Widzowie wychodzili z kin, a krytycy się zachwycali. Tarantino kręcił "Wściekłe psy" po kosztach

Quentin Tarantino jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych reżyserów. 30 lat temu jego przygoda z filmem ruszyła z kopyta - do tamtego momentu był nikomu nieznanym pracownikiem wypożyczalni kaset wideo, który jeszcze jako nastolatek pokochał kino i zapragnął tworzyć je samemu. 21 stycznia 1992 roku podczas festiwalu w Sundance premierę miał pełnometrażowy debiut Tarantino, "Wściekłe psy".

Lokalny biznesmen i gangster Joe (Lawrence Tierney) wraz z synem Eddiem (Chris Penn) werbują kilku mężczyzn do napadu na sklep jubilerski — większość z nich ma kryminalną przeszłość, co ma być gwarantem powodzenia akcji. Chcąc się zabezpieczyć przed ewentualnymi konsekwencjami, cała grupa pozostaje dla siebie anonimowa i posługuje się pseudonimami: Mr. White (Harvey Keitel), Mr. Orange (Tim Roth), Mr. Blonde (Michael Madsen), Mr. Pink (Steve Buscemi), Mr. Brown (sam Quentin Tarantino) oraz Mr. Blue (Edward Bunker).

Zobacz wideo Pewnego razu... w Hollywood - polski zwiastun filmu Quentina Tarantino

"Wściekłe psy" przerosły nawet Wesa Cravena

Kiedy dochodzi do skoku, sytuacja wymyka się spod kontroli, a policja zaskakuje tytułowe "wściekłe psy". Złodzieje rzucają się do ucieczki, w wyniku której Mr. Orange zostaje ciężko ranny. Oczy widzów zostają zwrócone na stary magazyn, w którym uciekinierzy się ukrywają i próbują ustalić: czy zasadzka już na nich czekała i który z nich jest zdrajcą. 

Można powiedzieć, że fabuła filmu jest relatywnie prosta, ale Tarantino bawi się formą na każdym kroku. Dziś wiemy, że reżyser znany jest z przeciągniętych do granic możliwości dialogów "o niczym", ale przecież nikt nie pisze ich tak jak on. W filmie prawie nie ma muzyki, a po seansie na długo w pamięci pozostają wykorzystane w nim utwory - "Little Green Bag" czy "Hooked on a Feeling". Tarantino wykorzystał praktycznie cały budżet przeznaczony na soundtrack, by pozyskać prawa do piosenki "Stuck in the Middle with You" grupy Stealers Wheel, w której rytm Mr. Blonde torturuje porwanego zakładnika. 

 

Dowodem na upór reżysera jest też ostateczny przebieg tej sceny — produkcja chciała ją wyciąć ją ze względu na wyjątkową brutalność, ale jak wiadomo, Tarantino nie ma w zwyczaju dawać za wygraną. Za zdjęcia do filmu odpowiadał nasz rodak, Andrzej Sekuła, który współpracował z reżyserem również przy "Pulp Fiction" czy epizodzie z "Czterech Pokoi". We wczesnych latach 90. niektóre zabiegi wykorzystane przez debiutującego filmowca zostały przyjęte zupełnie inaczej, niż się tego spodziewał — ze względu na cenzurę brutalnych scen tortur, Brytyjczycy mogli zobaczyć film dopiero trzy lata po oficjalnej premierze, a widzowie wychodzili z kina. Jednym z nich był scenarzysta m.in. "Koszmaru z ulicy Wiązów" Wes Craven. "Pieprzony gość, który zrobił 'Ostatni dom po lewej' wyszedł? Moje filmy są za ciężkie dla faceta, który zrobił 'Ostatni dom po lewej'..." - wspominał rozżalony Tarantino.

"Dla Quentina. To nie piosenka o kutasie, tylko o miłości. Madonna"

Zdecydowane reakcje widzów wiązały się również z wulgarnością dialogów, które od pierwszych minut wprowadzały konsternację i oburzenie. Film otwiera rozmowa, w której sam Tarantino przedstawia dość śmiałą interpretację piosenki Madonny "Like a Virgin". Po obejrzeniu filmu artystka, której "Wściekłe psy" notabene bardzo się spodobały, zaprzeczyła domysłom przedstawionym w scenariuszu. Mało tego — podarowała reżyserowi kopię swojego albumu "Erotica" z komentarzem: "Dla Quentina. To nie piosenka o kutasie, tylko o miłości. Madonna".

Inna ciekawostka dotycząca bohaterów: Mr. Blue co prawda jest widoczny tylko w początkowej scenie i nie wypowiada ani słowa, przez co może zostać zapomniany — tymczasem to właściwie najciekawsza postać. Wcielający się w niego Edward Bunker niegdyś sam był przestępcą; na koncie miał rabunki kilku banków. 15 lat przed premierą "Wściekłych psów", jako 42-latek, wrócił na drogę sprawiedliwości i zajął się pisaniem kryminałów, których fanem był Tarantino. Spełniał się również w tworzeniu scenariuszy filmowych i chętnie występował przed kamerą.

Istnieje szansa, że twórcom filmu na pewnym etapie produkcji też przeszedł przez myśl napad na bank. Mierzyli się bowiem z tak niskim budżetem, że (podsumowując uproszczenia i kompromisy, na które musieli pójść), aż dziwne, jakim cudem spod ich rąk wyszedł tak dobry film. Niektórzy aktorzy, m.in. Chris Penn czy Steve Buscemi, nosili na planie własne ubrania. Z kolei charakterystyczne czarne garnitury podarowała filmowcom projektantka, będąca fanką filmów kryminalnych. Samochód, w którym Mr. Blonde przewozi zakładnika — Cadillac Coupe DeVille — był własnością Michaela Madsena, ponieważ produkcji nie było stać na zakup auta.

Wspomniany wcześniej magazyn, w którym dzieje się połowa akcji filmu, to w rzeczywistości opuszczone prosektorium, zaś pomieszczenie znajdujące się nad nim posłużyło do stworzenia pokoju, w którym mieszkał Mr. Orange. Scena, gdzie Mr. Pink kradnie auto na środku jezdni, została nagrana bez asysty policji i z wykorzystaniem prawdziwego ruchu ulicznego, ponieważ, ponownie, na bezpieczniejszy sposób nie było pieniędzy. 

Co to właściwie znaczy "Reservoir Dogs"?

Jeśli zastanawialiście się nad znaczeniem oryginalnego tytułu, czyli "Reservoir Dogs", możecie w zasadzie przestać się wysilać. Domysłów na ten temat jest wiele, ale reżyser nigdy nie zdradził źródła inspiracji. Jedna z głośniejszych teorii mówi o kliencie wypożyczalni, w której pracował Tarantino — w jednej wersji mężczyzna źle wypowiedział tytuł filmu "Au revoir les enfants" i powiedział, że chce "Reservoir dogs". Jeszcze inna teoria mówi o zlepku słów powstałym w wyniku połączenia tytułów "Au revoir les enfants" i "Straw Dogs". Wszystkie teorie są tak samo prawdopodobne.

"Wściekłe psy" niemalże doczekały się kontynuacji. Grany przez Michaela Madsena Vic Vega, ukrywający się pod pseudonimem Mr. Blonde, miał być bratem Vincenta Vegi. Brzmi znajomo? To oczywiście bohater Johna Travolty z "Pulp Fiction". Niestety, kiedy reżyser znalazł już przestrzeń na zrealizowanie owego pomysłu, aktorzy zdążyli się za bardzo zestarzeć, żeby wrócić do swoich ról.

Więcej o: