"Proces Siódemki z Chicago" już na Netfliksie. Świetnie zagrany i wcale nie taki odległy, jak mogłoby się wydawać

Akcja nowego filmu Aarona Sorkina opowiada o prawdziwych wydarzeniach z 1968 roku, ale to, co oglądamy, wydaje się niepokojąco aktualne. W gwiazdorskiej obsadzie najjaśniej lśni Sacha Baron Cohen, który daje tu prawdziwy popis - nawet Eddie Redmayne zdaje się przy nim blednąć. Netflix pokazuje film "Proces Siódemki z Chicago" w serwisie, ale organizuje też kinowe pokazy, żeby powalczyć o nagrody.

Aaron Sorkin zazwyczaj reżyseruje własne scenariusze - tak było choćby w przypadku głośnego "The Social Network", opowiadającego o początkach Facebooka (za scenariusz dostał zresztą Oscara). Jeśli wymienię do tego kilka tytułów, które są nakręcone przez innych filmowców na podstawie jego pracy - "Moneyball" Bennetta Millera, "Steve Jobs" Danny'ego Boyle'a, seriale "Newsroom" i "Prezydencki poker" - ci, którzy je kojarzą, będą wiedzieć: możemy spodziewać się bardzo intensywnej, zaangażowanej społecznie i politycznie, przeładowanej błyskotliwymi dialogami historii.

Siódemka, a właściwie Ósemka z Chicago. Płomienny kawał historii

W 1968 roku Abbie Hoffman, Jerry Rubin, David Dellinger, Tom Hayden, Rennie Davis, John Froines, Lee Weiner i Bobby Seale stanęli przed sądem po pokojowym w założeniu proteście przeciw wojnie w Wietnamie podczas Krajowej Konwencji Demokratycznej, który przerodził się w brutalne starcie z policją i Gwardią Narodową. Ośmiu mężczyzn reprezentujących różne organizacje oskarżono o spisek w celu wywołania zamieszek - a ponieważ przekroczyli granice stanu, było to przestępstwo federalne. Proces, który był konsekwencją tego oskarżenia, okazał się jednym z najsłynniejszych w historii.

Zobacz wideo Film o oskarżonych o spisek organizatorów protestu w 1968 ."Proces Siódemki z Chicago" [ZWIASTUN]

Zaraz, zaraz - ośmiu oskarżonych, a tytuł to "Proces Siódemki z Chicago"? Seale, członek Czarnych Panter, stanął przed sędzią Juliusem Hoffmanem bez adwokata. Choć od początku domagał się odroczenia z tego powodu, zgody nie uzyskał. To jednak nie było jedyne ani największe przewinienie sędziego w tej sprawie. Hoffman - i to Sorkin pokazuje od pierwszych minut na sali sądowej - nie był bezstronnym przedstawicielem wymiaru sprawiedliwości. Nie zdradzę też żadnej tajemnicy, pisząc, że był to proces polityczny. Co się stało z ósmym oskarżonym? To już możecie zobaczyć, oglądając "Proces Siódemki z Chicago". A naprawdę warto.

"Proces Siódemki z Chicago". Aktorski popis Sachy Barona Cohena

Chociaż sprawa antywojennych protestów przeciw wojnie w Wietnamie i procesu aktywistów może wydawać się bardzo "amerykańska" i odległa, to pomyślcie o tym, co w ostatnich latach obserwujemy na amerykańskich i polskich ulicach oraz w sądownictwie. Produkcja Sorkina mocno przykuwa uwagę, pokazując, jak ważna jest demokracja i niezależne od polityków sądy. Bardzo ciekawym zabiegiem było odtworzenie chaosu i brutalności zamieszek dzięki połączeniu zdjęć aktorskich i archiwalnych, ale większość akcji rozgrywa się na sali sądowej - tempo nie zwalnia także tutaj pomimo ograniczonej przestrzeni. 

Poza tym to prawdziwy popis zdolności aktorskich Sachy Barona Cohena, który jako Borat na pierwszy rzut oka wydaje się (nie)pożytecznym idiotą. Jako fikcyjny dziennikarz z Kazachstanu Cohen niejednokrotnie obnażał jednak ignorancję, nietolerancję czy rasizm. U Sorkina także gra "śmieszka", hippisa, współzałożyciela Youth International Party ("Yippies") Abbiego Hoffmanna. Hoffman był ikoną ruchu antywojennego, który używał zupełnie innych środków wyrazu niż poważny Tom Hayden (Eddie Redmayne), jeden z przywódców organizacji Studenci na rzecz Demokratycznego Społeczeństwa. Informacja dla ciekawskich - Hayden w latach 1973-70 był mężem także mocno angażującej się do dzisiaj politycznie aktorki Jane Fondy.

Proces Siódemki z ChicagoProces Siódemki z Chicago Niko Tavernise/NETFLIX 2020 / Niko Tavernise/NETFLIX 2020

Redmayne gra nieźle, ale oprócz Cohena drugim jasnym punktem "Procesu Siódemki z Chicago" jest bez wątpienia Jeremy Strong jako Jerry Rubin, kompan Hoffmana. To postaci zdecydowanie lepiej napisane niż nudnawy Hayden, który w pewnym momencie wypomina im w filmie, że przez ich prześmiewcze nastawienie przez kolejne 50 lat progresywna polityka będzie kojarzona z "bandą zjaranych, zagubionych, wyjętych spod prawa nieudaczników z niewyparzonymi gębami".

Sorkin prowadzi swoich aktorów nie ukrywając ich motywacji, położenia czy charakterów. Może trochę za mało tu niuansów, ale znalazło się miejsce na zaskakujący twist. Pokazując tę produkcję na dużym ekranie, Netflix niewątpliwie chce spełnić wymóg umożliwiający filmowi walkę m.in. o Oscary. W tym roku platforma zdobyła aż 24 nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej (m.in. za "Irlandczyka", "Historię małżeńską" i "Dwóch papieży") i została wyróżniona dwiema statuetkami: dla twórców dokumentu "Amerykańska fabryka" oraz dla Laury Dern za drugoplanową rolę kobiecą w "Historii małżeńskiej". Być może "Proces siódemki z Chicago" załapie się do wyścigu w przyszłym roku? Nie jest to film idealny, ale nie zdziwiłabym się. Film jest już dostępny w serwisie Netflix.