"Dom Gucci". Lady Gaga z aktorstwem radzi sobie dużo lepiej niż scenarzysta ze scenariuszem

Nowy film Ridleya Scotta można albo pokochać, albo znienawidzić. To produkcja z bajeczną, hipnotyzującą wręcz obsadą, która dała z siebie wszystko, by nie zniknąć w otoczeniu idiotycznie luksusowych i przygotowanych z szalonym pietyzmem scenografii oraz charakteryzacji (z wyjątkiem Jareda Leto, który po prostu się w tym rozpłynął). Fabuła ma, czego potrzeba, żeby trzymać widza w napięciu: miłość, seks, wielkie pieniądze, walkę o władzę i wpływy, zdrady, intrygi, ryzyko, rozczarowanie, gorycz i zemstę. A mimo to film jest też m.in. wyzywająco niespieszny.

"Dom Gucci" to film bezwstydny w swoim przepychu i jednocześnie zaskakująco kameralny. Ridley Scott tak skupił się na bohaterach dramatu, że można zapomnieć o całej reszcie świata. Z ekranu aż kipi pasja i energia Lady Gagi, która naprawdę przeistoczyła się w swoją postać. Pamiętajcie, że gra tam też Jared Leto, bo na pewno go nie rozpoznacie. Poszedł tak daleko, że zupełnie zniknął w kreacji pociesznego i niebezpiecznego idioty. Chciałabym też zaapelować, żeby dać Oscara albo Złoty Glob już samym włosom Adama Drivera - one żyją tam własnym, majestatycznym życiem. Ale po kolei.

Zobacz wideo "House of Gucci" - Lady Gaga i Adam Driver w pierwszym zwiastunie

"Dom Gucci" czyli Makbet po włosku

Patrizia Reggiani była żoną Maurizia Gucciego przez 12 lat. Świat poznał ją jako Czarną Wdowę, kiedy w czasie głośnych procesów okazało się, że to właśnie ona zleciła morderstwo byłego męża, który zostawił ją dla kochanki i odciął ją od tego, co kochała najbardziej - domu mody Gucci. Właśnie wokół tej kobiety, którą z nieprzeciętną pasją gra Lady Gaga, skupia się główna oś narracji nowego filmu Ridleya Scotta. Reżyser mógłby właśnie od procesu zacząć, odkrywać przed widzami kolejne etapy dramatycznej historii, ale ewidentnie nie miał ochoty robić filmu sensacyjnego. Zamiast tego na początek pokazał, jak dziewczyna z włoskich przedmieść, która pracowała w firmie transportowej swojego ojca, została żoną spadkobiercy fortuny Guccich. Potem Scott spokojnie prowadzi nas przez kolejne ważne etapy ich wspólnego życia. 

Wątków będzie dużo, więc uporządkujmy: wielki romans, a także kariera Patrizii zaczyna się od przypadkowego spotkania na imprezie. Kiedy dziewczyna już wie, z kim ma do czynienia, zagina parol na studiującego prawo i introwertycznego Maurizia (Adam Driver) tak, że chłopak się w niej zakochuje. Na jej nieszczęście nie jest jednak, jako bodaj jedyny członek rodu, zainteresowany prowadzeniem rodzinnego biznesu. 

>>> Więcej informacji ze świata filmu i nie tylko na stronie glównej Gazeta.pl<<<

Kiedy więc jego ojciec Rodolfo (wyśmienicie zagrany przez Jeremy'ego Ironsa) zabrania mu żenić się z Patrizią, bo jego zdaniem dziewczyna poluje tylko na ich fortunę, bez większego żalu wyrzeka się luksusowego życia i jedzie do domu ukochanej, by się oświadczyć. Przyszły teść zatrudnia go w swojej firmie transportowej, a Maurizio jest przeszczęśliwy, wiodąc proste życie. Nie będzie mu jednak dane zaznać spokoju po ślubie, bo jego wuj Aldo (Al Pacino) się o niego upomina i chce, żeby wrócił na łono rodziny. Tym bardziej że inteligentny i zdolny prawnik jest dużo lepszym kandydatem do przejęcia rodzinnego imperium niż jego własny, niezbyt rozgarnięty syn Paolo (nierozpoznawalny Jared Leto), który ma mylne przekonanie o tym, że jest świetnym projektantem.

Patrizia przekonuje męża, żeby się pogodził z ojcem i wujkiem, przyjął stanowisko w domu mody i dbał o interesy. Sama zresztą podsuwa mu różne rozwiązania i wywiera sporo presji, bo ma ambicję, by kierować firmą. A kiedy czuje się zagubiona lub samotna, dzwoni do telewizyjnej wróżki Piny (Salma Hayek), która staje się jej wierną powiernicą; kobieta czuje, że na takiej klientce da się sporo zarobić. Tutaj każdy ma jakiś plan i własne cele do zrealizowania, więc w pewnym momencie robi się gęsto. Złożoność wszystkich tych powiązań i spokój, z jakim wprowadzane są kolejne wątki, sprawiają, że mam wrażenie, iż zamiast filmu należałoby z tej historii - razem z tą obsadą - zrobić raczej trwający dziesięć godzin serial.

Impreza Lady Gagi

Prowadząc historię w ten sposób, Ridley Scott stworzył klasyczny dramat pełen ironii tragicznej, opowieść wręcz szekspirowską o tym, jak ludzie u władzy nie powinni się zamykać w swoich marmurowych gabinetach, odcięci od świata. To też przestroga, żeby uważać na to, komu ufamy i komu pozwalamy wywierać na siebie wpływ. Bo nagle okazuje się, że prosta dziewczyna z przedmieść tak prowadzi intrygę, że prawie wszyscy tańczą, jak ona chce. Oczywiście do czasu, bo Patrizia traci kontrolę i wkracza w etap desperacji, co Lady Gaga pokazała wyśmienicie. Kiedy ekranowy mąż mówi do niej per Elizabeth Taylor, widzę tam Elizabeth Taylor. Po zmianie fryzury i stylizacji oczom ukazuje się nieco demoniczna, ale szczera w swoich uczuciach włoska Liza Minelli.

Lady Gaga jako Patrizia Reggiani w filmie 'Dom Gucci'Lady Gaga jako Patrizia Reggiani w filmie 'Dom Gucci' Fot. Metro Goldwyn Mayer Pictures Inc / Forum Film Poland

Lady Gaga posunęła się nawet do tego, że w ramach stosowania metody Stanisławskiego wyciągnęła traumatyczne przeżycia z młodości, kiedy była wielokrotnie gwałcona przez producenta muzycznego. Ból, który widać na ekranie, płynie z prawdziwych przeżyć. Tylko dla niej samej warto obejrzeć całość. O tym, że za postacią stoi aktor, zapomnieć można też w przypadku Jareda Leto, który zmienił się do roli głupkowatego Paolo Gucciego tak skrajnie, że jest zupełnie nierozpoznawalny. Może to stanowić pewien problem dla jego wielbicielek.

Jared Leto na planie 'House of Gucci'Jared Leto na planie 'House of Gucci' Agencja Wyborcza.pl

I tu też widać największą różnicę pomiędzy aktorami i tą częścią obsady, która zajmuje się przy okazji muzyką: oni się w swoich postaciach zatopili i zniknęli. Za to zarówno Adam Driver, jak Jeremy Irons i Al Pacino robią coś innego - kreują z precyzją i oddaniem swoich bohaterów, ale zostawiają też margines dla siebie. Wszystkich za to coś łączy - mówią z udawanym włoskim akcentem, co w wielu przypadkach ma swój urok, ale bywa też czasem boleśnie obciachowe. 

Ludzie zawieszeni w próżni

Z jednej strony wiem, że trwający blisko trzy godziny film miał pokazać w całości tragiczne wydarzenia, które doprowadziły do zabójstwa Maurizia, a Scott chciał, żeby każda z postaci miała czas zabłyszczeć na ekranie. Jednak znając na razie tylko częściowo książkę, na której podstawie powstał scenariusz, widzę też, ile trzeba było wprowadzić do tej historii uproszczeń i ile ciekawych smaczków przepadło, bo nie było na nie czasu. To frustrujące, bo przywiązanie do detalu było tu duże.

Po samych kostiumach widać, że przechodzimy przez trzy epoki: zaczynamy od estetycznie najciekawszych lat 70., przebijamy się przez ciągle bolesne dla oczu lata 80., które w dążeniu do luksusu są wręcz kiczowate, po to, by skończyć na latach 90., które swoją estetyką znacząco odbiegają od poprzednich epok. A jednak przejścia pomiędzy tymi okresami gdzieś giną, w narracji brakuje trochę szerszego kontekstu - skąd widz nieporuszający się w świecie mody ma wiedzieć, że dom Gucci z marki niegdyś luksusowej przemienił się w synonim kiczu i tandety dla nuworyszy?

Można być równie zdziwionym, co filmowy Maurizio Gucci, który przez przypadek na pokazie Versace dowiedział się, że nikt ,kto się szanuje, nie chce dla projektować dla jego marki. Scenarzysta tak bardzo skupił się na relacjach między członkami rodziny, że zapomniał osadzić ich w konkretnych realiach i pokazać, że ich działania płyną nie tylko z wewnętrznych imperatywów, ale są też wywoływane przez zewnętrzne czynniki. To jest chyba największy problem tego filmu, który i tak mnie na wielu płaszczyznach zachwycił. Jednego jestem pewna - po seansie nie mogę się doczekać, aż przeczytam książkę Sary Gay Forden do końca. 

<<Reklama>> Ebook "Dom Gucci" dostępny jest w Publio.pl >>

Więcej o: