Kolejne zarzuty aktorów wobec Beaty Fudalej. "Nie pokazuj, że to, co mówi, cię dotyka. Inaczej uweźmie się bardziej"

W sieci pojawiają się nowe historie byłych studentów szkół teatralnych, którzy mieli okazję spotkać się na zajęciach z Beatą Fudalej. Do grona osób oskarżających wykładowczynię o mobbing dołączył aktor Konrad Cichoń oraz grupa absolwentów Warszawskiej Szkoły Filmowej. W ich facebookowych wpisach można przeczytać m.in. wspomnienia licznych niewybrednych określeń rzucanych w stronę studentów, jak np. "susząca zęby po ostatnim kliencie" czy "leniwa pizda".

Po głośnym wpisie Anny Paligi dotyczącym przemocowych zachowań wykładowców w łódzkiej Szkole Filmowej liczni aktorzy i aktorki zaczęli publikować własne wspomnienia z zajęć, opisywanych w niektórych przypadkach w bardzo konkretny sposób. Wśród przewijających się nazwisk pedagogów jest Beata Fudalej, wobec której zarzuty o nadużycia wysunęli m.in. Dawid Ogrodnik, Wiktoria Wolańska i Katarzyna Russ. Dołączają do nich kolejni absolwenci aktorstwa.

Czytaj: Przemoc w szkołach aktorskich. Aktorka o zajęciach z Beatą Fudalej: Byłam wyzywana i poniżana, jak wielu >>

Zobacz wideo Zmiany w Oscarach. Nominacje tym razem otrzymało aż 70 kobiet [Popkultura Extra]

"Przesiąkliśmy klimatem zajęć na tyle, że staliśmy się wzajemnymi oskarżycielami"

Na fanpage'u grupy artystycznej St-ART we wtorek opublikowano stanowisko podpisane z imienia przez dziesięć osób, które w 2019 roku ukończyły aktorstwo w Warszawskiej Szkole Filmowej. Jak twierdzą, podczas studiów uznawali zachowania Beaty Fudalej, prowadzącej zajęcia z wiersza, za "pewnego rodzaju normę". Obok "całej gamy fizycznych popychanek" absolwenci wyróżniają przede wszystkim komentarze, które Fudalej adresowała do studentów w celu "złamania aktora, aby grał jak najmożliwiej prawdziwie".

"Susząca zęby po ostatnim kliencie", "betoniara o głosie koloru sraczki", "leniwa pizda" - takie określenia wspominają autorzy wpisu, mówiąc także o "komentarzach dotyczących wagi, wyglądu zewnętrznego, sposobu poruszania się" i o "wykorzystywaniu przeciwko [studentom] osobistych, trudnych, a często także traumatycznych przeżyć". "Przez dwa lata przesiąkliśmy uwagami i klimatem zajęć na tyle mocno, że ze zgranej grupy staliśmy się dla siebie nawzajem oskarżycielami, którzy powielali utarte przezwiska i schematy, zamiast wzajemnie się wspierać" - piszą absolwenci.

Młodzi aktorzy zapewniają, że ich wypowiedź nie ma być formą ataku na Beatę Fudalej. "Zwracamy uwagę na problem, który odbił się szerokim echem wsród naszego grona, zniechęcając niektórych do pracy w zawodzie, zmuszając niejednokrotnie do terapii psychologicznej bądź psychiatrycznej. Nie powinniśmy się bać uczestniczyć w zajęciach w szkole aktorskiej, powinny być one rozwojowe, dając nam przyjemność z pogłębiania wiedzy o zawodzie" - podkreślają. Stanowisko kończy apel o zmianę i rozwagę. "Bądźmy razem i pozwólmy, żeby metody sprzed kilkudziesięciu lat odeszły do lamusa" - nawołują Aleksandra, Zuzanna, Victor, Wiktoria, Natalia, Patrycja, Jakub, Edyta, Jagoda i Zofia.

"Na pierwszych zajęciach usłyszałem: Tak pana zniszczę..."

Wspomnieniami związanymi z Beatą Fudalej podzielił się też Konrad Cichoń, absolwent wydziału aktorskiego PWST w Krakowie. Na Facebooku odniósł się do udostępnionego przez Krystynę Jandę wpisu Tadeusza Chudeckiego, w którym aktor broni Fudalej i podkreśla, że pojawia się wiele niesprawdzonych informacji. "Pani Krystyno, Panie Tadeuszu, niestety, ale nie. Na pierwszych zajęciach usłyszałem: 'Tak pana zniszczę, ze jeżeli pan to przeżyje, to już nikt i nic pana nie zniszczy'" - zaczyna Cichoń.

"Żeby zrozumieć, jak niejednoznaczna, niewygodna bywa manipulacja, przykład: w trakcie trwania grupowych zajęć z piosenki, za kotarką było mi podszeptywane do ucha, ze z całej mojej grupy jestem tym zdolnym i może coś ze mnie będzie, ale moi koledzy to 'niezdolne pizdy', 'piździeluchy', dlatego lepiej, żebym spisał się na egzaminie, to będziemy się kolegować: 'Albo mi to pan da (stan emocjonalny na egzaminie podczas wykonania piosenki aktorskiej), albo niech pan spierdala'" - wspomina aktor i dodaje, że "odbierając wpis do indeksu, Pani Beata podsumowała nasze spotkanie, mówiąc mi, że z chęcią jeszcze by mnie trochę przycisnęła".

Cichoń zaznacza, że "nie chodzi w tym wszystkim o ostracyzm społeczny Beaty Fudalej", która jego zdaniem "na swój patologiczny sposób próbowała rozbudzić w nas wrażliwość i pasję do aktorstwa". "Niestety nie usprawiedliwia to stosowania przemocy, a próba dyskredytowania ofiar, tak jak robi to Pan Tadeusz Chudecki, jako niewiarygodnych lub nieprofesjonalnych i racjonalizacja przemocy, zasługują jedynie na potępienie" - dopisuje aktor. W swoim wpisie wyróżnia m.in. Jana Peszka, Grzegorza Mielczarka i Romana Gancarzyka jako przykłady na to, że "da się uczyć inaczej, opierając się na rozbudzaniu wrażliwości i zachęcaniu do podejmowania ryzyka w poczuciu akceptacji i bezpieczeństwa".

Beata Fudalej spotyka się z kolejnymi już zarzutami o nadużycia wobec studentów. Wykładowczyni wcześniej została oskarżona o mobbing także przez swoją asystentkę. "Chciałam Ci tylko napisać, że to podłość! (...) To jedyny wpis, jaki robię na ten temat. Reszta jest tak podła, że nie ma do tego linków" - stwierdziła Beata Fudalej. Próbowaliśmy się z nią skontaktować, jednak jak na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi. 

Beata Fudalej oskarżona o mobbing. 'Zestaw inwektyw był przez lata stały'Była asystentka Beaty Fudalej: Byłam świadkiem ataków słownych i fizycznych

* * *

W Gazeta.pl angażujemy się w sprawy społeczne - dlatego teraz piszemy o problemie przemocy w szkołach aktorskich. Strajkowaliśmy razem z polskimi kobietami po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Edukujemy w sprawach społeczności LGBT+ i dbamy o nasz język. Gazeta.pl staje i będzie stawać w obronie mniejszości i tych, którzy nie mogą bronić się sami (więcej w naszej deklaracji)

Więcej o: