"Pętla". Patryk Vega zapowiadał, że pokaże nagrania z afery podkarpackiej. Prokuratura: Takich nagrań nie ma

4 września do kin wejdzie "Pętla" w reżyserii Patryka Vegi, która opowiada o rzekomych kulisach tzw. afery podkarpackiej. Reżyser od miesięcy zapowiadał, że jeszcze przed premierą pokaże autentyczne nagrania jej uczestników - m.in. takie, na których ci uprawiają seks. Według "Rzeczpospolitej" deklaracje Vegi oficjalnie kwestionuje jednak Prokuratura Krajowa.
Zobacz wideo

"Pętla" ma pokazać, jak jeden z policjantów rzeszowskiego CBŚ miał wyeliminować całą lokalną konkurencję sutenerów i otworzyć własną luksusową agencję towarzyską. Patryk Vega utrzymuje, że poznał niuanse afery podkarpackiej bezpośrednio od jej uczestników. Choć premiera filmu odbędzie się już w ten piątek, reżyser nie dotrzymał głośnej obietnicy zaprezentowania kontrowersyjnych nagrań, które miały zostać zarejestrowane w trakcie afery. Co poszło nie tak? "Rzeczpospolita" rozmawiała z małopolskim wydziałem Prokuratury Krajowej, którego pracownicy zapewniają, że takie nagrania nie istnieją.

"Pętla". Vega obiecywał nagrania z seksafery. "To manipulowanie opinią publiczną"

Małopolski wydział PK odpowiadał za śledztwo przeciwko m.in. Danielowi Ś. i braciom R., czyli właścicielom podkarpackich agencji towarzyskich. "Rzeczpospolita" dowiedziała się, że w ramach tego śledztwa deklaracje Vegi o posiadaniu materiałów "audio-wideo" dokładnie zweryfikowano. Jak mówi prokuratura, "opowieści reżysera o posiadaniu rzekomych nagrań to manipulowanie opinią publiczną".

"Rz" skontaktowała się również z osobami z otoczenia braci R., według których scenki z agencji pokazywane przez Vegę w zwiastunach "Pętli" były inscenizowane. "Śledczy ostatecznie nabrali pewności, że autentycznych nagrań nie ma, po tym jak w prywatnej rozmowie bracia R. z jedną z osób stwierdzili, że 'taśmy' z agencji to 'pic i fotomontaż'. Okazuje się też, że ukraińscy sutenerzy w tej rozmowie naśmiewali się z Vegi, że 'kupił ten blef'" - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Afera podkarpacka. Co wiadomo?

O aferze podkarpackiej zrobiło się głośno w 2016 roku, kiedy aresztowani i skazani na półtora roku więzienia zostali bracia Aleksiej i Jewgenij R. z Ukrainy. W Polsce mieszkają od lat 90., gdzie oficjalnie prowadzili biznes hotelarski, który okazał się przykrywką dla handlu ludźmi oraz zmuszania kobiet do prostytucji. Według mediów mieli być przez lata chronieni przez policjantów z rzeszowskiego CBŚ, którzy w zamian mogli korzystać z usług agencji towarzyskich braci R. za darmo. Media donosiły, że wśród klientów seksbiznesu braci R. mieli być politycy i biznesmeni. Dlatego też wszelkie próby wszczęcia jakiegokolwiek dochodzenia miały pozostawać bezowocne.

Przełom nastąpił, kiedy w sprawie zaczął zeznawać osadzony w areszcie Dawid "Cygan" Kostecki - oficjalnie bokser, a po godzinach szef grupy przestępczej, która miała się zajmować m.in. legalizacją i obrotem kradzionymi samochodami i praniem brudnych pieniędzy. Bracia R. byli jego konkurencją, jego zeznania były w sprawie kluczowe. To on opowiedział śledczym o działalności Daniela Ś., policjanta podejrzewanego o współpracę z przestępcami. Z jego zeznań wynikało, że bracia R. w swoich przybytkach mieli poinstalowane kamery i podsłuchy. Bokser zeznawał, że dzięki nim Daniel Ś. "ma praktycznie na wszystko haki i nie chodzi wyłącznie o przestępców, ale również o osoby wywodzące się z kręgów polityki, biznesu, władzy lokalnej. Nie mam wiedzy, o jakie konkretnie osoby może chodzić" - przytaczał zeznania boksera Onet.

Dodajmy, że to właśnie Daniel Ś. pracował nad sprawą Kosteckiego. Ten w 2012 r. został skazany na 2,5 roku więzienia i grzywnę. Bokser cały czas utrzymywał, że jest niewinny. Obciążając policjanta, Kostecki miał chcieć się zemścić za aresztowanie przed walką z Royem Jonesem Juniorem. Sprawa nabrała ponownie rozgłosu, kiedy w sierpniu 2019 roku Dawid Kostecki oficjalnie popełnił samobójstwo w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Miał powiesić się na pętli z prześcieradła, przykryty kocem. Z wersją przedstawioną przez służby nie zgadza się rodzina oraz jego adwokaci.

Po śmierci Kosteckiego Prokuratura Krajowa informowała, że Dawid Kostecki nigdy nie wskazywał, by z usług podkarpackich agencji towarzyskich korzystali urzędnicy i politycy - "W swoich zeznaniach Dawid Kostecki nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich".