"Mulan" debiutuje w atmosferze skandalu. Chodzi o Ujgurów i kontrowersje w napisach końcowych

11 września najnowszy film Disneya "Mulan" pojawił się na platformie Disney+ w Stanach Zjednoczonych. W sieci szybko odżyła akcja #BoycottMulan, która po raz pierwszy zaistniała w związku z kontrowersyjnymi wypowiedziami głównej aktorki o starciach w Hongkongu. Teraz okazało się, że w napisach końcowych Disney dziękuje za pomoc biuru bezpieczeństwa w mieście Turpan, gdzie według licznych źródeł znajdują się obozy dla Ujgurów.
Zobacz wideo

Zeszłego lata Liu Yifei - odtwórczyni głównej roli w nowej wersji "Mulan" - napisała na swoim profilu w serwisie Weibo: "Wstydź się, Hongkongu. Wspieram policję". To odniesienie do wielotygodniowych protestów, podczas których mieszkańcy miasta wyrażali sprzeciw wobec projektu nowelizacji prawa. Chiński rząd stara się ograniczyć autonomię Hongkongu - szeroko dyskutowana zmiana regulacji miała obejmować m.in. umożliwienie ekstradycji obywateli do ChRL. Na Liu Yifei spadła fala krytyki, która przełożyła się na akcję #BoycottMulan. Rok później hasztag znowu jest na językach - okazało się bowiem, że część zdjęć do "Mulan" nakręcono w prowincji Sinciang, gdzie w obozach według licznych dowodów są przetrzymywani Ujgurzy.

Zobacz też: Nowe prawo o bezpieczeństwie w Hongkongu. Policja użyła armatek wodnych. Ponad 300 aresztowanych >>

"Mulan". Disney w napisach końcowych dziękuje prowincji Sinciang

W napisach końcowych "Mulan" można przeczytać podziękowania za pomoc w realizacji produkcji m.in. dla komitetu do spraw propagandy w Autonomicznym Regionie Sinciang i dla biura bezpieczeństwa publicznego w mieście Turpan. Większość mieszkańców stanowią tam Ujgurzy, którzy wraz z reprezentantami innych mniejszości muzułmańskich trafiają do specjalnych obozów. Obrońcy praw człowieka i niektórzy chińscy eksperci w mediach społecznościowych potępili Disneya za przymykanie oczu na nadużycia w Sinciangu. Tysiące osób zarzucają bajkowemu gigantowi, że kłania się Chinom w zamian za możliwość robienia interesów na tamtejszym dochodowym rynku filmowym - drugim co do wielkości na świecie.

Wyciek dokumentów o masowym więzieniu Ujgurów

W listopadzie ub. r. z chińskiej rządowej bazy danych wyciekły dane udowadniające rozmiary represji stosowanych przez chińskie władze wobec muzułmańskiej mniejszości wyznaniowej Ujgurów. Kwalifikowane jako tajne rządowe dokumenty, w których posiadaniu jest międzynarodowe konsorcjum dziennikarzy śledczych (ICIJ) zostały upublicznione w ubiegłą niedzielę w 17 międzynarodowych mediach, m.in. "Guardian", BBC i CBS; w Niemczech przez WDR, NDR i "Süddeutsche Zeitung" pod hasłem "China Cables".

Materiały dokumentują masowe więzienie Ujgurów - eksperci mówią nawet o milionie osób - w obozach w Autonomicznym Regionie Sinciang w północnych Chinach. Obalają one zapewnienia pekińskich władz, według których obozy te są swego rodzaju ośrodkami edukacyjnymi, gdzie ludzie przebywają dobrowolnie. Jak podkreśla ekspert ds. Chin James Leibold, chodzi tu jednak o "wyrachowany system, gdzie ludzie są więzieni bez formalnego oskarżenia".

Czytaj więcej: Wyciekły tajne dokumenty chińskiego rządu. Pokazują, jak wyglądają obozy Ujgurów w Chinach >>