Efekt "365 dni". Na fali popularności polskiego erotyku użytkownicy Netfliksa oglądają Gaspara Noé

Zack Sharf z portalu IndieWire dopatrzył się na Netfliksie zjawiska, które ochrzcił "efektem '365 dni'". Po wejściu do światowej dystrybucji polski film ma spore wzięcie m.in. w USA, gdzie widzowie ostatnio chętnie sięgają też po inną kontrowersyjną produkcję - "Love" w reżyserii Gaspara Noé z 2015 roku.

Murphy (Karl Glusman) męczy się w związku z Omi (Klara Kristin). Męczy go nawet ich dziecko. Nieoczekiwanie, mężczyzna znajduje odskocznię w niepokojącym telefonie: oto zniknęła Electra (Aomi Muyock), jego wielka życiowa miłość. Wiadomość uruchamia serię retrospekcji i sprawia, że "Love" zmienia się w "500 dni miłości". Jak zauważył Zack Sharf, w ostatnich dniach głośny film Gaspara Noe, w którym ponad połowa scen seksu nie była symulowana, powrócił do łask za sprawą "365 dni" Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa.

Zobacz też: "365 dni" międzynarodową sensacją Netfliksa. Hitem wyzwanie: ludzie nagrywają się podczas sceny seksu >>

Amerykanie mają apetyt na erotykę. "365 dni" i "Love" na topie Netfliksa

"Co się stanie, gdy subskrybenci Netflix w USA oszaleją na punkcie erotyku, który jest mniej więcej odpowiednikiem soft porno? Najwyraźniej będą chcieli więcej" - pisze Zack Sharf dla IndieWire. Dziennikarz wspomina o "efekcie '365 dni'", dzięki któremu polska produkcja po blisko trzech tygodniach od premiery na Netfliksie nadal utrzymuje się w Top 10 najczęściej oglądanych pozycji - 25 czerwca widniała na czwartym miejscu. Do tego niedaleko niej, bo na miejscu szóstym, pokazał się wspomniany film Noe. 

Netflix - Love i 365 dni w TOP 10Netflix - Love i 365 dni w TOP 10 screen

Sharf dodaje, że tuż po premierze "Love", z uwagi na zawarte tam nieocenzurowane sceny seksu, aktorzy musieli wielokrotnie tłumaczyć, jaka jest różnica między pornografią a produkcją, w której wystąpili. Karl Glusman w rozmowie z Variety powiedział:

Jeśli przejrzysz internet i obejrzysz porno, a potem porównasz z filmem, który nakręciliśmy, jest duża różnica. W pornografii (...) nie rozpadają się związki, nie ma kłótni. Aktorzy nie mają w to żadnego wkładu emocjonalnego.

"365 dni". Brytyjska organizacja domaga się usunięcia filmu z Netfliksa

Kontrowersji nie brakuje także wokół "365 dni". Brytyjska organizacja Pro Empower niedawno zaapelowała do Netfliksa m.in. o rozważenie, czy udostępnianie filmu "promującego przemoc seksualną i syndrom sztokholmski" jest odpowiedzialnym posunięciem.

"Gdyby ten film został inaczej zmontowany i przeniesiony z kategorii "romans" do kategorii "horror/thriller", to byłaby całkiem inna sprawa. Tymczasem film wpływa na postrzeganie przez widzów przemocy seksualnej, przymusowej kontroli i toksycznej męskości jako akceptowalnych zjawisk, doprowadzając wręcz do ich normalizacji" - możemy przeczytać w wystosowanym do serwisu liście otwartym. 

Autorzy punktują, że "365 dni", mimo stylizowania go na produkcję romantyczną, jest w rzeczywistości m.in. "reklamą syndromu sztokholmskiego". "Promowanie tego jako historii o miłości i namiętności jest naprawdę obrzydliwe i pomaga szerzyć kulturę gwałtu, z którą w ciągu ostatniej dekady walczą takie ruchy jak #MeToo" - piszą członkowie Pro Empower i dodają: "W idealnej sytuacji film zostałby usunięty z waszej platformy, ale - niestety - zdajemy sobie sprawę, że to mało prawdopodobne".

Czytaj więcej: "365 dni". Powstała petycja, żeby usunąć film z Netfliksa. "Reklamowanie tego jako romans jest obrzydliwe" >>

Zobacz wideo