Zbigniew Cybulski wylądował na bruku z ciężarną żoną. "Kochał syna, ale nie potrafił się nim zająć"

Dla Zbigniewa Cybulskiego udział w "Popiele i diamencie" Andrzeja Wajdy był przełomem, nie tylko zawodowo, ale i prywatnie. To właśnie na cześć swojego bohatera nazwał pierworodnego syna, Macieja. Choć darzył go ogromnym uczuciem, to w roli ojca nie potrafił się odnaleźć.

W 1954 roku Zbigniew Cybulski został absolwentem krakowskiej szkoły teatralnej i od razu rozpoczął karierę. Początkowo grał głównie epizody, zdobywając doświadczenie przed kamerą. Sukces pojawił się szybko, a była nim rola Maćka Chełmickiego w kultowym "Popiele i diamencie" Andrzeja Wajdy, który można obejrzeć na stronie vod.tvp.pl.

Zobacz wideo Dawid Ogrodnik o metodach wychowawczych w filmie "Pieprzyć Mickiewicza"

Nazwał syna na cześć bohatera, którego grał. Rola ojca była dla niego wyzwaniem

Zanim jednak zdobył prawdziwą popularność, mieszkał w Gdańsku, gdzie założył teatr BIM-BOM wraz z Jackiem Federowiczem i Bogumiłem Kobielą, który był jego dobrym przyjacielem. To właśnie on przedstawił mu piękną dziewczynę, Elżbietę Chwalibóg, która zamieszkała z nimi w niewielkim mieszkaniu. Koleżeńska relacja szybko przerodziła się w głębokie uczucie i zostali parą. Gdy kobieta zaszła w ciążę, podjęli decyzję o ślubie, na co nalegali rodzice aktora. Pobrali się 30 sierpnia 1960 roku, a kilka miesięcy później zamieszkali w Warszawie.

Początkowo w stolicy nie wiodło im się najlepiej. Z wynajmowanego pokoju zostali wyrzuceni na chwilę przed porodem. 30 stycznia 1961 roku na świecie pojawił się ich jedyny syn, Maciej. Cybulski był jednocześnie szczęśliwy i załamany, bo nie potrafił zapewnić bliskim bezpieczeństwa. Ostatecznie znalazł mieszkanie przy ulicy Czerniakowskiej, w którym Chwalibóg mieszka do dzisiaj. By polepszyć sytuację finansową rodziny, aktor rzucił się w wir obowiązków zawodowych. W domu bywał rzadko, a domagający się uwagi syn tylko działał mu na nerwy. – Kiedy nocą Zbyszek wracał do domu zmęczony, Maciek się budził i chciał bawić się z ojcem. Zbyszka to drażniło. Kochał syna, ale nie potrafił się nim zająć – wspominała żona aktora.

Zmarł, gdy syn miał 7 lat. To odbiło się na dorosłym życiu Macieja

8 stycznia 1967 roku Zbigniew Cybulski zginał tragicznie pod kołami pociągu, osieracając 7-letniego wówczas syna. Maciek został pod opieką matki i, jak wspominał po latach, miał beztroskie dzieciństwo. Wspólnych chwil z ojcem nie pamiętał zbyt wiele, lecz ich relację oceniał jako poprawną. W pamięci utkwił mu moment, gdy dostał serię klapsów, za nazwanie obraźliwymi słowami opiekunki. – Ojciec był wobec mnie cierpliwy, może dlatego, że rzadko się widywaliśmy. Jak człowiek wie, że w domu tylko kilka dni posiedzi, to wszystko zniesie – mówił. Ciepło wspominał również drogie prezenty, którymi ojciec obdarowywał go przy okazji różnych ważnych wydarzeń.

Odmienne zdanie miała w tej kwestii wdowa po aktorze. Twierdziła, że brak męskiego wzorca wpłynął negatywnie na dorastającego chłopca. Nie chciał się uczyć, wagarował, sprawiał problemy wychowawcze i był agresywny w stosunku do rówieśników, co w konsekwencji sprawiło, że został umieszczony w "szkole dla trudnych dzieci". – Matka odwiedzała mnie raz w miesiącu – mówił z goryczą. Sytuacja nie poprawiła się nawet wtedy, gdy był już dorosły. Nie spieszyło mu się do samodzielności, wolał imprezować, zamiast podjąć pracę. Jego głównym źródłem utrzymania były tantiemy po ojcu, do których tylko okazjonalnie dorabiał. Zdecydował się jednak ustatkować, lecz Chwalibóg nie zaakceptowała jego wybranki, która wprowadziła się do ich mieszkania. Konflikt doprowadził do sądowej eksmisji Macieja. Od tamtej pory pomieszkiwał u znajomych, nadużywał również alkoholu, co doprowadziło do poważnych problemów zdrowotnych, głównie z wątrobą. Maciej Cybulski zmarł 19 lutego 2016 roku w wieku 55 lat.

Więcej o: