"Idąc ulicą, modliłam się o to, by znaleźć choć 10 zł". Trafankowska pomagała nawet wtedy, gdy nie miała nic

Daria Trafankowska gdyby żyła, miałaby 68. lat. Zmarła przedwcześnie, w momemcie gdy znów była zakochana i naprawdę szczęśliwa. Choć miała wielkie serce, a jej dom zawsze był otwarty dla przyjaciół, jej samej los nie oszczędzał. W chwili, gdy wszystko w końcu zaczęło się układać - usłyszała diagnozę.

W tym roku minie 18. rocznica od śmierci Darii Trafankowskiej. Większość osób kojarzy ją przede wszystkim z roli Danusi Dębskiej-Tretter z seiralu "Na dobre i na złe", w którą wcielała się przez pięć lat. Aktorka miała jednak wiele innych sukcesów zawodowych na swoim koncie, a swego czasu była jedną z bardziej rozpoznawalnych polskich artystek na ekranie. Znajomi i rodzina pamiętają ją jednak przede wszystkim z wielkiej dobroci i chęci pomocy nawet w momentach, gdy sama nie miała prawie nic. 

Jeżeli ktoś zwracał się do niej z prośbą o pomoc, ona na pewno tej pomocy nie odmówiła. Nawet jeśli nie miała pieniędzy, to dała miskę strawy. Jak ktoś nie miał gdzie spać, przytuliła go

- mówiła w rozmowie z PAP o Trafankowskiej aktorka Renata Berger, cytowana przez Pomponik

Zobacz wideo Polskie kino coraz częściej zachwyca się PRL-em

Debiutowała  w filmie Agnieszki Holland. Historia Darii Trafankowskiej 

Przygodę z aktorstwem Trafankowska zaczęła wyjątkowo wcześnie. Możliwe całkiem, że w artystyczny świat wprowadzili ją za młodu jeszcze jej rodzice. Ojciec kobiety był bowiem malarzem, z kolei jej matka występowała na scenie w teatrze dla dzieci. Po ukończeniu szkoły średniej, młoda kobieta próbowała dostać się do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Zdawała kilkukrotnie, aż w końcu została przyjęta, jak informuje Onet.pl - dopiero za trzecim podejściem. 

Daria TrafankowskaDaria Trafankowska JACEK PIOTROWSKI/AP

Pierwszy raz w Trafankowska zadebiutowała jednak już w wieku 22 lat. Zagrała wówczas w filmie psychologicznym "Zdjęcia próbne", którego reżyseriami byli Agnieszka Holland, Jerzy Domaradzki oraz Paweł Kędzierski. Grając w produkcji rolę Anki, aktorka rozpoczęła swoją karierę w wielkim stylu - wcielając się w główną rolę na dużym ekranie. W późniejszych latach artystka współpracowała z jednymi z najbardziej rozpoznawalnych reżyserów w Polsce, m.in. z Krzysztofem Zanussim, Janem Łomnickim czy Jerzym Gruzą. 

Leon Niemczyk i Henryk MachalicaLeon Niemczyk miał aż sześć żon. "Człowiek jest zaślepiony, gdy się żeni"

Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Od 25 roku życia grała również na scenach największych warszawskich teatrów jak Teatr Narodowy oraz Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera. W latach 90-tych wiele osób kojarzyło ją przede wszystkim z prowadzenia teleturnieju matematycznego transmitowanego na kanale TVP2 - "Szalone liczby".  

Rozwiodła się po 15 latach małżeństwa

Tuż po ukończeniu łódzkiej filmówki, aktorka poznała swojego przyszłego partnera - Waldemara Dzikiego. Młodszy o dwa lata reżyser, ożenił się z Trafankowską i niedługo później na świat przyszedł syn pary - Wit (który dziś również związany jest z telewizją oraz muzyką).

Po 15 latach związek się jednak rozpadł. Na temat rozwodu i swojego byłego męża artystka nigdy  nie wypowiadała się źle publicznie. W jednym z wywiadów przyznała nawet, że ich rozstanie nastąpiło w sposób naturalny, nie obarczając przy tym nikogo winą. Waldemar Dziki po zakończeniu relacji z Trafankowską związał się z aktorką Małgorzatą Foremniak. Podobno obie kobiety nie traktowały się jak rywalki, a wręcz przeciwnie - miały nawet zaprzyjaźnić się i dzielić później na planie jedną garderobę.  

Bywało, że nie miała pieniędzy nawet chleb, a idąc ulicą modliła się, by znaleźć jakąś gotówkę 

Choć aktorka pod koniec lat 90-tych na brak propozycji filmowych z pewnością nie mogła narzekać, po rozwodzie ledwo wiązała koniec z końcem. Razem z chorą matką i synem mieszkali na strychu, a problemy finansowe narastały. Według informacji czasopisma "Viva!", artystka pracowała wówczas w kilku miejscach jednocześnie. Choć występowała w telewizji i teatrze, a także udzielała się w radiu, były dni, że nie miała pieniędzy nawet na zakup pieczywa. "Bywało, że nie miałam na chleb i idąc ulicą, modliłam się o to, by znaleźć choć 10 zł" - cytuje dwutygodnik słowa aktorki. 

Los uśmiechnął się do niej ponownie. Aktorka dostała rolę w serialu i znów się zakochała

Sytuacja zmieniła się jednak już w 1999 roku, gdy aktorka dostała rolę w serialu "Na dobre i na złe". Dzięki dostaniu się do stałej obsady produkcji, Trafankowska zyskały stały dochód i sytuacja finansowa jej rodziny zdecydowanie polepszyła się. To jednak nie wszystko, kobieta zakochała się również ponownie. Jej wybrankiem okazał się stary znajomy ze studiów - spełniający się jako realizator filmowy.   

Od lewej: Maria Konopnicka, Maria DulębiankaKonopnicka i Dulębianka. Więź, która łamała wszelkie konwenanse

W momencie, gdy wszystko zaczęło się układać Trafankowska usłyszała diagnozę

W 2003 roku artystka dowiedziała się od lekarzy, że choruje na nowotwór trzustki. Rak postępował niestety niezwykle szybko. Trafankowska prócz chemioterapii zdecydowała się także na nowoczesną terapię i w tym celu wyjechała do Austrii. Na miejscu nie chciała jednak, by odwiedzał ją 24-letni (wówczas) syn. Zdaniem aktorki, nie powinien był on żyć chorobą jego mamy. Niestety, mimo nowych metod leczenia, artystka zmarła zaledwie rok później - 9 kwietnia 2004 roku. Miała wówczas tylko 50-lat. 

"Moja matka zawsze mnie niezmiernie dopingowała do tego, żebym tworzył"

W ślady Trafankowskiej poszedł także jej syn - Wit. W latach 90-tych próbował swoich sił w aktorstwie. Będąc dzieckiem wystąpił w kilku filmach np. "Życie za życie. Maksymilian Kolbe" czy mając 15-lat w spektaklu telewizyjnym "Chłopcy z Placu Broni". Związany z mediami, w późniejszych latach poszedł w kierunku muzyki - został producentem programu muzycznego "Hell's Kitchen" oraz występował jako prezenter w VIVA Polska. Był również wokalistą zespołu Funky Trip Foundation. Od najmłodszych lat muzyczną pasję syna rozwijała jego mama. 

Moja matka zawsze mnie niezmiernie dopingowała do tego, żebym tworzył. Jakieś piosenki jej podrzucałem, a ona puszczała je swoim znajomym w teatrze. Chodziłem kiedyś do szkoły muzycznej na perkusję. Oczywiście byłem strasznym dzieciakiem, bo mi się zmieniało co chwila. Najpierw uczyłem się na skrzypcach, później na trąbce, potem na gitarze. I ta moja biedna świętej pamięci matka za każdym razem musiała mi sprezentować inny instrument

- wspomina artystkę Wit Dziki w wywiadzie dla Onetu

Grób Darii TrafankowskiejGrób Darii Trafankowskiej Wikimedia Commons / Lukasz2

Zobacz też: Jego życie było dalekie od "podróży za jeden uśmiech". "Mogę winić tylko siebie"

Więcej o: