"Ciągle mnie pytano, czy ja też zostanę reżyserką jak mój dziadek". Gia Coppola prezentuje film "Król internetu"

Gia Coppola to fotografka, reżyserka, scenarzystka i producentka. Gia urodziła się 35 lat temu w Los Angeles jako wnuczka Francisa Forda Coppoli. Jej ciotką jest Sofia Coppola, wujkiem - scenarzysta Roman Coppola ("Kochankowie z Księżyca"). Gia wychowywała się na planach filmowych, ale reżyserią zainteresowała się na poważnie dopiero na studiach fotograficznych. 4 lutego do polskich kin wszedł jej nowy film "Król internetu" z Andrew Garfieldem w roli głównej.

Ojciec Gii, Gian-Carlo Coppola, zmarł w tragicznym wypadku na motorówce w wieku 22 lat na pół roku przed narodzinami swojej jedynej córki. Gia odziedziczyła po ojcu imię (jego pełna wersja brzmi Gian-Carla) i filmowy rodowód, za którego sprawą już jako młoda dziewczyna zdobywała pierwsze doświadczenia w rodzinnej branży. Praktycznie wychowywała się na planach filmowych swojej ciotki Sofii. Przy filmie "Somewhere. Między miejscami" pracowała jako asystentka kostiumografa, przy "Twixt" w reżyserii dziadka była konsultantką kreatywną. Nie jest jednak samoukiem – ukończyła Bard College z tytułem licencjackim z fotografii.

Zobacz wideo Popkultura odc. 101

"Król internetu". Gia Coppola: Aby robić filmy, trzeba cały czas się zmieniać

Zanim jej reżyserski debiut pełnometrażowy "Palo Alto" miał premierę na festiwalu w Wenecji, udało się jej zrealizować kilka filmów krótkometrażowych oraz teledysków. Jej druga fabuła "Król internetu" pokazywana była w sekcji Orizzonti festiwalu w Wenecji. Jedna z głównych bohaterek, Frankie, pracuje jako barmanka w hollywoodzkim klubie komediowym razem ze swoim najlepszym przyjacielem (niekiedy kochankiem) Jake'em. Patrzy na ludzi w klubie i zastanawia się, co tak naprawdę ceni dzisiejsze społeczeństwo. Kiedy spotyka tajemniczego Linka, zaczyna filmować jego antykomercyjne wypowiedzi i umieszczać w sieci. Frankie, Jake i Link, trójka outsiderów, szybko stają się gwiazdami Internetu. Wtedy rękę po zyski wyciąga menadżer klubu. Czy na antykomercji można zarabiać? Jeśli to robisz, to kim jesteś? Historia o mediach społecznościowych i ich zgubnym wpływie na psychikę człowieka.

W polskich kinach "Król internetu" pojawił się 4 lutego. Z tej okazji Gia Coppola odpowiedziała na kilka pytań związanych z filmem.

Skąd pomysł, aby zrobić "Króla internetu"?

Gia Coppola: Wszystko zaczęło się od filmu „Twarz w tłumie" (ang. „A Face In The Crowd") z 1957 roku, którego akcja dzieje się w momencie, gdy telewizja szturmem zdobywała uwagę wszystkich, wypierając radio czy kino. Główny bohater z dnia na dzień zostaje gwiazdą telewizji, woda sodowa całkowicie uderza mu do głowy. Niesamowite, jak bardzo to, co się dzieje w związku z rozwojem social mediów, koresponduje z czasami rozkwitu telewizji. Szukając pomysłów na film, równie ważne były też dla mnie dwa ikoniczne filmy o telewizji: "Sieć" i "Broadcast News". Oba pokazują, jak działają na nas media. Kolejna inspiracja pochodziła też z mojego najbliższego otoczenia. Jeden z moich przyjaciół jest osobowością internetową. Mimo że kompletnie nie rozumiałam tego świata, zafascynowało mnie to tak bardzo, że chciałam dowiedzieć się o tym, jak najwięcej i zrozumieć, na czym polega fenomen social mediów.

Film pokazuje ciemną stronę internetu. Dlaczego było dla ciebie ważne opowiedzenie właśnie tej historii?

Chciałam zrobić film ku przestrodze, film ostrzeżenie. Obecnie, wciąż nie wiemy, jak odnaleźć się w tej nowej komunikacyjnej rzeczywistości ani też nie potrafimy ocenić, jaki wpływ social media będą miały na nasze zdrowie psychiczne w przyszłości. Kolejne wyzwanie to zbadanie, jak bardzo jesteśmy podatni na działanie trwającej nieustannie oceny ze strony innych ludzi.

Co sądzisz o ludziach, którzy zdobywają rozpoznawalność dzięki social mediom?

Uważam, że sława nie daje ani poczucia spełnienia, ani nie gwarantuje znalezienia sensu życia. Mimo to dla wielu ludzi zarabianie pieniędzy i zdobycie statusu osoby rozpoznawalnej stały się największą wartością. Dzięki pandemii i przymusowemu spowolnieniu tempa naszego życia, wielu ludzi zrozumiało, że o wiele większe korzyści osiągamy poprzez kontakt z naturą i nauczenie się sposobu wyrażania samego siebie. Zrozumieliśmy, że o największą wartością jest podążanie za swoim prawdziwym wewnętrznym głosem i robienie tego, co nas naprawdę interesuje.

Co sprawiło, że Maya Hawke stała się Frankie, a Andrew Garfield - Linkiem?

Muszę przyznać, że dość długo poszukiwałam aktorki do roli Frankie. Dopiero gdy podczas sesji zdjęciowej dla Zaca Posena poznałam Mayę Hawke, to wpadłam na pomysł, by właśnie to jej zaproponować tę rolę. Natomiast jeśli chodzi o Andrew, to od samego początku miałam przeczucie, żeby obsadzić go w roli Linka. Jestem jego wielką fanką od zawsze. Ma ogromny talent, współpraca z kimś o tak wielkiej charyzmie jest wyzwaniem i frajdą. W „Królu Internetu" miał możliwość zagrania zupełnie innej postaci niż dotychczas, obsadzano go przecież w rolach superbohaterów albo miłych chłopaków. Mam nadzieję, że jego publiczność będzie zaintrygowana jego nowym obliczem.

W jednym ze wcześniejszych wywiadów powiedziałaś, że dorastanie w rodzinie filmowców sprawia, że ma się dużo mniejszą ochotę, by pracować w branży filmowej.  Czemu zmieniłaś zdanie?

Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, ciągle mnie pytano, czy ja też zostanę reżyserką jak mój dziadek. Odpowiadałam wtedy, że jestem dzieckiem i nie wiem jeszcze, co chcę robić w życiu. Jako młoda dziewczyna, dość długo szukałam swojego miejsca w życiu. Dopiero gdy trafiłam do Bard College w Nowym Jorku, gdzie pod kierunkiem fotografa Stephena Shore’a zaczęłam studiować reżyserię, wszystko zaczęło się układać. To tam odkryłam, że stanie za kamerą daje mi poczucie bezpieczeństwa i przełamuje moją nieśmiałość. Otworzył się przede mną zupełnie nowy świat, bardzo konceptualny, daleki od technikaliów i książkowych nudnych formuł. W kinie uwielbiam to, że mam możliwość łączenia wielu różnych dziedzin: fotografii, mody i muzyki. Lubię też współpracę z innymi ludźmi, robienie filmów to praca zespołowa, nigdy nie czujesz, że robisz film sam. 

Jak twój reżyserski styl ewoluował od czasu "Palo Alto"?

Od momentu premiery „Palo Alto" upłynęło już siedem lat i naprawdę czuję, że bardzo dużo się nauczyłam. Każdy nowy projekt to wyzwanie. Przypominają mi się słowa Alexandra Payne’a (reżyser filmu "Bezdroża"), który porównywał robienie filmów do smażenia naleśników. Gdy zaczynasz je robić, zdarza się, że patelnia jest za gorąca i musisz ją schłodzić, by nie przypalić kolejnego. Tak samo jest z robieniem filmów, musisz być cały czas czujny, by ich nie "przypalić".  Aby robić filmy, trzeba cały czas się zmieniać. To jedyny stały czynnik w tym wszystkim.

Jaki będzie twój kolejny projekt?

Inspiruje mnie próbowanie sił w nowych gatunkach filmowych. Ostatnio zaś jestem zafascynowana podcastami, uważam, że ten rodzaj twórczości daje ogromne możliwości. Nie trzeba się ograniczać, jeśli chodzi o lokacje, więc możesz pojechać gdziekolwiek tylko chcesz. Może teraz właśnie tego spróbuję.

Więcej o: