Ilona Łepkowska: Nie można robić filmu o Zenku, brzydząc się disco polo. To głupota!

Ilona Łepkowska udzieliła Plejadzie wywiadu, w którym gruntownie krytykuje wyprodukowany przez TVP film biograficzny Zenona Martyniuka. "Konsultowano ze mną ten scenariusz, ale nikt nie chciał mnie słuchać" - zdradziła i dodała, że jej zdaniem ten film nie trzyma się kupy. Dodaje, że wolałaby by jej nazwisko zniknęło z napisów końcowych, bo to "film dla nikogo".
Zobacz wideo

Filmowa biografia Zenona Martyniuka od TVP miała być największym kinowym hitem tego roku, a prezes Kurski zapewniał na premierze, że to pierwszy tak rzetelny film o disco polo. Już w pierwszych recenzjach było widać, że "Zenek" nie wzbudził zachwytu, za to bardzo dużo wątpliwości. Wielu recenzentów nie rozumiało, dlaczego Martyniuka gra dwóch różnych aktorów, dlaczego nie słychać tam prawie żadnej piosenki disco polo i dlaczego pojawiło się tam fikcyjne porwanie syna piosenkarza oraz skąd się wzięły sceny dokręcone w formie produkcji paradokumentalnej. Okazuje się, że Ilona Łepkowska, której nazwisko pojawiło się w napisach końcowych, też ma krytyczną opinię na temat tej produkcji.

Czytaj też: "Zenek" ma dramatyczne recenzje. TVP chwali się sukcesem filmu i pokazuje tendencyjny wykres

Łepkowska o "Zenku": Wykorzystano moje nazwisko, bo Kurski ceni moje zdanie

Ilona Łepkowska udzieliła serwisowi Plejada wywiadu, w którym opowiedziała, jak wyglądał jej udział w produkcji filmu "Zenek". Scenarzystka uważa, że została zaproszona do udziału, bo dzięki temu wzrosły szanse na realizację projektu:

Nie mam do nikogo żalu, ale kolejny raz poczułam, że w jakiś sposób mnie użyto. Wiadomo, że Kurski ceni moje zdanie. W związku z tym jego przekonanie, że sprawuję pieczę nad tym filmem i jestem zaangażowana w jego powstawanie, zwiększało szansę na realizację tego projektu.

Podkreśliła: Co zabawne, prezes Kurski myślał, że ja cały czas jestem w to zaangażowana. Napisał mi nawet, że był zdziwiony, że nie przychodziłam na przeglądy nagranych materiałów i projekcje wersji montażowych. Odpisałam mu, że nikt mnie o nich nie informował - informuje scenarzystka.

Czytaj też: "Zenek". Kurski chwali, że to pierwszy rzetelny film o disco polo. Recenzje? Miażdżące: "Napuszona papka"

Łepkowska nie ukrywa, że pomysł na film o Zenonie Martyniuku bardzo jej się spodobał, przeczytała nawet książkę poświęconą piosenkarzowi. Sama nie chciała napisać scenariusza, ale miała pomóc przy jego stworzeniu Marcie Hryniak, żonie reżysera Jana Hryniaka:

Zaproponowałam jakiś początek, ale im się to nie spodobało. Później zasugerowałam im, żeby ramą filmu było fikcyjne porwanie syna Zenka, które uruchomi strumień wspomnień dotyczących jego życia. Ten pomysł został zaakceptowany. Dostałam przed rozpoczęciem zdjęć jakąś wersję scenariusza, a potem już nikt się do mnie nie odezwał.

Z jej relacji wynika, że Marta i Jan Hryniak nie byli zachwyceni tym, co miała im do powiedzenia, nie wprowadzili też zmian, które im zaproponowała i wypaczyli sens jej pierwotnego pomysłu. Film zobaczyła dopiero na premierze:

Nie pokazano mi go wcześniej. No i niestety, nie zastosowano się do moich sugestii. Zmieniono to, na czym miała opierać się konstrukcja filmu. Nie można tak robić. To tak jakby wyburzyć ścianę nośną w domu. Wiadomo, że wszystko się zawali. No i się zawaliło.

Jej zdaniem Marta i Jan Hryniak to bardzo zdolni twórcy, jednak niekoniecznie powinni zajmować się filmem o Zenonie Martyniuku. Wyjawiła, że miała wątpliwości, czy to im należy powierzyć realizację tego projektu głównie dlatego, że obawiała się, że zrobią film inny niż TVP by sobie życzyło. A już w czasie realizacji filmu okazało się, że samo disco polo i Zenon Martyniuk ich nie interesuje:

Okazało się, że reżysera bardziej interesował socjologiczny obraz prowincji polskiej w latach 80. i 90. niż kariera Zenka. W tym filmie prawie nie ma przebojów Martyniuka. Gdy zapytałam kogoś z twórców dlaczego, to usłyszałam, że tego nie da się przecież słuchać. Przepraszam, ale nie można robić filmu o Zenku, brzydząc się disco polo. To głupota!

Podkreśla: Wszyscy fani twórczości Zenka są filmem rozczarowani. Z kolei miłośnicy kina obyczajowego, też nie wyjdą z seansu usatysfakcjonowani. No to dla kogo został zrobiony ten film?

Co zasadniczo pokrywa się z tym, co pisali niemal wszyscy krytycy filmowi po walentynkowej premierze. Legendarna scenarzystka nie rozumie też, dlaczego w roli starszego Zenka obsadzono Krzysztofa Czeczota, który jest doskonałym aktorem, ale poprowadzono go tak, że "właściwie ośmiesza Zenka". Jej zdaniem można było przecież postarzyć wyśmienitego Kubę Zająca. Dobitnie podkreśla:

Ten film pęka w kilku miejscach i jest filmem dla nikogo. "Zenek" nie dobił nawet do miliona widzów – mimo że miał premierę w Walentynki, a to są w kinach zawsze największe żniwa.

Dlatego też wolałaby, by jej nazwisko nie pojawiło się w napisach końcowych.