Pierce Brosnan "nie wie", czy dziś zagrałby u Romana Polańskiego. Tłumaczy się ze współpracy

Pierce Brosnan w 2010 roku zagrał w filmie Romana Polańskiego pt. "Autor Widmo". W dobie ruchu MeToo wiele osób krytykuje współpracę z reżyserem, który ma wyrok za uprawianie seksu z nieletnią. Aktor w ostatnim wywiadzie wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na przyjęcie roli od polskiego filmowca.
Zobacz wideo

Pierce Brosnan udzielił wywiadu brytyjskiemu "Guardianowi". W czasie rozmowy opowiadał m.in. o swojej roli w najnowszej komedii Netfliksa o Eurowizji, o tym, jak rozstawał się z rolą Jamesa Bonda czy też o współpracy z nieżyjącym już Roninem Williamsem, z którym pracował na planie komedii "Pani Doubtfire". Padło też pytanie o to, czy nie żałuje, że zagrał w filmie Romana Polańskiego - reżysera skazanego za seks z nieletnią.

Pierce Brosnan nie żałuje, że zagrał w filmie Romana Polańskiego

Brosnan w "Autorze Widmo" zagrał fikcyjnego premiera Wielkiej Brytanii, którego oskarżono o zbrodnie wojenne - sam przyznaje, że wzorował tę rolę na Tonym Blairze. Decyzję o współpracy z polskim reżyserem - po 10 sek. milczenia - wytłumaczył tak:

Zgodziłem się na udział w "Autorze Widmo" ze względu ma dokonania reżyserskie i artystyczne Romana. Nie dopuściłem do tego, by reszta jego życia wpłynęła na moją decyzję.

Czy dzisiaj podjąłby taką samą decyzję? Odpowiada:

Nie wiem, czy zdecydowałbym się na to samo w tym klimacie. Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach i jest to toksyczne. Więc nie wiem.

Przyznaje, że kiedy śledził kolejne odsłony sprawy Weinsteina, był zszokowany skalą działań byłego producenta i tego, jak długo wszystko uchodziło mu na sucho.

Kontrowersje wokół Romana Polańskiego

Roman Polański i jego filmy w ostatnich latach wywołują coraz więcej kontrowersji. Po tym, jak w związku ze sprawą Harveya Weinsteina narodził się w Hollywood ruch MeToo, reżyser został usunięty z Amerykańskiej Akademii Filmowej. Reżyser ma wyrok za uprawianie seksu z 13-latką - do tego wydarzenia doszło w 1977 roku. Polański poszedł wtedy na ugodę, w ramach której odsiedział kilkadziesiąt dni, potem miał odzyskać wolność. W międzyczasie pojawiły się informacje, że sędzia chce potraktować go surowiej, w efekcie czego Polański wyjechał z USA. Amerykańskie władze wydały nakaz aresztowania, reżyser od tej pory nie może wrócić do Stanów Zjednoczonych. Z tego powodu nie odebrał osobiście Oscara za "Pianistę", zrobił to za niego Harrison Ford.

W ciągu kilkudziesięciu lat pod adresem Polańskiego pojawiły się kolejne oskarżenia, m.in. Amerykanki, która w 2017 roku powiedziała, że w 1973 roku, gdy miała 16 lat, reżyser ją molestował. W 2019 roku francuska aktorka, Valentine Monnier, oskarżyła go z kolei o gwałt. Polski reżyser miał się go dopuścić w 1975 roku podczas wypadu narciarskiego w Gstaad w Szwajcarii. Kobieta miała wtedy 18 lat. Polański stanowczo zaprzecza.

Niedługo po tych oskarżeniach odbyła się premiera jego najnowszej produkcji "Oficer i szpieg". Reżyser dostał 12 nominacji do Cezarów - nagrody nazywanej francuskimi Oscarami lub Złotymi Globami. Na członków Akademii Sztuki i Techniki Filmowej posypały się gromy za chęć nagrodzenia reżysera oskarżanego m.in. o gwałt na małoletniej, w związku z czym cały zarząd podał się do dymisji. Polański zdobył Cezary za reżyserię i scenariusz adaptowany (wspólnie z Robertem Harrisem), "Oficera i szpiega" doceniono także za kostiumy. Polak, który od ponad 40 lat mieszka i kręci filmy we Francji, nie pojawił się jednak na uroczystości.

>>> Emmanuelle Seigner ws. Polańskiego: Cała afera jest oparta na kłamstwach szalonych histeryczek <<<

Tymczasem, jeszcze przed rozpoczęciem gali, aktywistki protestowały na ulicach Paryża przeciw Polańskiemu (policja użyła przeciw nim gazu łzawiącego). Z kolei na imprezie, podczas której wręczono Cezary, prowadząca kilkukrotnie nawiązywała do kontrowersji związanych z reżyserem "Oficera i szpiega", mówiąc m.in. ze sceny "Jest 12 momentów, w których będziemy mieli dzisiaj problem".