Patryk Galewski podkreśla na początku naszej rozmowy:
Ja nigdy w żaden sposób nie pogodziłem się z tym, że Jana z nami nie ma. Ja po prostu nauczyłem się z tym żyć. Dlaczego tak bardzo głęboko przeżywam to, że Jana z nami nie ma? Bo w pewnym momencie Jan stał się dla mnie tatą, którego ja tak naprawdę - mimo że fizycznie był - to tak naprawdę nie miałem.
W filmie "Johnny" Daniela Jaroszka poznajemy ks. Kaczkowskiego właśnie oczyma Galewskiego. Rozmawialiśmy z nim jeszcze przed kinową premierą:
- Ja jestem przeszczęśliwy, że akurat na ręce tych ludzi spadła odpowiedzialność stworzenia tak ważnego filmu o tak pięknym człowieku - mówi. Opowiada też, że gdy po raz pierwszy zobaczył Dawida Ogrodnika w roli na planie, był przerażony, trochę zdumiony, przestraszony.
"Patryk włamuje się do domu w małym mieście. Wyrok sądu nakazuje mu prace społeczne w puckim hospicjum, gdzie poznaje niezwykłego ks. Jana Kaczkowskiego. Duchowny angażuje młodych chłopaków z zawodówki, na pozór twardych buntowników, w pomoc chorym. W swojej pracy skupia się na bliskości, czułości i walce o relacje z drugim człowiekiem. Uczy empatii. A robi to z hurtową ilością humoru, czym zyskuje ogromną popularność. Niedługo później Jan sam staje przed wyzwaniem walki z chorobą. Patryk zostaje postawiony w sytuacji, która zmieni całe jego życie" - czytamy w opisie filmu. W rozmowie Galewski wielokrotnie podkreśla, jak wielki wpływ na jego życie, a także na życie wielu innych ludzi, miał duchowny. On mówił do niego "tatku" i przyznaje, że ks. Jan był dla niego niczym ojciec.
Galewski zanim poznał ks. Kaczkowskiego, był znany z Pucku jako osoba, która obracała się w półświatku przestępczym, miał zasądzone godziny do odpracowania w puckim hospicjum założonym przez księdza w ramach wyroku za jazdę pod wpływem alkoholu. - Słynąłem z tego, że jestem ćpunem, pijakiem, chuliganem, rzezimieszkiem ulicznym - przyznaje i wspomina ich pierwsze spotkanie: "Jan takim śmiesznym gestem się mnie zapytał, czy będę jeszcze dużo jarał tej trawy, czy w końcu przyjdę opracować te godziny".
Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Opowiada nam i o swojej przeszłości, i o ważnych rozmowach z przyjacielem, i o tym, jak ksiądz zapowiedział z uśmiechem swoim "synkom", że będą nieść jego trumnę, a on specjalnie wybierze ciężką dębową, by poczuli ciężar ich grzechów, które wziął na siebie. Duchowny zmarł w 2016 roku. Bioetyk, organizator i dyrektor Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio miał glejaka mózgu.
Patryk Galewski opowiada też m.in. o pokucie, jaką dostał po pierwszej spowiedzi u ks. Kaczkowskiego i o tym, że całe doświadczenie związane z filmem "Johnny" zdecydował się z jednego powodu: dla Jana. I podkreśla:
Jan był miłością.
Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina