"Biały ląd". Olaf Lubaszenko: O tych wydarzeniach mało kto wie. To świetnie skonstruowany thriller

- "Biały ląd" to książka opowiadająca o wydarzeniach, o których mało kto wie - zapowiada w rozmowie z Gazeta.pl Olaf Lubaszenko, który wystąpił w pierwszej superprodukcji audio Wydawnictwa Agora. Historia inspirowana kultowymi fabułami, gdzie sensacja przeplata się z groteską, zelektryzuje nie tylko fanów Tarantino, Pasikowskiego czy serialu "Ekstradycja".

Rok 1998: Polska rozpoczyna negocjacje akcesyjne z Unią Europejską, do kin wchodzą "Młode wilki ½", a w sercu Afryki zespół fachowców ze Szczecina robi największy biznes w historii III RP. Media rozpisują się o wielomilionowym kontrakcie, o czarnym złocie cenniejszym niż węgiel i o polskim przemyśle wstającym z kolan. Tylko że na miejscu rzeczywistość wygląda inaczej niż w prospekcie dla inwestorów. Wycieńczeni upałem i oszalali od wódki górnicy, nieprawdopodobna korupcja i kryjący się w buszu rebelianci, a przy telefonach agenci wywiadów...

Zobacz wideo Olaf Lubaszenko o tym, jak mu się pracowało przy produkcji "Biały Ląd"

Olaf Lubaszenko: W kwietniu 1998 roku mieszkałem w dzielnicy, która ma dziś różne konotacje

- Na moje zainteresowanie tą produkcją złożyło się kilka elementów. To ciekawa fabuła, świetnie skonstruowany thriller, humor, który mnie pasjonuje, no i bohater, którego przyszło mi zagrać - mówi Olaf Lubaszenko. Grany przez niego Tadzik Zborowski to były funkcjonariusz SB. W Kongu znalazł się po znajomości. Wydaje się, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu - korupcja bowiem nie jest mu obca. Wszystko jednak ma swój koniec. A zwłaszcza cierpliwość Tadzika...

- Najbardziej atrakcyjna była dla mnie możliwość pokazywania go w skrajnych sytuacjach. Zarówno gdy jest dobrze i wesoło, jak i w sytuacjach niezwykle dramatycznych, pełnych napięcia - opowiada Lubaszenko. - Poza tym ma on pewną przypadłość - jest w dość zażyłych stosunkach z substancją o wzorze chemicznym C2H5OH, co nadaje mu specyficzny rys. Ma w sobie zarówno coś mrocznego, jak i dobrego. To daje aktorowi możliwość użycia całego wachlarza środków wyrazu. 

Co sam Olaf Lubaszenko robił w kwietniu 1998 roku, kiedy rozgrywa się akcja "Białego lądu"? - Najprawdopodobniej mieszkałem wtedy na Żoliborzu, dzielnicy, która ma w naszej współczesnej historii różne konotacje. Zawodowo, o ile pamiętam, byłem pomiędzy dwoma filmami Władysława Pasikowskiego, "Demonami wojny" i "Operacją Samum". W teatrze grałem tylko w musicalu "Metro", bo moje relacje z teatrem nie były w tamtym czasie tak intensywne jak teraz - wspomina aktor.

W przypadku pracy nad "Białym lądem" okazji do powrotu do przeszłości było sporo, chociażby dlatego, że w jednego z bohaterów - Grzegorza Zachwastcza, przebiegłego i nieprzewidywalnego gangstera - wciela się Mirosław Zbrojewicz, który wielokrotnie współpracował z Olafem Lubaszenką. - Nie chcę za bardzo zdradzać kuchni takich produkcji, ale bywa różnie. Niektóre fragmenty nagrywamy w samotności, a potem kunszt realizatora i reżyserki pozwala to złożyć w spójną całość. Agnieszka Matysiak i Zdzisław Zieliński starali się bardzo, żebyśmy mogli jednak się spotkać. Spędziliśmy z Mirkiem parę godzin za mikrofonami, co zawsze dodaje emocjonalnego napięcia. Mam nadzieję, że będzie to słychać - podkreśla Lubaszenko. 

"Biały ląd", książka Łukasza Błaszczyka, Pawła Sajewicza i Marka Wełny, zyskała w studiu nagraniowym zupełnie nowe oblicze. W bohaterów powieści oprócz Olafa Lubaszenki i Mirosława Zbrojewicza wcielili się: Marcin Korcz (jako Piotr Rapacki, młody dyrektor polsko-kongijskiej spółki), Aleksandra Szwed (jako Elodie Kinyama, lekarka z dyplomem PAN) i Leszek Lichota (jako Maks Wagner, ekswojskowy, który ma sprawdzić, kto sabotuje polskie przedsiębiorstwo w Kongu). Jako narratora tej szalonej historii usłyszymy zaś Arkadiusza Jakubika. << Audiobook "Biały ląd" jest dostępny na Publio.pl >>

Więcej o:

Polecane dla Ciebie