"25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy". Spędził w więzieniu 6540 dni przez donos sąsiadki. Dopiero przed śmiercią przyznała, że jest niewinny

Debiut reżyserski Jana Holoubka "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" miał rozpoczynać cytat z "Procesu" Kafki: "Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany". Tyle że tu bohaterem nie jest wytwór wyobraźni filmowców, główny bohater tej produkcji istnieje, a to wszystko naprawdę przeżył.

"W kwietniu 2000 r. Tomasz Komenda został aresztowany na podstawie donosu sąsiadki. Osadzony w areszcie, niemal do rozpoczęcia procesu nie dowiedział się, o co tak naprawdę jest oskarżony. To, że wyszedł po 18 latach więzienia za zbrodnię, której nie popełnił, wie niemal każdy. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, jak to wszystko wyglądało w rzeczywistości, jakie mechanizmy doprowadziły do tej tragedii, kto go uratował i jaką cenę za to zapłacił" - mówi o bohaterze swojego filmu Jan Holoubek.

Zobacz wideo "25 lat niewinności - sprawa Tomka Komendy" [ZWIASTUN]

"25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" w kinach. Bohaterem niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo

15-letnia Małgorzata K. została zgwałcona i zamordowana w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 1997 roku w Miłoszycach. Po trzech latach nastąpił przełom w sprawie, w której nie udawało się nic ustalić - Dorota P., jedna z sąsiadek, rozpoznała Komendę na portrecie pamięciowym zobaczonym na ekranie telewizora podczas imrezy, na której był także oficer operacyjny. Chociaż Tomaszowi Komendzie alibi dało 12 osób - rodzina utrzymywała, że byli z nim przez całą sylwestrową noc, podczas której miał popełnić zbrodnię i nie byłoby możliwe, by mógł wymknąć się niepostrzeżenie z niewielkiego wrocławskiego mieszkania - śledczy im nie uwierzyli i w maju 2000 roku Komenda został aresztowany. Wyszedł po mleko i już nie wrócił. - Czekali na klatce schodowej. Skuli go. Całe podwórko było obstawione przez policję. Ale ja tego nie widziałam, bo nasze okna wychodziły na drugą stronę ulicy. Nie wiedziałam, co się stało, szukałam go, gdy nie wrócił domu. Dopiero wieczorem koleżanka mi powiedziała: "No przecież go na policję zabrali". Od tamtej pory przez dziewięć miesięcy nie widziałam Tomka - wspomina tamten dzień jego matka w rozmowie z Gazeta.pl. 

Matka Tomasza Komendy: Byłam matką mordercy, pedofila, gwałciciela. A teraz robią ze mnie świętą Teresę >>

Przesłuchiwany przez śledczych Komenda przyznał się, że był w Nowy Rok był w Miłoszycach, ale później wszystkiego się wyparł. Według niego policjanci wymusili te zeznania biciem:

Tak mnie bili na komisariacie, że przyznałbym się nawet, że strzelałem do Pana Papieża.

Trzy lata po aresztowaniu, w 2003 roku, Komenda stanął przed sądem I instancji i został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny po wnioskach oskarżonego o uniewinnienie lub ewentualnie o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu i oskarżających o karę dożywotniego pozbawienia wolności rok później podwyższył wyrok do 25 lat. Komenda spędził w więzieniu 6540 dni. Przez 18 lat, które przesiedział w więzieniu, nigdy nie dostał zgody na przepustkę. Raz tylko pozwolono mu na uczestniczenie w pogrzebie babci – skuty i w obstawie strażników z bronią został dowieziony na cmentarz już po pochówku… Wszystko dlatego, że mimo nacisków nie przyznał się do winy, co dla decydujących o przepustkach było równoznaczne z niewyrażeniem skruchy.

Ogłoszenie wyroku 15 lat więzienia dla Krzysztofa Komendy w listopadzie 2003 rokuOgłoszenie wyroku 15 lat więzienia dla Krzysztofa Komendy w listopadzie 2003 roku Fot. Krzysztof Rak / AG

- To jest film o harcie ducha Tomka. On przez te 18 lat ani razu nie przyznał się do tej zbrodni, mimo, że był wielokrotnie kuszony propozycją zmniejszenia kary i lżejszego traktowania. Dzięki temu być może skróciłby się jego wyrok, może mógłby złożyć apelację. Ale on się nigdy nie przyznał i dzięki temu zachował godność i, jak sam mówi, może chodzić z podniesionym czołem - mówi Jan Holoubek. W więzieniu Komenda był ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej, którą także pokazali twórcy filmu. - Nie lubię scen bicia - mówi Piotr Trojan, który wcielił się w tytułową rolę w filmie "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" - Okres więzienny też był dla mnie bardzo wymagający aktorsko. Fizycznie i psychicznie te sceny były bardzo, bardzo ciężkie. Potem, po czymś takim, człowiek musi wrócić do domu, sam położyć się i…nie wiem co. Spać? Nie da się spać. Ja nie śpię - dodaje aktor.

Nie było żadnej prawnej możliwości, żeby go wyciągnąć. Jednak się udało

- Część rzeczy zostało zmienionych na potrzeby filmu, natomiast główna historia to prawdziwa historia Tomka Komendy - podkreśla producentka Anna Waśniewska-Gill. - W filmie najmocniejsza emocjonalnie jest więź Tomasza z mamą - tłumaczy scenarzysta Andrzej Gołda. - Druga relacja to trzej muszkieterowie, jak ja ich nazywam – policjant Korejwo oraz prokuratorzy: Tomankiewicz i Sobieski. Stworzyli fantastyczną grupę, która rzuciła wyzwanie systemowi. Tomek został prawomocnie skazany wyrokiem trzech instancji, w tym Sądu Najwyższego. Nie było żadnej prawnej możliwości, żeby go wyciągnąć. Jego adwokat, który kompletnie nie spełnił swojej funkcji, zaniedbał nawet złożenie apelacji w Strasburgu. Tomek był skazany na siedzenie w więzieniu do końca. Ci trzej rzucili wyzwanie systemowi, swoim kolegom i doprowadzili do takiego finału, jaki znamy - komentuje. Rzeczywiście, w życiu Komendy i jego bliskich po 16 latach od wyroku pojawił się Remigiusz Korejwo, który dał im nadzieję, mówiąc, że jest szansa na wolność dla Tomasza. Jego matka Teresa Klemańska wspomina:

Jak przyszedł do mnie pan Remek i powiedział, że jest nadzieja, że Tomek może wyjść, to zapytałam, czy to nie są kpiny, czy po prostu oni z nami nie igrają… Dosyć tego cierpienia, pomyślałam. My te siedem lat jakoś przetrzymamy. No ale jak spojrzałam temu człowiekowi w oczy, to uwierzyłam, że nam pomoże. I pomógł.

Nie opuściła ani jednego widzenia przez 18 lat. Matka Tomasza Komendy nigdy go nie porzuciła >>

Tomasz Komenda w dniu, gdy sąd we Wrocławiu zdecydował o jego zwolnieniu z więzieniaTomasz Komenda w dniu, gdy sąd we Wrocławiu zdecydował o jego zwolnieniu z więzienia Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta / Fot . Krzysztof Cwik

Dzięki podjętym przez tę trójkę działaniom w marcu 2018 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu zdecydował o opuszczeniu zakładu karnego przez Komendę, a sędzia wskazał m.in. na "falę błędów i pomyłek" i na fakt, że sąd w 2003 i 2004 "być może działał pod presją". W maju Sąd Najwyższy uniewinnił Komendę. - To niewiarygodna historia – jak oni trafili na sprawę Tomka i jak go z tego piekła więzienia wyciągnęli - mówi Holoubek. - Ta historia trzech facetów stanowi kontrapunkt dla historii Tomka i przywraca taką elementarną wiarę w ludzi. Tomek został potwornie skrzywdzony przez system, ale z drugiej strony miał szczęście trafić na szlachetnych ludzi, którzy wobec jego historii nie pozostali obojętni - dodaje autor scenariusza. 

Tomasz Komenda po wyjściu z więzienia: Pozwólcie mi po prostu żyć 

Tak mówił Komenda po dotarciu do rodzinnego domu:

Po 18 latach jestem tu, gdzie powinienem być od początku, jestem wolnym człowiekiem.

 - Uśmiech nie schodzi mi z twarzy i nie zejdzie mi chyba do końca, dopóki nie zamknę oczu. Najważniejsze, że jest rodzina wokół mnie. Chciałbym z tego miejsca podziękować osobom, które przyczyniły się do tego, że jestem w tym miejscu. Teraz pozwólcie mi po prostu żyć - dodał. Próbuje uporać się z traumą i wrócić do normalnego życia. Toczy się proces o odszkodowanie, sam Komenda podczas uroczystej premiery filmu zaręczył się, niedługo zostanie ojcem

Tuż przed wejściem "25 lat niewinności" do kin - 15 września - we wrocławskim sądzie zakończono proces Norberta Basiury (wyraża zgodę na publikację wizerunku) i Ireneusza M., oskarżonych o zbrodnię w Miłoszycach. Prokuratura domagała się 25 lat więzienia dla Basiury i dożywocia dla M. Jeden z adwokatów powiedział, że w zbrodni miłoszyckiej jego zdaniem brały udział trzy osoby. Wtedy, jak informuje Wp.pl, rodzice 15-latki mieli krzyknąć: Komenda. Ten nie wyklucza pozwu w tej sprawie, choć jego bliscy są próbują go odwieść od tego pomysłu. - On nadal bardzo źle znosi to psychicznie. Co jakiś czas przychodzą załamania. Tak było, gdy miał zeznawać po raz kolejny i opowiadać o tym, co go spotkało. Jeśli złoży pozew, to znów wszystkie złe emocje wrócą - powiedziała osoba z bliskiego otoczenia Komendy. 

"25 lat niewinności". Poruszająca reakcja Tomka Komendy na utwór Kazika o jego własnej historii >>

Komenda i jego bliscy byli zaangażowani w powstawanie filmu Holoubka. - Zgodziłem się na ten film, bo darzę dużym zaufaniem jego twórców. Wiem, że nie zrobią niczego przeciwko mnie i że w filmie pokażą całą prawdę – od pierwszej do ostatniej minuty. Zero fałszu. Chcę, aby ludzie zobaczyli, co tak naprawdę się ze mną działo. Ku przestrodze - mówił Komenda, podkreślając, że ta historia mogła przydarzyć się każdemu. "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" jeszcze przed kinową premierą została nagrodzona na festiwalu Młodzi i Film za reżyserię, scenariusz, rolę Piotra Trojana i zdjęcia. Dostał też nagrodę publiczności dla filmu pełnometrażowego.

Dorota P., która rozpoznała Komendę w 2000 roku na portrecie pamięciowym opublikowanym w telewizji i doprowadziła do jego aresztowania, tuż przed śmiercią w 2018 rozmawiała z dziennikarzem "Superwizjera". Komenda był wtedy na wolności od pół roku. Powiedziała:

Ja też uważam, że on jest niewinny. 

Zapytana, czym tak bardzo za skórę zaszła jej rodzina Komendów, Dorota P. odpowiedziała "niczym". - Przypadek, że powiedziałam, że poznaję obraz pamięciowy, to wszystko - powiedziała "Superwizjerowi".

Więcej o: