Zagórski "uwielbiał grać na scenie i na wyścigach". Przez hazard stracił majątek i zmarł w biedzie

Był bohaterem najpopularniejszej sceny z kultowej komedii Stanisława Barei "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz". Wojciech Zagórski zagrał wiele znakomitych ról zarówno na deskach teatru, jak i na ekranie. Uzależnienie od hazardu doprowadziło go do bankructwa. Niegdyś ceniony aktor, zmarł w biedzie i zapomnieniu.

Wojciech Zagórski był jednym z ulubieńców Stanisława Barei, otrzymując role w niemal wszystkich produkcjach reżysera. Choć miał bogatą filmografię i mógł poszczycić się wieloma znakomitymi kreacjami aktorskimi, to zmarł w zupełnym zapomnieniu. Do jego klęski doprowadziło uzależnienie od hazardu, z którym zmagał się przez większość swojego dorosłego życia.

Zobacz wideo Bareja - kochany przez widzów, nienawidzony przez środowisko filmowe

Mógł zostać oficerem, lecz aktorstwo było jego pasją. Choć grał epizody, potrafił przyćmić inne gwiazdy

Jako 16-latek zaciągnął się do wojska, ale już wtedy wiedział, że nie zostanie żołnierzem. Mimo że namawiano go, by na stałe przywdział mundur, on uparł się, że zostanie aktorem. Jak postanowił, tak też uczynił. Z pomocą pułkownika Piotra Jaroszewicza otrzymał indeks warszawskiej szkoły teatralnej. — Jeden telefon wystarczył, żebym został przyjęty do szkoły aktorskiej. Jeden telefon! — wspominał w rozmowie z "Nie". Początkowo grał w warszawskim Teatrze dla Dzieci, później występował w Olsztynie i Opolu, lecz w latach 50. na stałe związał się ze stołecznymi instytucjami, m.in. Teatrem Klasycznym czy Rozmaitości.

Zagórski świecił triumfy nie tylko na scenie, ale i na ekranie. Zagrał w takich produkcjach jak "Szkice węglem", "Doktor Judym" czy "Znachor". Chętnie występował również w serialach, m.in. w "Janosiku", "07 zgłoś się" czy "Zmiennikach". Jednak największą popularność przyniosły mu produkcje Stanisława Barei, którego był ulubieńcem. Wypowiedziana przez niego kwestia "Pan tu nie stał" w komedii "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" trwale zapisała się w historii kina. Był wyjątkowym aktorem, charakterystycznym i choć zwykle występował na drugim planie, grając epizody, to jednym zdaniem potrafił przyćmić całą plejadę gwiazd.

Uzależnienie od hazardu doprowadziło go do bankructwa. Zmarł w zapomnieniu

Niestety sukces zawodowy nie szedł w parze ze szczęściem w życiu prywatnym. Jak pisał Witold Sadowy na łamach internetowej Encyklopedii Teatru Polskiego, Zagórski "uwielbiał grać na scenie i... na wyścigach". Już na początku kariery aktor stale odwiedzał kasyna i był częstym gościem wyścigów konnych na Służewcu.

Wojtek był człowiekiem całkowicie oddanym pasji hazardu, która w jego przypadku przeszła niestety w uzależnienie 

opowiadał Maciej Rayzacher w książce "Jak u Barei, czyli kto to powiedział" autorstwa Rafała Dajbora.

Choć stale przyjmował nowe role i nieustannie pracował, to nie był przesadnie majętnym człowiekiem. Wszystkie zarobione pieniądze trwonił, grając i obstawiając zakłady. — To chyba był największy hazardzista wśród aktorów — mówił reżyser Janusz Zaorski. Uzależnienie nie tylko pozbawiło aktora majątku i wpędziło w biedę, ale również zrujnowało jego małżeństwo. Zagórski popadł w takie tarapaty, że gdy potrzebował pieniędzy na transfuzję krwi dla matki, ubiegał się o zapomogę od Związku Artystów Scen Polskich. Wsparcia finansowego udzielono mu dopiero po śmierci kobiety, aktor nie miał bowiem nawet funduszy na zakup trumny.

W 2009 roku wystąpił w sztuce "Romulus Wielki" i tym samym zakończył swoją ponad 60-letnią karierę. Wraz z przejściem na emeryturę, zerwał kontakt ze wszystkimi znajomymi z branży. — On po prostu nagle znikł nam z oczu. Nie mam pojęcia, jak wyglądały jego ostatnie lata — wspominała Zofia Czerwińska. Wojciech Zagórski zmarł 29 kwietnia 2016 roku. Choć niegdyś był wielką gwiazdą, to odszedł w biedzie i zapomnieniu.

Więcej o: