Jacek Poniedziałek o przemocy w teatrze: Ludziom miło przeczytać, że dzieją się wśród nas horrory

Pod koniec marca WP poinformowała, że podczas prób do spektaklu "Powrót do Reims" w warszawskim Teatrze Nowym Jacek Poniedziałek zaatakował słownie i fizycznie Yacine'a Zmita, przez co spektakl został odwołany. Aktor przyznał się do tego w oświadczeniu, które opublikował na Facebooku 26 marca. W sobotę na profilu Poniedziałka pojawił się kolejny wpis, komentujący "publiczne pranie teatralnych brudów". "Za siebie raz jeszcze przepraszam. Ale nie mam sobie aż tyle do zarzucenia, żeby teraz milczeć i pozwolić jeździć po sobie tym walcem" - pisze aktor.

Niewiele ponad tydzień temu Wirtualna Polska napisała, że tuż przed spektaklem "Powrót do Reims" Jacek Poniedziałek podobno nazwał kolegę z obsady, Yacine’a Zmita, "wszą bezdomną", a następnie użył wobec niego przemocy fizycznej. Cała akcja wpłynęła na członków ekipy na tyle mocno, że pomimo przybycia widzów odwołano spektakl. Zaraz po opublikowaniu artykułu WP Poniedziałek wystosował obszerne oświadczenie na Facebooku, w którym przeprosił wszystkich biorących udział w sytuacji, przyznał, że stosowanie przemocy zdarzało mu się już wcześniej i obiecał poprawę.

Spięcie Jacka Poniedziałka i Yacina ZmitaJacek Poniedziałek miał wdać się w bójkę z kolegą ze sztuki. Aktor się tłumaczy

Jacek Poniedziałek: Wszyscy twórcy polskiego teatru mają na koncie skandale i kłótnie, bo są żywymi ludźmi 

W Wielką Sobotę, po publikacji w "Wyborczej" i "Wysokich Obcasach" tekstu Pauli Szewczyk o wspomnianej wcześniej sytuacji z Nowego Teatru, aktor zdecydował się opublikować kolejny wpis, tym razem dotyczący przemocy w polskim teatrze. Tej wiosny stała się ona wyjątkowo ważnym tematem w debacie publicznej po oświadczeniu Anny Paligi, byłej studentki łódzkiej Filmówki, która opisała nadużycia wykładowców wobec studentów aktorstwa i pociągnęła za sobą lawinę kolejnych wyznań absolwentów szkół artystycznych. Poniedziałek w sobotniej publikacji pisze o "walce pokoleń" i "wielkim polowaniu na czarownice" w polskim teatrze, a także o "napadach furii", które "zdarzają się powszechnie i bardzo wielu z nas".

Możecie wierzyć lub nie, ale pomimo ich występowania w teatrze i filmie nie dzieje się nic, co odróżniałoby te dziedziny pracy i twórczości od innych dziedzin życia i innych środowisk. Jesteśmy pokaleczonym społeczeństwem, skonfliktowanym, napiętym, ambitnym i hardym. Więzi społeczne zniszczone przez wojnę, PRL, dziką transformację i biedę, uległy kompletnej destrukcji w wyniku rządów fanatycznej prawicy. Żyjemy w stanie permanentnego wrzenia

- zapewnia aktor i dodaje, że w tej sytuacji "publiczne pranie teatralnych brudów" to nośna sprawa z uwagi na to, iż ludzie postrzegają aktorów jako "farciarzy, którzy niewiele robią, świetnie zarabiają, pokazują się w mediach, wiodą idealne życie, a ich praca to czysta przyjemność. Miło zatem przeczytać, że dzieją się wśród nas horrory. Głodna skandali publika dostaje to, co najbardziej lubi: przedmiot hejtu" - czytamy. 

Do sytuacji opisywanych przez absolwentów wydziałów aktorskich - a więc m.in. do sytuacji przemocy fizycznej oraz rzucania w stronę studentów przez nauczycieli niewybrednych określeń - Poniedziałek odnosi się, pisząc, że pokolenie aktorów, z którego się wywodzi, wielokrotnie musiało radzić sobie z obelgami zarówno w szkole, jak i w trakcie pracy na planach. "Czy to dobrze, że tak nas traktowano? Nie, niedobrze. Czy to powód, żeby skarżyć się w mediach i urządzać wielką publiczną jatkę? Może" - twierdzi aktor, który dopowiada, że sam nie zabierał w tej sprawie głosu, bo "uznawał, że może jest w tym cząstka prawdy". Jednocześnie wyraża zrozumienie wobec tych, "którzy tak nie chcą i nie potrafią". Wcześniej twierdzi, że medialny szum wokół przemocy w środowisku aktorskim to impuls do zmian, ale "bez wylewania dziecka z kąpielą".

Krystyna JandaKrystyna Janda o przemocy w szkołach teatralnych: Zakłamany obraz środowiska

Poniedziałek podsumowuje, że "wszyscy, ale to absolutnie wszyscy spośród najwybitniejszych twórców polskiego teatru mają na koncie afery, skandale, kłótnie, spory, krzyki, przekleństwa, poniżanie, świńskie żarty". Uzasadnia to tak, że są "żywymi ludźmi", "nie są idealni" i nikt z nich nie robił takich rzeczy umyślnie - "to wynika z permanentnego napięcia i dążenia do sukcesu w pracy"; niemniej w ich imieniu przeprasza czytających oraz "tych, którzy czują się pokrzywdzeni". Na koniec nadmienia:

Nie zaliczam siebie do grona wybitnych, jestem po prostu jednym z wielu aktorów w naszym kraju, którzy nie umieją nad sobą zapanować. Tylko tyle, ale i AŻ tyle. I za siebie raz jeszcze przepraszam. Ale nie mam sobie aż tyle do zarzucenia, żeby teraz milczeć i pozwolić jeździć po sobie tym walcem. A młodszym kolegom przypomnę słowa Jacka Kuronia: nie palcie komitetów, budujcie swoje!