Kiedy Stallone napisał "Rocky'ego", miał na koncie 103 dolary. Na ten film postawił wszystko

Dwa automatyczne skojarzenia z Sylvestrem Stallone? Rocky Balboa i Rambo. Obie postacie są największymi kreacjami amerykańskiego aktora - to właśnie pierwsza z nich przyniosła mu rozgłos i międzynarodową sławę. W tym roku obchodzimy 45. rocznicę premiery filmu "Rocky", w którym widzowie poznali nieustraszonego boksera z Filadelfii.

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona na ekranie jest bardzo prostym i przewidywalnym opowiadaniem. Co jest więc takiego w filmie, który w 1977 roku otrzymał trzy nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, w tym za najlepszy film, wyprzedzając w wyścigu o statuetkę m.in. kultowego "Taksówkarza" Martina Scorsese?

Zobacz wideo Popkultura odc. 93

Od zera do boksera

Robert "Rocky" Balboa to 30-letni chłopak z sąsiedztwa, który zarabia na życie, ściągając haracze dla włoskiego gangstera Tony'ego Gazzo i startując w amatorskich walkach bokserskich. Po takim opisie można się spodziewać bezlitosnej maszyny do zabijania, lecz nic bardziej mylnego. Poznajemy bowiem człowieka, który poza sportowym ringiem nie skrzywdziłby muchy. 

W drodze do baru, gdzie często spotyka się ze swoim przyjacielem Pollym, Rocky zbiera z ulicy śpiącego bezdomnego, żeby nie zamarzł w zimną listopadową noc, a kilkunastoletnią dziewczynę podprowadza do domu i poucza o unikaniu złego towarzystwa. Nawet kiedy Gazzo zleca mu połamanie kciuków jednemu z dłużników, nasz bohater lituje się i w tajemnicy przed swoim mocodawcą puszcza go bez uszczerbku na zdrowiu.

Pomiędzy salą treningową a ciemnymi zaułkami, często odwiedza sklep zoologiczny, żeby kupić karmę dla swoich żółwi - Cuffa i Linka. Co ciekawe, Stallone w 2019 roku pochwalił się na Instagramie zdjęciem z tymi samymi żółwiami, które, zgodnie z tym co napisał, są z nim od czasu kręcenia pierwszego "Rocky’ego". 

 

Podobnie późniejszy ekranowy towarzysz pięściarza, pies Butkus, był pupilem aktora. Żółwie jednak to nie jedyne powody częstych wizyt Rocky’ego w sklepie - pracuje tam Adrian, siostra Polly’ego, która wpadła bokserowi w oko. W tej roli wystąpiła Talia Shire, znana z kreacji Connie Capone w "Ojcu Chrzestnym" F.F. Coppoli. 

Rocky nie ma lekko - raczej nie jest brany na poważnie przez swoje otoczenie, co najbardziej odczuwa w sportowej materii, kiedy traci szafkę w klubie na rzecz zdolniejszych zawodników, którym trener poświęca całą uwagę. Podczas jednego ze spacerów żali się Adrian, że nikt nie chce z nim walczyć, bo jest "southpaw" - leworęcznym bokserem, problematycznym przeciwnikiem dla praworęcznych pięściarzy. 

W tym samym czasie grany przez Carla Weathersa Apollo Creed, bokserski mistrz świata wagi ciężkiej, z powodu kontuzji rywala decyduje się rzucić wyzwanie zupełnie nieznanemu dotąd zawodnikowi. Wybór pada na Rocky’ego ze względu na jego charakterystyczny pseudonim: Włoski Ogier (ang. Italian Stallion). To szansa jedna na milion, z której główny bohater decyduje się oczywiście skorzystać. Tym samym przestaje być niewidzialny dla klubowego trenera, Mickeya, który bierze go pod swoje skrzydła i przygotowuje do walki życia. Również Adrian zaczyna patrzeć na niego przychylniejszym okiem i daje szansę tlącemu się uczuciu. 

Kiedy nadchodzi długo wyczekiwany dzień i obaj pięściarze krzyżują rękawice na oczach tysięcy widzów, nikt nie wierzy własnym oczom - nieznany dotąd nikomu amatorski bokser dociera do piętnastej rundy w walce z mistrzem świata. Obaj zawodnicy ostatkiem sił wymierzają kolejne ciosy, gdy o wyniku starcia decydują tylko punkty. Rocky przegrywa pojedynek z Apollo, ale ważniejsza jest dla niego miłość - po skończonej potyczce, w której trakcie wciąż wykrzykuje imię Adrian, na wielki finał rzucają się sobie w ramiona.

Skazany na sukces?

Bezpośrednią inspiracją do powstania filmu była walka Muhammada Alego z Chuckiem Wepnerem, który w 1975 roku w jednej z rund powalił na deski utytułowanego boksera. Jak można się spodziewać, nie zwyciężył w tym spotkaniu, ale zdarzenie to było na tyle niezwykłe, że Sylvester Stallone po obejrzeniu walki podobno w trzy dni przygotował scenariusz. Gdyby ze swoją dzisiejszą reputacją chciał zrealizować film o nieznanym pięściarzu, pewnie poza pieniędzmi mógłby przeważyć rzut monetą, bo lista chętnych nie miałaby końca. W tamtych czasach Stallone był raczej przeciętnym aktorem - ledwo wiązał koniec z końcem, a w portfolio miał sporadyczne role filmowe i teatralne. Pukał od drzwi do drzwi wytwórni filmowych, ale nikt nie chciał nakręcić filmu na jego warunkach, czyli obsadzając go w głównej roli. 

Proponowano mu nawet ponad 300 tys. dolarów za scenariusz, ale odrzucił intratną ofertę. Ostatecznie przyjął propozycję jednej z wytwórni, która zaproponowała mu najniższe możliwe wynagrodzenie, ale za to dopiął swego i wcielił się w rolę odpowiednika Wepnera. W wywiadzie udzielonym w 1976 roku w programie "Dinah!" mówił:

Miałem 103 dolary na koncie, moja żona była w ciąży, a pies podżerał meble, to był naprawdę rozpaczliwy czas. Zapytałem więc żonę, czy jesteśmy w stanie podjąć taki strzał w ciemno (...), bo nie mieliśmy już żadnych oszczędności. 

Film okazał się niesamowitym sukcesem. W samych Stanach Zjednoczonych zarobił na zwrot kosztów produkcji. Stallone dostał 6 tys. dolarów i mimo tak żenującej gaży to on śmiał się ostatni - trzymał w ręce prawa do postaci Rocky’ego, które sprytnie wykorzystał. Przez kolejnych 30 lat, do 2006 roku, powstało jeszcze pięć filmów opowiadających o losach boksera, z których cztery wyreżyserował sam Stallone. Nowy rozdział otworzyły produkcje "Creed" i "Creed II" z 2015 i 2018 roku, gdzie Rocky został trenerem tytułowego Creeda, syna Apolla, którego zagrał Michael B. Jordan. Stallone za pierwszą odsłonę serii otrzymał nawet Złoty Glob.

Zarówno Balboa, jak i Stallone spełnili swój amerykański sen, stając się ikonami popkultury. Dziś mało kto nie zna choćby ścieżki dźwiękowej filmu, którą skomponował Bill Conti, a która od trzeciej części serii z 1982 roku została wzbogacona o równie znany utwór "Eye of the Tiger" zespołu Survivor.

Kiedy na wspominanej wcześniej gali wręczenia Oscarów Jack Nicholson wyczytał nazwiska producentów - Irwina Winklera i Roberta Chartoffa, otrzymujących nagrodę za najlepszy film, panowie wręcz zaciągnęli Stallone’a razem ze sobą na scenę. Pierwsze słowa, które padły? "Sylvestrze Stallone, chciałbym podziękować ci za podzielenie się z nami swoimi marzeniami o Rockym i za kreację, która wzbogaciła życie nas wszystkich".

 
Więcej o: