Ferdek, Gebels, teraz dziadek Waldka. A przecież nie został aktorem z miłości do teatru tylko przez brata

Nie będziemy tu nic lukrować, nic udawać - dla wielu osób Andrzej Grabowski jest i będzie Ferdkiem Kiepskim. Chcemy jednak pokazać, że to aktor o wielu twarzach. Najnowszą pokazuje w familijnej produkcji "Za duży na bajki".

Film Kristoffera Rusa ma być ciepłą, zabawną i pobudzającą wrażliwość opowieścią o tym, jak stawiać czoła trudnym, życiowym sytuacjom. Grabowski gra tu dobrotliwego i mądrego życiowo dziadka głównego bohatera - 10-letniego Waldka (w tej roli Maciej Karaś), postać zupełnie inną niż w sitcomie Polsatu. 

Zobacz wideo Karolina Gruszka, Andrzej Grabowski, Dorota Kolak i dzieciaki. Zobacz zwiastun filmu "Za duży na bajki"

O Ferdku Kiepskim: Wielu kolegów okazywało mi jawną pogardę. Zawsze było to dla mnie dziwne, bo to piekielnie trudna rola

W swojej autobiografii "Jestem jak motyl", napisanej do spółki z Pawłem Łęczukiem i Jakubem Jabłonką, Grabowski wspomina, że rolę w "Świecie według Kiepskich" dostał praktycznie w ciemno i bez żadnego castingu, po jednym spotkaniu z reżyserem:

Wymieniliśmy uściski dłoni, dostałem kopertę ze scenariuszami trzech pierwszych odcinków i umówiliśmy się na nagrania za kilka dni. Kiedy po powrocie do Krakowa przeczytałem scenariusz pierwszego odcinka, zrobiło mi się trochę niedobrze. Ale cóż, zawsze sobie w takich sytuacjach powtarzam, że gram różne role, bo to mój zawód, nie hobby. Pieniądze z tego maleńkie, ale zawsze. Poza tym byłem przekonany, że taki serial nie może chwycić i z pewnością zniknie z anteny, zanim się pojawi - tyle z tego będzie.

Aktor Andrzej GrabowskiAndrzej Grabowski: Do pewnego momentu nie znosiłem Kiepskich

Tymczasem aktor kręci kolejne odcinki od 1999 roku! I choć wielokrotnie wspomina, że Ferdek stał się w pewnym stopniu dla niego przekleństwem - większość ludzi kojarzy go tylko z rolą nierozgarniętego piwosza, a niektórzy koledzy okazywali wyższość - podkreśla też, że to wcale nie jest taka prosta rola. W rozmowie z Jackiem Wakarem, przeprowadzonej do książki "Pierwsze życie Marka Kondrata" wspomina wspólną pracę przy Teatrze Telewizji z 2002 - "Bracie Elvisie".

- Otóż owego telewizyjnego "Brata Elvisa" kręciliśmy w przyjemnych okolicznościach, bo w Zakopanem. A jak Zakopane, to wiadomo - po zdjęciach kolacja w jakiejś knajpie, a jest ich tam bez liku. Byłem wtedy na całego w serialu "Świat według Kiepskich", co wiązało się z tym, że wielu kolegów okazywało mi jawną pogardę. Zawsze było to dla mnie dziwne, bo to piekielnie trudna rola - opowiadał. - Był w obsadzie naszego spektaklu dużo młodszy aktor, który ostentacyjnie i bez przerwy demonstrował mi swoją wyższość. Bo przecież ja gram w "Kiepskich". Któregoś wieczoru, podczas jednej z takich kolacji, Marek w ostrych słowach przywołał do porządku tego młodszego kolegę. Uświadomił mu, co to znaczy zagrać komedię, jaka to jest skala trudności. W dodatku taką komedię jak "Kiepscy", gdzie nie można pozwolić sobie na zgrywę, odpuścić sobie. Było to dla mnie bardzo ważne i wtedy obdarzyłem Marka jeszcze większym szacunkiem - dodawał.

Andrzej Grabowski na planie 'Świata według Kiepskich' w 2008 rokuAndrzej Grabowski na planie 'Świata według Kiepskich' w 2008 roku Fot. Dominik Dziecinny / Agencja Wyborcza.pl

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

"Kiedy pracuję, czuję, że jestem potrzebny. Niekoniecznie innym ludziom". A do zawodu trafił dzięki bratu

Dlaczego lubi swój zawód? Bo przez chwilę może żyć życiem innej postaci. - Kiedy pracuję, czuję, że jestem potrzebny. Niekoniecznie innym ludziom, bo nie mam o sobie aż takiego mniemania, ale mam przekonanie, że to, co robię, jest potrzebne mnie (...) kiedy się czymś zajmuję, to nie popadam nagle w otchłań, w czeluść beznadziei - tłumaczył w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Był choćby Gebelsem w "Pitbullu". Razem z Marcinem Dorocińskim w filmie, a potem serialu cenionym zarówno przez widzów, jak i recenzentów z 2005 roku Patryka Vegi stworzył fenomenalny duet. Jak mówił Onetowi, zdecydował o tym w pewnym sensie przypadek. - W szczycie popularności "Kiepskich" Patryk Vega zaproponował mi rolę "Gebelsa", ale po miesiącu zadzwonił, że "produkcja się nie zgadza, bo masz twarz Ferdka Kiepskiego. I zagra to...". Tu wymienił aktora. Odpowiedziałem: "To, jak ten aktor ci zagra, to wiesz ty, on i wszyscy wiedzą". I gdyby nie to, że Vega nie dostał wtedy pieniędzy, a potem się poróżnił z tym aktorem i wrócił do mnie po dwóch latach, proponując, żebym jednak zagrał, nigdy nie pojawiłbym się w "Pitbullu" - opowiadał aktor.

Po ponad dekadzie zdecydował się wrócić do tej roli u będącego w zupełnie innym zawodowo miejscu reżysera i związać z nim na kilka kolejnych produkcji. Po tym, jak zdecydował się zagrać w "Polityce" rolę prezesa rządzącej partii, miały go spotkać kolejne nieprzyjemności. - Zajmuję się też stand-upem. I kilka dni temu odebrałem telefon, że zaplanowany występ odwołano, bo miało na niego przyjść kilku ważnych dla organizatorów ludzi, którzy nie przyszliby, gdybym ja wystąpił. Więc ze mnie zrezygnowano. To pierwszy objaw tego, że ostracyzm następuje i pewnie będzie następował. Ale przeżyłem już tyle, że przeżyję i to. Mam tylko nadzieję, że do więzienia nie trafię - mówił we "Wprost".

Aktor nie boi się jednak podejmować kolejnych bardzo różnych zawodowych wyzwań - był przecież jurorem w "Tańcu z gwiazdami", w serialu "Pajęczyna" zagrał Edwarda Gierka, Doktora w "Pod Mocnym Aniołem", sąsiada Adasia w "Dniu świra", Andrzeja Jurewicza w "Bożej podszewce", Mańka Koselę w "Zróbmy sobie wnuka", wydał też cztery albumy, a w teatrze zaczął grać jeszcze przed zrobieniem dyplomu na PWST w Krakowie. W 1987 roku zdobył kilka nagród za rolę w przedstawieniu "Scenariusz dla trzech aktorów" Bogusława Schaeffera w Teatrze STU w Krakowie, potem także za kreacje stworzone na scenie m.in. w "Kto się boi Virginii Woolf?" Edwarda Albee'ego i Weselu" Stanisława Wyspiańskiego.

A przecież i do szkoły teatralnej trafił trochę z przypadku, przez studiującego tam brata Mikołaja - dziś reżysera, aktora, od lat kierującego razem z Krzysztofem Jaroszyńskim krakowskim Teatrem STU. Onetowi Andrzej Grabowski mówił: 

Ja do szkoły teatralnej zdawałem nie z powodu miłości do teatru, tylko dlatego, że spodobało mi się życie studentów szkoły teatralnej. Było fajne, tak jak i ludzie byli fajni, Mikołaj miał na roku choćby Jurka Trelę czy Mańka Dziędziela. Do tego ładne dziewczyny... Chciałem się tam dostać, bo poznałem to życie, będąc na obozie razem z nimi.

Andrzej Grabowski i Mikołaj Grabowski - 'Scenariusz dla trzech aktorów' według sztuki Bogusława Schaeffera, Poznań 2014Andrzej Grabowski i Mikołaj Grabowski - 'Scenariusz dla trzech aktorów' według sztuki Bogusława Schaeffera, Poznań 2014 Fot. Andrzej Monczak / Agencja Wyborcza.pl

Zaledwie kilka dni temu (15 marca) skończył 70 lat. Nie ma lepszej formy świętowania niż kinowa premiera dwóch filmów z jego udziałem. Oprócz "Za dużego na bajki", którego scenariusz powstał na podstawie książki o tym samym tytule i napisany przez jej autorkę, Agnieszkę Dąbrowską, Grabowskiego będzie można zobaczyć na dużym ekranie w marcu w "Piosenkach o miłości". W tym filmie gra ojca Roberta (Tomasz Włosok).

 

"Za duży na bajki" wchodzi do kin 18 marca, "Piosenki o miłości" tydzień później. 

Trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie. Od pierwszych godzin napaści giną bezbronni cywile, a Rosjanie systematycznie atakują miasta i wsie. Zniszczenia są ogromne. Z kraju ogarniętego wojną próbują się wydostać miliony uchodźców. Potrzeby rosną z godziny na godzinę. Dlatego Gazeta.pl łączy siły z Fundacją Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), by wesprzeć niesienie pomocy humanitarnej Ukrainkom i Ukraińcom. Każdy może przyłączyć się do zbiórki, wpłacając za pośrednictwem Facebooka lub strony pcpm.org.pl/ukraina. Więcej informacji w artykule.

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl 

Więcej o: