To nie Bruce Willis miał zagrać w "12 małpach". Reżyser uważał, że jego usta wyglądają jak "odbyt"

"12 małp" dziś należy do kanonu gatunku science-fiction, a kreacje Bruce'a Willisa i Brada Pitta zyskały uznanie krytyków i publiczności. Przy okazji 25. rocznicy premiery reżyser produkcji, członek grupy Monty Pythona Terry Gilliam wyznał, że początkowo wcale nie chciał obsadzić w głównej roli Willisa. Denerowały go miny, jakie robił w większości swoich ówczesnych filmów.

"12 małp" miało premierę w styczniu 1996 roku. Z okazji ćwierćwiecza ukazała się seria wywiadów z reżyserem filmu, który obecnie uważa się za klasykę kina. Scenariusz napisali David i Janet Peoples na podstawie francuskiego krótkometrażowego filmu "La Jetee" z 1962 roku. Pomimo fatalnych ocen w trakcie próbnych pokazów, produkcja okazała się sukcesem - zarówno komercyjnym, jak i artystycznym. Krytycy docenili role Brada Pitta, Madeleine Stowe i Bruce'a Willisa oraz interesującą i złożoną fabułę. A naprawdę niewiele brakowało, żeby główną rolę zagrał ktoś inny.

Zobacz wideo

Reżyser nie chciał obsadzić Bruce'a Willisa w głównej roli

Bruce Willis gra w "12 małpach" Jamesa Cole'a - więźnia, który został wytypowany do udziału w tajnym i ekstremalnie ważnym dla ludzkości eksperymencie; wędruje w czasie, by powstrzymać wybuch epidemii, która ma zdziesiątkować populację Ziemi. Okazuje się, że należący do legendarnego Latającego Cyrku Monty Pythona Terry Gilliam na początku chciał, by Cole'a zagrali Jeff Bridges albo Robert De Niro. Z Bridgesem Gilliam kilka lat wcześniej pracował przy "Fisher Kingu". W trakcie wywiadu dla Inverse przyznał, że na początku wywierano na niego dużą presję co do obsady:

A ja ciągle mówiłem nie. Proponowali mi Toma Cruise'a i Nicolasa Cage'a, a ja odmawiałem.

Także Bruce Willis nie był dla niego oczywistym wyborem. Reżyser przyznał, że nie przepadał za aktorem z powodu min, jakie ten robił w swoich filmach:

Nie byłem wielkim fanem Bruce'a, ale lubiłem z nim rozmawiać, więc pomyślałem, że jest mądry i dowcipny. Wyjaśniłem mu więc swoje zastrzeżenia do jego aktorskiej gry. Nienawidziłem tego trumpowskiego wyrazu jego ust. To jakbym patrzył na czyjś odbyt.

Kiedy więc Willis ostatecznie rolę dostał, Terry Gilliam wręczył mu listę "aktorskich klisz Bruce'a Willisa", których miał unikać. Filmowiec poprosił go też, żeby na planie zjawiał się nie jako wielka gwiazda filmowa, a jako aktor. I faktycznie, bohater "Szklanej pułapki" wziął sobie uwagi reżysera do serca - krytycy byli później zachwyceni jego kreacją.

Jak donosi portal Screen Rant, Willisowi tak bardzo zależało, żeby pracować z Gilliamem, że zgodził się na znaczącą obniżkę wypłaty, którą otrzymał dopiero po premierze filmu. Dodajmy, że reżyser sporo wymagał też Brada Pitta. Chciał, by aktor odpowiednio wszedł w rolę, a szczególnie zależało mu na scenie przemowy w szpitalu psychiatrycznym, dlatego... zabrał mu papierosy. W efekcie Pitt dostał Złoty Glob dla najlepszego aktora drugoplanowego.