W Norwegii też już jest awantura o "Mission: Impossible 7". Minister kultury podpadł kibicom

Norweski rząd zrobi wyjątek dla Toma Cruise'a i ekipy "Mission: Impossible 7". Będą mogli już jesienią kręcić część zdjęć w Norwegii bez pełnego dostosowania się do przepisów dotyczacych kwarantanny. Minister kultury zatwierdził wnioski w ekspresowym tempie, po tym jak osobiście zadzwonił do niego Tom Cruise. Oburzeni są tym kibice, bo ten sam minister ignoruje ich postulaty. Nie tylko w Polsce hollywoodzka produkcja wywołuje kontrowersje.

Norweskie media donoszą, że Tom Cruise osobiście apelował u premierki Erny Solberg i ministra kultury Abida Rajy, by pozwolili kręcić w Norwegii zdjęcia do najnowszej części "Mission: Impossible 7", które zostały przerwane już w lutym z powodu wybuchu epidemii we Włoszech. Jak donosi "The New Jork Times", aktor odbył specjalną rozmowę wideo z Rają. Szybka decyzja w tej sprawie zirytowała kibiców - ten sam minister ciągle nie raczył rozpatrzyć ich prośby o zwiększenie limitu osób na stadionach.

Zobacz wideo Most Pilchowicki wybuchnie w "Mission Impossible"? Kontrowersyjny pomysł filmowców

W Norwegii też już jest awantura o "Mission: Impossible 7"

Biuro ministra Abida Rajy potwierdziło, że rozmawiał z Tomem Cruisem. Miał w jej czasie powiedzieć: "Nie możemy się doczekać, aż do nas wrócicie". Na co aktor odparł: "O rety, ja też. Nie mogę się doczekać. Kocham ludzi, kulturę, pejzaże, wasze fjordy, góry, każdą część Norwegii. To wspaniały kraj". W istocie, to nie pierwsza wizyta Cruise'a w Norwegii. W 2018 roku kręcił tam zdjęcia do "Mission: Impossible - Fallout" - film zarobił na całym świecie 791 mln dolarów.

Jak dalej czytamy w "The New York Times", minister zawiesił dla ekipy filmowej restrykcje epidemiologiczne, bo produkcja wcześniej otrzymała od Norweskiego Instytutu Filmowego dotację w wysokości 50 mln norweskich koron (czyli ok. 5,44 mln dolarów). W świetle obowiązujących przepisów z wyjątkiem obywateli 20 europejskich krajów o najniższym odsetku zakażeń wszystkie osoby przejeżdżające do Norwegii muszą odbyć 10-dniową kwarantannę.

Decyzja ministra kultury oburzyła norweskich kibiców. W minioną niedzielę minister razem z żoną był na meczu Glimt - Stroemgodset w Bodoe. Dostał od klubu darmowe bilety, co dodatkowo rozjuszyło kibiców - podaje Polsat. Wysłali do mediów list otwarty, w którym krytykują Raję za to, że nie dość, że wszedł na rozgrywki za darmo, to on i jego żona blokowali dwa z 200 dostępnych miejsc. Z powodu epidemii bowiem mecze na stadionie może oglądać tylko 200 osób, a wejściówki są przyznawane w drodze losowania. Kolejną przewiną ministra jest to, że lipcu nie chciał spotkać się z federacją piłkarską, by omówić sprawę zwiększenia limitu wejściówek na mecze. Miał tłumaczyć się przerwą wakacyjną rządu i wyjaśniał, że spotkanie może odbyć się najwcześniej na początku września. Tymczasem w przypadku hollywoodzkiej produkcji znalazł czas i załatwił formalności błyskawicznie.

Kontrowersje wokół "Mission: Impossible 7" w Polsce

Tymczasem w Polsce nie cichnie sprawa potencjalnego wysadzenia 111-letniego mostu nad Jeziorem Pilchowieckim. Rząd argumentuje, że zdjęcia kręcone w Polsce pomogą promować region, a sama trakcja ma szansę stać się atrakcją turystyczną. Pech w tym, że nasz most ma grać most w Szwajcarii - tamtejsze władze nie zgodziły się na wysadzenie swojego mostu. W sprawie zainterweniował też Ruch Autonomii Śląska i napisał do amerykańskiej ambasadorki w Polsce list otwarty.

W piśmie do dyplomatki Ruch podkreśla, że polski rząd lekceważy śląskie dziedzictwo kulturowe. Podkreślają, że nawet jeśli polski rząd chce finansować film, nie powinno być zgody na niszczenie zabytków. W piśmie czytamy:

Wiemy, że biznes to biznes. Jednak oprócz pieniędzy liczy się także dziedzictwo kulturowe. W przypadku śląskich zabytków polski rząd centralny postępuje tak, jak gdyby były one gorszej klasy. Choć wiadomo, że dziedzictwo kulturowe nie ma narodowości, sytuacja z mostem w Pilchowicach odzwierciedla niepokojącą tendencję. Most nie leży w centralnej Polsce. Co więcej, został wybudowany przez Niemców. Wskutek działań polskiej administracji został zaniedbany i dziś jest w złym stanie technicznym. Rząd centralny woli wydać prawie 1,5 mln dolarów na to, żeby go zniszczyć, niż go wyremontować. Pani Ambasador, czy taka sytuacja miałaby miejsce w Indianie, czy gdziekolwiek w Stanach Zjednoczonych?

Wcześniej, w rozmowie z Wirtualną Polską producent filmowy Robert Golba przyznał, że prowadzone są rozmowy z Ministerstwem Kultury na temat możliwości wykorzystania mostu Pilchowickiego w filmie znanym pod kryptonimem "Libra".  Producent zapewnia, że "nie zostanie popełnione żadne przestępstwo", a wszystko zostanie wykonane "zgodnie z polskim prawem", w czym wtóruje mu wiceminister kultury. Protest wobec takich planów zgłosili miłośnicy historii, kolejnictwa oraz wojewódzka dolnośląska konserwator zabytków. 

>>> "Mission: Impossible 7" w Polsce. Sprawę wysadzania zabytkowego mostu opisują brytyjskie media <<<