"Oscary nie dla filmów bez kobiet, LGBTQ i mniejszości rasowych" - czytamy w mediach. To nieprawda

Wczorajsza informacja amerykańskiej Akademii Filmowej o zasadach przyznawania Oscarów była szeroko komentowana. Głos zabrali także - jeśli nie przede wszystkim - ci, którzy na co dzień niekoniecznie śledzą regulaminy filmowych imprez. Niestety, większość przeczytała tylko tytuły, a te niewystarczająco wyjaśniały, o co chodzi.

To, że temat podchwyciły polskie i zagraniczne media prawicowe to jedno - np. Jerzy Zelnik dla wPolityce.pl komentuje: 

Poprawność polityczna je własny ogon

Inna sprawa jest taka, że postąpiły tak nie tylko one. Filmweb zatytułował artykuł "Oscary nie dla filmów bez kobiet, LGBTQ i mniejszości rasowych", a Antyweb pytał "Wkrótce Oscary tylko dla filmów z mniejszościami. Nowe kryteria, które dyskryminują?". Nawet "Gazeta Wyborcza" nie uchroniła się przed spłyceniem kwestii zasad w tytule: "Chcesz Oscara? Zatrudniaj kobiety, osoby LGBT, Afroamerykanów - nowe standardy Akademii Filmowej".

Zobacz wideo Polscy twórcy z Oscarem na koncie

Co z Oscarami? Nikt nie mówi filmowcom: nie możecie nakręcić filmu o białych mężczyznach

Tymczasem fakty są takie: nikt nie zmusza filmowców do tego, by od dzisiaj, marząc o Oscarze, nie mogli nakręcić filmu o białych mężczyznach. Prezydent Akademii David Rubin i dyrektor generalna Akademii, Dawn Hudson, napisali we wspólnym oświadczeniu: "Musimy patrzeć szerzej, aby odzwierciedlić naszą różnorodną globalną populację, która zarówno tworzy filmy, jak i je odbiera. Akademia jest zaangażowana w odgrywanie istotnej roli w urzeczywistnianiu tej idei". Wspieranie różnorodności można realizować w różnych aspektach.

W kolejnych latach produkcje, które będą walczyć o tytuł najlepszego filmu, będą musiały spełnić szereg kryteriów. Dotyczą one przede wszystkim uwzględniania osób z mniejszości w obsadzie, fabule czy ekipie filmowej. To nie oznacza jednak, że bezwzględnie musi się w nim pojawić kobieta, osoba LGBTQ+ czy reprezentant mniejszości rasowej. Najpierw będziemy mieli do czynienia z okresem przejściowym, gdy Akademia będzie gromadzić od filmowców specjalne ankiety. Dopiero od 2024 roku koniecznością dla filmu zgłoszonego w kategorii najlepszy film stanie się osiągnięcie co najmniej dwóch z czterech "progów różnorodności". Progi te podzielono na cztery grupy: 

A: reprezentacja na ekranie, tematy i narracje

B: szefostwo nad kreacją i ekipa projektowa

C: dostęp do branży i możliwości

D: rozwój widowni

Nowe zasady przyznawania Oscarów. "Musimy odzwierciedlać różnorodność na świecie" >>

Co najistotniejsze: nikt nie musi spełniać wszystkich tych warunków jednocześnie. Przykładowo, aby film mógł spełnić próg A, co najmniej jeden z głównych aktorów lub znaczących aktorów drugoplanowych ma pochodzić z niedostatecznie reprezentowanej grupy rasowej lub etnicznej (na liście są m.in. Azjaci, Afroamerykanie, rdzenni Amerykanie i osoby pochodzenia latynoskiego). Dodatkowo co najmniej 30 proc. wszystkich aktorów w rolach drugoplanowych i innych ma reprezentować przynajmniej dwie z poniższych niedostatecznie reprezentowanych grup: kobiet, mniejszości rasowych/etnicznych, LGBTQ+ oraz osób niepełnosprawnych i niesłyszących. Trzecim z kryteriów jest skupienie głównej osi tematycznej filmu na jednej lub więcej z czterech wymienionych grup.

Próg A można jednak pominąć, o ile uda się wypełnić dwa z trzech pozostałych standardów. W ramach progu B przynajmniej dwa z kluczowych dla produkcji stanowisk (np. montażysta, autor zdjęć, reżyser, kostiumograf, kompozytor) muszą być wypełnione przez osoby z niedoreprezentowanych grup. Można też zadbać o dywersyfikację ekipy technicznej, gdzie mówimy o co najmniej sześciu osobach. Żeby wypełnić próg C, firma produkująca film ma zapewnić staże, możliwości szkoleń i miejsca pracy dla osób z niedostatecznie reprezentowanych grup. W progu D chodzi natomiast o zapewnienie różnorodnego teamu marketingowców, który dotrze do jak najszerszej grupy odbiorców.

To nie rewolucja. Wiele filmów już spełnia warunki

Warto dodać, zasady dotyczą jedynie kategorii "najlepszy film" i że bardzo podobne standardy funkcjonują m.in. przy przyznawaniu nagród BAFTA. "Jeśli wydaje się wam, że chodzi o to by filmy były OBOWIĄZKOWO o mniejszościach - to tak o nie działa. Zwłaszcza że np. pojawienie się wśród tematów niepełnosprawności odzwierciedla to, co już i tak się pojawia - aktorzy, którzy grają osoby niepełnosprawne, dostają dużo częściej nagrody i nominacje, nawet jeśli nie należą do mniejszościowej grupy" - zauważa autorka książki "Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej" Katarzyna Czajka-Kominiarczuk na swoim blogu i dodaje:

Najpewniej dla nas widzów niewiele się zmieni. Zmieni się dla osób, które chcą robić filmy albo robić przy filmach a odbijają się od zamkniętych drzwi. A nie powinny, bo naprawdę im więcej osób z różnych grup robi filmy, tym lepiej.

To, co niektórzy traktują jak rewolucję, tak naprawdę zresztą wcale nią nie jest. To bardziej "zabieg kosmetyczny" i PR-owy Akademii, która od jakiegoś czasu walczy z zarzutami, że jest "zbyt biała". To kontynuacja polityki mającej na celu zwiększenie różnorodności realizowanej od kilku lat przez zapraszanie do grona Akademii nowych osób - w tym roku wśród nowo przyjętych 819 filmowców z 68 krajów 36 proc. to ludzie o innym kolorze skóry niż biały, a 45 proc. to kobiety. 

Jan Komasa i inni Polacy wśród nowych członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. Będą przyznawać Oscary >>

Warto zauważyć, że zdecydowana większość produkcji nagrodzonych lub nominowanych do Oscara już spełnia te kryteria, które mają ostatecznie być wprowadzone od 2024 roku. "Moonlight", "Zniewolony", "Małe kobietki" Jojo Rabbit", "Witaj w klubie" czy "Tajemnica Brokeback Mountain" - wszystkie "łapią się" na nowe przepisy. Nawet oskarżany przez niektórych "Green Book" o to, że niesłusznie pokonał np. film Spike'a Lee w walce o Oscara dla najlepszego filmu i o to, że to praktycznie współczesna wersja "Wożąc panią Daisy", wpisuje się w zasady dotyczące różnorodności. Wygląda więc na to, że widzowie mogą nawet nie zauważyć różnicy.