Tom Cruise urzeczony sceną Marcina Dorocińskiego w "Mission: Impossible". "Za****ste 7 minut"

Marcin Dorociński nie tylko dopytał montażystę, czy aby na pewno nie wytną go potem z nowego "Mission: Impossible", opowiedział też, że hollywoodzki aktor wręcz go pochwalił jeszcze na planie filmu. Od trwającej siedem minut sceny z polską gwiazdą zaczyna się bowiem "Dead Reckoning Part One".

Od 14 lipca będzie można w kinach oglądać film "Mission: Impossible - Dead Reckoning Part One" z udziałem Marcina Dorocińskiego. Aktor już opowiedział w Radiu Zet, że szczególnie trudne było dla niego kręcenie scen pod wodą. Nurkowanie i konieczność wstrzymywania oddechu na odpowiednio długi czas doprowadziły go kilka razy do ataku paniki. Teraz w podcaście "WojewódzkiKędzierski" wyjawił, co Tom Cruise powiedział mu jeszcze na planie filmowym o sekwencji, od której cały film się zaczyna.

Zobacz wideo Czego to Tom Cruise nie zrobił na planie swoich filmów

Tom Cruise zachwalał scenę Dorocińskiego już po ujęciu

Tom Cruise nie tylko gra w "Mission: Impossible" główną rolę, jest także jednym z producentów produkcji. Aktor dużo wymaga od siebie i ma w zwyczaju doglądać w sposób kompleksowy prac na planie filmowym. Nie ma więc co się dziwić, że przyglądał się temu, jak swoje sceny nagrywał m.in. Marcin Dorociński. I był bardzo zadowolony z tego, co zobaczył. Jak opowiedział Dorociński w trakcie rozmowy z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim:

Nagle Tom wszedł, my w tych mundurach i mówi: Cześć, chłopaki. Byliśmy tylko we dwóch, bo zazwyczaj nas tam było więcej, ale akurat kręciliśmy tylko nasze bliskie plany.
Mówi, że widział całą sekwencję, że super, że to, co dogrywamy, jest potrzebne, że to są szczegóły. Mówił, że jest tak zadowolony, bo od tego zaczyna się film. Nie mówił, że to siedem minut, tylko że super i to jest zaj****ste siedem minut.

Dorociński śmieje się trochę, że nauczony doświadczeniem innych polskich aktorów i aktorem, którzy i owszem, w zagranicznych filmach zagrali, ale potem zostali z nich wycięci, w trosce o rodzimą publiczność i media zapytał montażystę nowego "Mission: Impossible", czy spotka go to samo. Dodajmy, że produkcja zbiera świetne recenzje i krytycy wróżą jej kasowy sukces. 

W nowej produkcji przyszło mu się wcielić w kapitana podwodnego okrętu Sewastopol, który dryfuje na Morzu Beringa. Sporo wskazuje na to, że wątek z udziałem Marcina Dorocińskiego zostanie podjęty ponownie w drugiej części filmu. - Wciąż nie mogę uwierzyć, że mogłem być częścią tej wielkiej machiny i wspaniałej przygody. Jestem szczęściarzem - powiedział w podcaście.

Więcej o: