Zosia, którą przekonująco gra Julia Wieniawa. Ostatnio miała także małą rólkę u Jana Komasy. W filmie "Sala samobójców. Hejter" wcieliła się w celebrytkę - aż przesadnie uśmiechniętą influencerkę, promującą zdrowy styl życia. To dwie bardzo różne role, ale w obu aktorka wypadła dobrze.

W slasherze Kowalskiego świetni są też Wojciech Mecwaldowski, bardzo charakterystyczny jako organizator obozu, oraz zaskakujący Piotr Cyrwus w roli księdza. Dla mnie jednak prawdziwym odkryciem jest Michał Lupa - filmowy Julek. 

 

Rany Julek!

Aktor grał już m.in. w "Ataku paniki" Pawła Maślony, ale ja widziałam go na ekranie po raz pierwszy. Lupa wcielił się w Julka, którego zaniepokojeni jego częstym graniem na komputerze rodzice wysyłają na obóz, nie rozumiejąc zupełnie, czym jest e-sport. Aktor kradnie każdą scenę, w której się pojawia - nie da się nie kibicować mu, żeby przeżył. Czy mu się to uda? Można już zobaczyć w Netfliksie. "W lesie dziś nie zaśnie nikt" - podobnie jak wiele innych światowych produkcji w ostatnim czasie - nie trafił do kin, będzie można oglądać go od razu na VOD.

Paradoksalnie, nie musi to działać na niekorzyść filmu, bo pewne niedociągnięcia momentami widać w kwestii "efektów specjalnych". O ile w niektórych makabrycznych scenach charakteryzatorzy i specjaliści od rekwizytów wykonali kawał dobrej roboty, to w kilku zabrakło realizmu. Tu mniejszy ekran będzie sprzymierzeńcem twórców.

"W lesie dziś nie zaśnie nikt" to naprawdę solidna rozrywka. Bohaterów da się lubić i trzyma się za nich kciuki. Kilka razy można podczas seansu podskoczyć ze strachu, zaśmiać się, są też zaskoczenia. To dobra propozycja choćby na wspólne oglądanie podczas netflix party.