"Syn Gierka nam to przewidział". Producent mówi o nagonce, a Koterski wzruszony dziękuje widzom

"Gierek" w weekend otwarcia obejrzało 100 tys. osób, co oznacza, że był najczęściej wybieranym filmem w polskich kinach. Michał Koterski wzruszony dziękuje widzom za wsparcie i nawołuje, żeby się nie przejmować krytykami filmowymi, którzy równają produkcję z ziemią. Producent filmu twierdzi z kolei, że jego film "spotkała nagonka" i "krytyka w dużej mierze umotywowana politycznie", co go nie dziwi, bo to przepowiedział mu syn Edwarda Gierka.

Przed premierą "Gierka" nie zorganizowano pokazu prasowego, krytycy oglądali więc film na własną ręką. Recenzenci z różnych mediów niemal zgodnie podkreślają, że zawiodło tu niemal wszystko - scenariusz, reżyseria, aktorstwo, dialogi - i niemal się prześcigają na bardziej zjadliwe recenzje.

Zobacz wideo Zwiastun "Gierka" [ZWIASTUN]

Krytycy walą w "Gierka" jak w bęben

"Biedaprodukcja jest przykładem degradacji polskiego kina w czasach fake newsów i prymitywnej propagandy PiS" - pisze Jacek Cieślak z "Rzeczpospolitej", a Tomasz Raczek od siebie dodaje "Ogląda się to jak teatr amatorski grający sztukę napisaną przez autora telenowel. Anachronizm pod rękę z nieprawdą, bezguście w objęciach beztalencia". Jakub Majmurek na stronie "Krytyki politycznej" wyliczał z kolei: "scenariusz jest dziurawy, dramaturgia się sypie. Dialogi są tak żenujące, że wiele scen staje się niezamierzenie śmiesznych i zastanawiamy się, czy twórcy nie kręcą jednak komedii". Zresztą Andrzej Brzeziecki z "Newsweeka" twierdzi, że film "broni się tylko jako komedia".

Kadr z filmu ' Gierek 'Recenzenci o "Gierku". "Niczym ze stajni Kurskiego", "bezguście w objęciach beztalencia"

Wiele osób zarzuca też produkcji propagandowy wydźwięk, tworzenie kultu jednostki rodem z czasów stalinizmu i ogólne przekłamania historyczne: "'Gierek' to film zakłamany, głupi, nieprawdziwy i niemający nic wspólnego z rzeczywistością. Jedna wielka pomyłka" – oceniał dla w naTemat profesor UW Marcin Zaremba, historyk. Z drugiej strony syn Edwarda Gierka, profesor Adam Gierek, utrzymuje, że Michał Koterski bardzo wiernie oddał charakter jego ojca i jego zdaniem świetnie wywiązał się z powierzonego mu zadania. W trakcie spotkania z publicznością podkreślał: 

Pan Koterski w sposób idealny, w stuprocentowy oddaje emocje mojego ojca. Ojciec był człowiekiem emocjonalnym, i myślę, że te emocje zostały w 100 procentach idealnie oddane. Ten film może wywołać pewien wstrząs, ludzie nie znają tej historii

Z jego opinią nie zgadzają się w większości recenzenci: Tomasz Raczek otwarcie pisze, że Koterski jest kiepskim aktorem, a inni dodają, że raczej nie zrobił nic poza tym, że przytył do filmu. Oberwała też Małgorzata Kożuchowska ("nie wykracza poza to, co robiła w 'Rodzince.pl", "Ledwo dyszy") czy Antoni Pawlicki za kreację generała. 

Producent filmu Janusz Iwanowski w rozmowie z wp.pl stwierdził, że dziennikarze traktują widzów z wyższością, a on wie, że publiczność po seansie "Gierka" klaszcze. Uważa, że jego film jest krytykowany z powodów politycznych:

Mój film spotkała nagonka i zniszczenie ze strony krytyków, jakby się umówili. To jest krytyka w dużej mierze umotywowana politycznie. Prof. Adam Gierek, syn pierwszego sekretarza, nam to przepowiedział.

Twierdzi też, że "Gierka" krytykują recenzenci o liberalnych poglądach, bo jego film ma "rzekomo reklamować etatyzm". Iwanowski podkreśla, że robi filmy dla widzów, a nie dla krytyków. Dodaje też, że nie ma do nikogo pretensji i nie będzie nikogo "do sądu podawał". Usilnie przypomina, że scenariusz pisano na podstawie relacji osób, które Edwarda Gierka znały osobiście.

Jeszcze na planie filmu opowiadał w rozmowie z Gazeta.pl: - Musieliśmy pójść na pewne kompromisy i np. z trzech prawdziwych osób skleić jedną postać, która będzie je reprezentować. Tak też przygody pewnego profesora, jego potyczki z generałem czy bezpieką przeżywa w filmie grana przez Agnieszkę Więdłochę Marzena. To było potrzebne, bo inaczej film poszedłby w wielowątkowość, która jest częstym grzechem w polskim kinie. Ludzie chcą tyle opowiedzieć, że ginie w tym wszystkim główny bohater. A jeśli nie ma bohatera, to widz się nie angażuje. Nie ma filmu. Podobnie jak działo się w "Procederze", tutaj cały czas idziemy za bohaterem - Edwardem Gierkiem. To jest opowieść o nim, dlatego z wielu rzeczy i postaci zrezygnowaliśmy. Przykładowo: pokazaliśmy moment wyboru Jana Pawła II na papieża i niezadowolenie partyjnych towarzyszy. Ale Karol Wojtyła już ma swoje filmy, a Gierek nie. Dlatego nie pokażemy papieża - tłumaczył. 

Recenzje jednak nie zmieniły tego, że w pierwszy weekend wyświetlania "Gierka" obejrzało 100 tysięcy osób. Michał Koterski napisał podziękowania "Jestem wzruszony mnóstwem wiadomości, jakie od was dostałem i tym, że doceniliście moją rolę, bo poświęciłem jej rok swojego życia i ciężkiej pracy" i zacytował jedną w wiadomości: "Nie słuchajcie krytyków filmowych! Słuchajcie nas, ludzi, publiczności... To dla nas gracie... Zagrał pan moim zdaniem rewelacyjnie. To piękna rola!". 

Więcej o: